Aktualności Lifestyle Polecane

Miał dość roboty w biurze! Zrobił więc coś szalonego, a pomogli mu… Węgrzy

Pewnego dnia coś w nim pękło. Powiedział: „dość!”, wstał od biurka, wyszedł i więcej nie wrócił. Dziś zamiast ślęczeć z nosem wlepionym w komputer, patrzy jak przez sześć godzin niespiesznie pyrka sobie węgierski gulasz, by następnie zaserwować go w Madziar Food Truck.

Michał Krzanik ma 31 lat, ale zawodowo czuł się, jakby właśnie dobijał do emerytury i skreślał dni jak więzień do zakończenie odsiadki. Non stop ktoś stał mu nad głową, rzucał nowe zadania, stawiał kosmiczne wymagania.

– W firmie budowlanej pracowałem na dwóch monitorach i dwóch telefonach. Wiecznie coś było do zrobienia, ciągłe ciśnienie. W pewnym momencie powiedziałem: „dość!”. Wyszedłem z biura i więcej do pracy tam nie wróciłem – wspomina Michał.

Wtedy zaczęło się poszukiwanie pomysłu na życie. W końcu trafił na Pawła, który od lat zajmuje się kuchnią węgierską. Sprowadza tamtejsze produkty, gotuje także potrawy na Starym Kleparzu. W Węgrzech czuje się jak w domu: mówi ich językiem, który dla Polaków brzmi jak z innej planety; zna rolników i hodowców, którzy nie wciskają mu produktów z węgierskich marketów, tylko sprzedają owoce własnej pracy; poznał receptury, które czasem dla rodowitych Węgrów są tajemnicą.

W końcu obaj zdecydowali, że otworzą trucka i spróbują wbić się między samochody z hamburgerami, frytkami oraz kiełbaskami. I w ten sposób Michał przestał już patrzeć w monitory i wykresy, a zajął się gastronomią.

Gdy opowiada o węgierskim jedzeniu, aż świecą mu się oczy. A opowiadać jest o czym, bo w niedzielę podczas debiutu na Najedzeni Fest ich food truck menu miał nie gorsze niż niejedna restauracja. Nic dziwnego, skoro przygotowania do debiutu Madzia Food Truck trwały aż cztery dni.

Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
Madziar Food Truck
navigate_before
navigate_next

– Gołąbki są z bakłażanem, cukinią, ryżem białym, brązowym, kaszą jaglaną, tartym kminkiem, a to wszystko zawinięte w węgierską kapustę kiszoną – opowiada Michał.

Z kolei węgierski gulasz nazywa Pörkölt, a jego głównym składnikiem jest słonina z węgierskiej świni, która wygląda tak:

fot. Kicsinyul. Wikimedia

– To endemiczna rasa świń pastewnych. Są wielkie, tłuste i prześmieszne, ważą z 500 kg. Dusi się z nich słoninę, później dodajemy wołowinę, paprykę węgierską, wino węgierskie oraz przyprawy. To wszystko gotuje się jakieś 6 godzin – opowiada Michał.

Na ich stoisku były też pieczone ziemniaki, kapusta, hun-dogi, hurki (coś jak nasze kaszanki, ale z wątróbką i papryką). Do tego mnóstwo węgierskich przypraw, past i innych madziarskich smakołyków.

– Jesteśmy chyba jedynym takim węgierskim food truckiem w Polsce – podkreśla Michał, który po niedzielnym festiwalu powoli dochodzi do siebie. – Było świetnie, wszyscy bardzo chwalili nasze jedzenie, my ze sprzedaży też jesteśmy zadowoleni. Tyle tylko, że dziś nóg nie czuję – uśmiecha się.

Mimo to p powrocie za biurko dziś już nawet nie myśli. Tym bardziej, że w nowym biznesie ma co robić. Polacy coraz mocniej doceniają węgierską kuchnię, a Michał z Pawłem madziarskie produkty eksportują już nawet do Wielkiej Brytanii, gdzie przejadają się już nudne fish and chips. A przy węgierskiej kuchni o nudzie nie ma mowy.

dn

zdjęcie tytułowe / fot. KRKnews