Aktualności Polecane Publicystyka

Barcelona, Amsterdam, Wenecja… mają dość turystów. A Kraków?

Europejskie miasta najbardziej oblegane przez turystów mają dość. Barcelona, Amsterdam, Wenecja mówią: Stop i rozpoczynają próby ograniczenia liczby odwiedzających. A na jakim etapie jest Kraków?

W Barcelonie wprowadzono niedawno zakaz budowy nowych hoteli. Nie wiadomo, w jaki sposób wpłynie to na liczbę turystów, pewnie w niewielki, ale decyzja władz miasta pokazuje pewien nowy trend. Kilka miesięcy temu zakapturzeni osobnicy zatrzymali autobus turystyczny, przebili mu opony i namazali sprayem na przedniej szybie napis po katalońsku: „Turystyka zabija okolicę”.

Wenecja jako symbol upadku

W Wenecji dość mają nawet hotelarze, którzy coraz częściej odmawiają jednodniowych rezerwacji. Są zdania, że liczące 265 tys. mieszkańców miasto nie jest w stanie wytrzymać fali 30 mln osób przybywających tu co roku. Dziennik „Corriere della Sera” opublikował tekst w którym Wenecja została przedstawiona jako symbol upadku, do jakiego prowadzi niekontrolowana turystyka.

W Amsterdamie sugerują turystom, by zamieszkali na przedmieściach i korzystali z tamtejszych ścieżek rowerowych (równie efektownych co te w centrum). W ten sposób chcą odciążyć najbardziej oblegane miejsca.

W Krakowie liczba turystów systematycznie rośnie z roku na rok. W minionym roku nasze miasto odwiedziło 12 milionów 150 tysięcy turystów. Ma ich być coraz więcej, takie są założenia dokumentu pod nazwą „Strategia Rozwoju Turystyki w Krakowie na lata 2014-2020”.

Zagrożenia ze strony mieszkańców

Autorzy opracowania widzą zagrożenia związane z realizowaniem tej strategii. Co ważne – dostrzegają potrzebę odciągnięcia turystów od najbardziej znanych zabytków i skierowanie ich w inne części miasta, ale to wciąż wymaga dużej pracy. Wśród przewidywanych zagrożeń jest też punkt związany z mieszkańcami Krakowa.

„Potencjalne konflikty mieszkańców z odwiedzającymi w niektórych częściach Krakowa w miarę wzrostu natężenia ruchu turystycznego, jak również konflikty pomiędzy mieszkańcami osiągającymi i nie osiągającymi korzyści finansowych z tytułu obsługi turystów.”

Zdanie to sugeruje, że chodzi o mieszkańców spoza ścisłego centrum i do tego takich, którzy nie osiągają korzyści finansowych z najazdu turystów. Tacy pojawiają się już teraz, o czym świadczy choćby tekst umieszczony w ostatnich dniach w portalu „Krytyka Polityczna”.

Krytyka Totalna

„Tłumów nie ominiesz też wieczorem, jeśli wybierasz się do kina czy na piwo. Pierścienie krakowskich blokowisk funkcjonują raczej jako sypialnie niż dzielnice, w których można byłoby spędzić wieczór. Jeśli jesteś facetem, w drodze do baru zbierzesz gruby plik ulotek tanich burdeli, z którymi Kraków kojarzy się w ostatnich latach turystom nie mniej niż Wawel (istnieje na ten proces dość nieeleganckie określenie: „tajlandyzacja”). Jeśli laską – możesz liczyć na kilka nieszczególnie atrakcyjnych ofert od pijanych poszukiwaczy „cheap Eastern European girls”. Mój faworyt brzmi: „have you ever been to a hotel”? – pisze Kaja Puto.

Pani Puto wylewa wiadro pomyj na turystyczną politykę Krakowa. Twierdzi, że miasto jest zatłoczone przez taksówki i meleksy, śmierdzi końskimi odchodami, kanapki w spożywczaku są przepłacone, kampus UJ jest fatalnie skomunikowany (sic!), na ulicach rozdawane są ulotki tanich burdeli (sic!), branża turystyczna jest patologiczna, komunikacja miejska działa dobrze tylko w centrum, oferta mieszkań na wynajem urąga ludzkiej godności, wielkie festiwale są drogie i nie ma pieniędzy na sport, bo kasa poszła na budowę dwóch wielkich miejskich stadionów.

Pełen tekst TUTAJ.

Czas wcisnąć hamulec?

Jest tu sporo racji, ale kilka argumentów jest zupełnie nietrafionych. Zresztą praktycznie wszędzie na świecie turystyka w tak dużej skali związana jest z tandetą. Bo tego oczekuje większość odwiedzających. Kraków nie jest wyjątkiem. Centra wielu miast, pod wpływem najazdu turystów, zamieniły się w swojski jarmark.

Pytanie brzmi, czy Kraków już teraz powinien zacząć inaczej stawiać priorytety w swojej polityce turystycznej. Obecnie wizja jest taka, aby w 2020 roku można było napisać, że Kraków „należy do czołówki europejskich ośrodków turystyki miejskiej”. Oczywiście w strategii zastrzega się, że należy zrobić to z „zachowaniem zasad zrównoważonego rozwoju”, ale chodzi o to, by nie był to tylko pusty slogan.

(wm)