A gdyby tak... Polecane

Brawo! Ten piękny zwyczaj zaczyna przyjmować się w Krakowie

Wow! Czyżby przestała nam korona z głowy spadać, gdy pochylamy się w geście przywitania? Chyba tak, bo na co dzień w Polsce zaczynam spotykać coraz więcej osób, które nieznajomym mówią: „dzień dobry” – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Już kiedyś o tym wspominałam, że u nas sąsiedzi potrafią latami słyszeć zza ściany ubijanie kotleta, odgłosy dobiegające z toalety, czy pojękiwania miłosnych uniesień, ale jednak nie czują się ze sobą na tyle zżyci, by mijając się na klatce powiedzieć sobie: „dzień dobry”.

W Hiszpanii te przywitania bardzo mi się podobają, choć oni czasem też przesadzają. W końcu nie z każdym co dopiero poznanym mam ochotę się obściskiwać i całować, ale serdeczność u nich wylewa się uszami. Nie ma odwracania głowy, wiązanie butów, udawania, że się kogoś nie widzi. Skoro się znamy/kojarzymy, to się witamy.

Urząd, szpital, siłownia

Ostatnio jednak w Krakowie zauważyłam ładną prawidłowość, która już jest zalążkiem serdeczności. A mianowicie – ludzi zaczynają sobie mówić „dzień dobry”. Może nie na ulicy czy w sklepie, ale w innych miejscach publicznych już tak. Przykłady?

– Idę załatwić coś w urzędzie. Wchodzi młody chłopak, mówi „dzień dobry” i siada. Brawo!

– Wizyta u lekarza. Jak zwykle tłum ludzi, jak zwykle pierwsze skrzypce grają emeryci, ale pani w starszym wieku – być może, by zagadnąć – zaczyna od „dzień dobry”, a później zaczyna poszukiwania obywatela z końca kolejki.

– Siłownia. Chodzę na nią od dwóch tygodnie, ale już zauważyłam przenikanie tu amerykańskiego stylu. Może to nie do końca moja bajka, ale jeszcze nie podejdę pod recepcję, a już widzę uśmiech i słyszę „cześć”.

Portret psychologiczny

Od razu jakoś milej i przyjemniej. Wiesz, że naprzeciwko siebie masz człowieka, który wie, co to kultura. Może na co dzień w domu jest chamem i zamordystą, ale przecież na podstawie „dzień dobry” nie robię portretu psychologicznego, tylko co najwyżej oceniam, jak ten człowiek został wychowany.

Poza tym proste „dzień dobry”, to też fajny wstęp do dalszej rozmowy. No bo kto przejmie rolę emerytek, gdy te już nie będą mogły mówić?

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Co to za pomysł?! Głupszych wakacji krakowianie nie mogli sobie urządzić