A gdyby tak... Polecane

To już czas! Zaryglujmy okna w krakowskich autobusach i tramwajach!

Czy w ich MPK inaczej wieje? A może zarządzanie tym dmuchaniem jest inne? Obawiam się jednak, że za problemem stoją jednak krakowianie. Tak jak kiedyś potykaliśmy się na ruchomych schodach, tak teraz nie potrafimy zrozumieć, że podczas upałów drzwi oraz okna w autobusach i tramwajach należy zamykać – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Podjeżdża “pociągotramwaj” – coś na kształt naszej kolejki aglomeracyjnej, jakby połączenie poważnego taboru z tramwajem.

Ludzie czekają, wypatrują z daleka. Jednak nie dlatego żeby się im spieszyło (widzieliście kiedyś spieszącego się Hiszpana?), tylko mają już dość upału, tymczasem zaraz na przystanek podjedzie orzeźwienie.

W Hiszpanii wiesz, że w upalny dzień w komunikacji miejskiej znajdziesz chłód. Nie zastanawiasz się, czy ktoś włączył klimatyzację, czy dobrze ją ustawił, czy okna są pozamykane. Nie, tu jest jak w Twoim samochodzie – ustawiłeś klimę, więc masz pewność, że wewnątrz jest chłodno.

Tymczasem w Krakowie to rosyjska ruletka.

Trzecie założenie bierze w łeb

Jest! Nadciąga tramwaj! Pierwsze pytanie – nowoczesny Krakowiak czy któryś z przestarzałych niedobitków, które jeszcze krzątają się po mieście? Na ogół w oddali widać zarys jakiegoś Bombardiera, więc nadchodzi czas na drugą obserwację – liczba ludzi. Rzecz ważna, bo im mniejsza, tym zwiększa się prawdopodobieństwo jazdy w znośnych (nie, nie komfortowych, ale znośnych) warunkach.

Gdy już dwa założenie były spełnione, trzecie na ogół brało w łeb. 35 stopnie na zewnątrz, słońce wali po szybach, ludzie pachną jak stary kefir pozostawiony na kilka dni w słońcu, a wszystko podbite żarem wdzierającym się przez otwarte okna.

A jakżeby inaczej! Chodzi klimatyzacja, więc trzeba powiew chłodu wypuścić na zewnątrz!

I zaczyna się festiwali frustracji. Ktoś biegnie do kierowcy, bo mu gorąco. Ktoś inny mówi, żeby nie zamykać okien, bo zanim się schłodzi, to i tak już wszyscy skończą przejazd, a do tego czasu część pasażerów się udusi. A jeszcze inni zabijają wzrokiem i syczą przez zęby, żeby okien nie zamykać pod żadnym pozorem, bo ta klimatyzacja gów***o daje.

I tak jadą setki, tysiące, dziesiątki tysięcy frustrujących się krakowian. Nawet jeśli kierowca na zajezdni pozamyka okna i trochę schłodzi pojazd, to na kolejnym przystanku wpadnie mądrala, co to okien zamkniętych mieć nie lubi. A za kolejne dwa przystanki znów rację będzie miał ten, co rzecze, by wszystkie okna otworzyć, bo i tak schłodzić się nie zdąży. I tak w kółko.

Kurtyna wodna, łyk piwa

I tak czekając na ten hiszpański tramwaj przewijam sobie w głowie te obrazy i zbiera mnie na mdłości (a jak jeszcze przypomnę sobie zapach, to wymiociny sięgają gardła).

A czy nie przyjemniej byłoby w upalny dzień czekać na tramwaj jak na kurtynę wodną? Jak na butelkę orzeźwiającego piwa czy komorę do krioterapii? Uwierzcie mi, przyjemniej.

Do tego trzeba jednak lat edukacji jak u przedszkolaka i upałów przez osiem miesięcy w roku (jak w Hiszpanii). Choć uważam, że u nas i tak najlepiej sprawdziłoby się przymusowe zaryglowanie okien.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. MPK Kraków

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Taksówki w Krakowie w jednym kolorze. Czy kierowców na to stać?