Polecane Polityka Publicystyka

“A co, jeśli wujek każe Gibale zagłosować na Wassermann?!”

– Łukasz Gibała nie ma żadnego zaplecza. No może za wyjątkiem redaktora jednej z krakowskich gazet. A to wystarczy do napisania książki, ale do wygrania wyborów już nie – pisze w felietonie Kazimierz Krakowski.

Łukasz Gibała ogłosił, że znów będzie kandydował na prezydenta Krakowa. Stwierdził, że „wybór pomiędzy Jackiem Majchrowskim, którego ewentualne dalsze rządy można podsumować hasłem ‘Kraków dla deweloperów’, a Małgorzatą Wassermann, której ewentualne zwycięstwo można ująć w słowa ‘Kraków dla prezesa’, to żaden wybór.”

Kandydat uważa, że mieszkańcy Krakowa zasługują na coś więcej – na prezydenta, który nie ulegnie presji deweloperskiej i nie pozwoli betonować naszego miasta, a jednocześnie będzie niezależny i nie będzie otrzymywał poleceń z partyjnej centrali. Ogłosił też swoje hasło wyborcze “Trzecia droga. Kraków dla mieszkańców”.

Brak efektu WOW!

Nikogo ta deklaracja o kandydowaniu nie zdziwiła, bo Gibała prowadzi permanentną kampanię wyborczą. Nie było jednak w tej deklaracji żadnego przesłania, żadnego WOW! Tak nie rozpoczyna kampanii poważany kandydat do prezydenckiego fotela. Jeżeli walczy się z dwoma poważnymi rywalami i chce się być traktowanym poważanie, to zawsze początek kampanii w świecie PR musi być mocnym pier……ciem, czymś co daje energię. A ja tu tej energii nie widzę.

„Kraków zasługuje na prezydenta który nie będzie betonował Krakowa” – gdyby Łukasz Gibała popytał (albo już pytał) znajomych deweloperów, to by się dowiedział, że Kraków jest w czołówce tych miast, którzy deweloperom utrudniają życie i wcale nie tak łatwo się pod Wawelem buduje. I to nie urzędnicy miejscy są odpowiedzialni za przysłowiowe betonowanie miasta, a ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym i prawo budowlane. I dla przeciętnie myślącego człowieka jest to jasne jak konstrukcja cepa, że gdyby prezydentem Krakowa został Łukasz Gibała, to niewiele w tej kwestii by się zmieniło. Bo wbrew pozorom margines decyzyjny po stronie urzędników w kwestii zabudowy miasta jest dość mocno ograniczony. Zapewne Łukasz Gibała to wie.

„Kraków nie dla prezesa” – w tym przypadku Łukasz Gibała nie powinien być taki kategoryczny. Bo może się okazać, że w drugiej turze wujek „długi Jarosław” [Jarosław Gowin jest wujkiem Gibały – przyp. red.] każe wstąpić do Porozumienia i głosować na Małgorzatę Wasserman. I co wówczas?

Oba hasła niezbyt trafione.

Solista nie przejdzie

Łukasz Gibała nie może wyjść ze swojej własnej szklanej kuli i obsesyjnej nienawiści do Jacka Majchrowskiego. I to są jego największe problemy. Bo część pomysłów (np. darmowa komunikacja miejska) czy akcja robimy tlen są naprawdę ciekawe. Kandydat na prezydenta Krakowa, który już na starcie wie, że jest co najwyżej trzeci, nie może rozpoczynać bezbarwnie kampanii. Bo nikt tego początku nie zauważy i nikt go nie zauważył.

– Wierzę, że krakowianie zasługują na prezydenta, który będzie całkowicie samodzielny – powiedział w dalszej części konferencji prasowej Gibała.

Kolejny jego problem to właśnie bycie solistą. W polityce każdego szczebla, nawet tej samorządowej, nie można być solistą, nie da się być całkowicie „samodzielnym”, bo kojarzy się to z całkowitą nieomylnością, a zwykli ludzie nie lubią ludzi nieomylnych.

Łukasz Gibała nie ma żadnego zaplecza. No może za wyjątkiem redaktora jednej z krakowskich gazet „papierowych”. A to wystarczy do napisania książki, ale do wygrania wyborów już nie.

Coś gorszego niż porażka

Łukasz Gibała powinien na wczorajszej konferencji prasowej pokazać swoje zaplecze. Swoich czterech kandydatów na wiceprezydentów zestawić z obecnymi wiceprezydentami, odnieść się do nich. Pokazać, że ma za sobą jakiś konkretnych ludzi, a nie, że jest sam.

Sam fakt, że zadeklarował, iż nie będzie kandydował do rady miasta pokazuje, że jest kompletnie niezainteresowany swoim zapleczem. Nie próbuje go nawet tworzyć. Tutaj powinien Gibała wziąć przykład ze swojego wuja. Od lat solisty w polityce, kompletnie bez zaplecza, ale umiejącego stworzyć wrażanie, że to zaplecze ma. I umiejętnie to wykorzystać w budowaniu kampanii na każdym szczeblu od rad dzielnic począwszy.

Brak zaplecza już raz Gibała bardzo mocno odczuł przy referendum w sprawie odwołania obecnego prezydenta. Nawet nie tyle, że przegranym (bo nawet nie doszło do skutku), ale fatalnie zorganizowanym, a to dla polityka jeszcze gorsze. Najwyraźniej nie wyciągnął z tego faktu żadnej lekcji.

Miała być Trzecia Droga dla Krakowa, a pozostał co najwyżej dzielnicowy folklor.

Skończy na czwartym miejscu?

Łukasz Gibała już dawno powinien zmienić doradców albo ich zatrudnić i nie wymyślać polityki sam. Jest politykiem z dużymi ambicjami, ale zupełnie nie umie swoich atutów wykorzystać. W mojej ocenie ten styl prowadzenia kampanii przy mocnym kandydacie PO zepchnie go na czwarte miejsce w końcowej stawce.

A jeżeli chce powalczyć o trzecie miejsce, to musi zupełnie przemodelować scenariusz swojej kampanii. A tak naprawdę skoncentrować się na przyszłorocznych wyborach do senatu, gdzie taki bycie solistą to jednak duży kampanijny atut.

Kazimierz Krakowski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.