A gdyby tak... Aktualności Polecane

Brawo krakowianie! Teraz to naprawdę zaimponowaliście…

Wokół bloki straszące betonem, a w nich zamknięte tysiące ludzi. Jednak gdzieś po środku tej krakowskiej dżungli miejsce, które absolutnie do niej nie pasuje. Ciche, zielone, relaksujące. Miejsce, jakiego w Hiszpanii nie widziałam – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Trzeba przyznać, że pod Wawelem zapachniało Hiszpanią. Tak bardzo, że mam wrażenie, iż to słońce przywiozłam Wam w bagażu podręcznym tanimi liniami lotniczymi. Jakby nie było – zajrzałam do Krakowa na parę dni i muszę przyznać, że pod jednym względem jestem oczarowana.

Zioła, zabawki, kompostownik

Siedząc ponad dwa tysiące kilometrów stąd czytam o tym betonowaniu Krakowa, o znikających drzewach, o braku parków. Cóż, rozwijające się miasto, więc i miejsca na inwestycje potrzebuje. Nie każdy przecież ma takie szczęście jak ja, że od morza dzieli go 800 metrów, a od dużego parku góra 200 m.

Muszę jednak przyznać, że Kraków mocno mi zaimponował. Rzeczywiście, przebiec 10 km po parku to tu się nie da, a pole spacerowe wyznacza na ogół linia tramwajowa i ruchliwa ulica. Kręcąc się jednak po Prądniku Białym odkryłam miejsce niezwykłe, takie… mało krakowskie.

„Ogród Osiedlowy” – chyba tak to się nazywało i podobno jest tego w Krakowie coraz więcej. Przyznaję szczerze – kapitalne miejsce! Na moje oko było mniejsze od boiska piłkarskiego, ale na pewno nie mniej zielone. Do tego podzielone na strefy dla dzieci, mieszaną i ciszy. Po lewej stronie jakieś  ogólnodostępne (!) grządki z ziołami, po prawej kwiaty.

Z przodu siedzi ktoś z laptopem na kolanach, trochę dalej leży dziewczyna z książką, a dwie starsze panie piją kawę przy ładnym drewnianym stoliczku. Wokół nich biegają dzieci, które korzystają z ogólnodostępnych (!) zabawek. Skąd one się tam wzięły? Podobno jak komuś z osiedla zabawka jest już niepotrzebna, to zostawia ją w ogródku.

Bawić może się nimi każdy, tak samo jak zrywać zioła, czy wrzucać odpadki do kompostownika. A wszystko w otoczeniu bujnej zieleni, kwiatów, drewnianych mebli i przy śpiewie ptaków. Dopiero jak się dokładnie przyjrzeć, to między liśćmi widać, że już kilkadziesiąt metrów dalej wystrzeliwują w powietrze kolejne bloki.

Leżąc na trawie tego „Ogrodu Osiedlowego” łatwo jednak o tych betonowych molochach zapomnieć. Słowem – enklawa zieleni w centrum osiedla dla kilku (kilkunastu?) tysięcy osób.

Gratulacje!

Nie wiem skąd pomysł, skąd wykonanie i skąd ludzie, którzy o to dbają. Muszę jednak przyznać, że ten ogródek zrobił na mnie wielkie wrażenie. 

Oczywiście, że wolę mój hiszpański park i moją hiszpańską plażę, ale jestem zaskoczona kreatywnością i umiejętnością wspólnego działania krakowian. Przecież taki ogródek sam się nie zasadzi, sam się nie posprząta, sam nie przyniesie sobie zabawek. Robią to ludzie i w nagrodę mają naprawdę świetne miejsca do wytchnięcia od miasta.

Gratulacje!

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Idiotyczny pomysł z zagranicy. A gdyby tak w Nowej Hucie powstało getto?