Aktualności Polecane Sport

90 minut bluzgów nie pomogło. Mączyński nie spękał, a Legia wygrała w Krakowie

Co za rozczarowanie! Krzysztof Mączyński nie spękał, kolana mu nie zmiękły, a z oczu nie popłynęły łzy. Były piłkarz Wisły zniósł wszystkie obelgi i wydatnie pomógł Legii wygrać w Krakowie.

Na jego przyjazd dobrze się przygotowano. W dniu meczu klub umieścił kontrowersyjną grafikę, która miała dodatkowo podgrzać atmosferę.

 

Udało się, bo stadion aż kipiał od nienawiści do Mączyńskiego. Gdyby policzyć, pewnie 70-80% przyśpiewek intonowanych przez gniazdowego, odwoływało się do byłego wiślaka, dziś legionisty. Pierwsze gwizdy przywitały go już na godzinę przed meczem, gdy wyprowadził kolegów z Legii na zapoznanie się z wiślacką murawą.

Potem jego nazwisko było odmieniane przez kibiców przez wszystkie przypadki, łączone z najróżniejszymi wyzwiskami. Miał pęknąć. Fani liczyli, że jego powrót do Krakowa będzie równie bolesny, jak powrót Emiliana Dolhy 10 lat temu. Rumuński bramkarz przyjechał na stadion Wisły z Lechem, do przerwy puścił cztery kompromitujące bramki, a na drugą połowę już nie wyszedł.

Mączyński zapowiadał, że da radę i dał. Miał udział w akcji bramkowej. Kilkakrotnie strzelał na bramkę Wisły. A kibiców zagotował raz jeszcze w samej końcówce, gdy padł na murawę z grymasem bólu, długo leżał, czym zyskał dla swojej drużyny cenny czas.

Po meczu Mączyński nie chciał rozmawiać z krakowskimi dziennikarzami, wypowiedzi udzielił tylko oficjalnej stronie internetowej Legii. – Trochę szkoda, że kibice zachowali się w taki sposób, ale trudno, życie toczy się dalej. Nie mam żalu do kibiców Wisły. Nie jest to przyjemne, aczkolwiek gdzieś w podświadomości podwójnie motywuje, mimo wszystko dziękuję im za miłe chwile spędzone przy Reymonta. Nie jest przyjemne słuchać wyzwisk na swój temat, ale trzeba być mocnym psychicznie. I ja nie mam z tym problemu – powiedział.

Po meczu Mączyński pojawił się w szatni Wisły. – Przyszedł i podziękował za grę. Było to bardzo sympatyczne z jego strony – mówi Arkadiusz Głowacki.

Porażka najmocniej zabolała Kiko Ramireza. Trener Wisły zdenerwował się na system VAR. To po interwencji sędziego z wozu VAR rzut karny dla Białej Gwiazdy został anulowany. – Martwi mnie ten system. To nie jest futbol, jaki znam. VAR sprawia, że ginie spontaniczność w piłce – mówi hiszpański trener.

(wm)

fot. DrabikPany via Foter.com