A gdyby tak... Polecane

Co to za pomysł?! Głupszych wakacji krakowianie nie mogli sobie urządzić

Poważnie zastanawiam się nad założeniem jakiegoś biura wakacyjnego pośrednictwa. Bo nie wiem czy to strach, czy brak rozeznania, ale część znajomych z Krakowa wybiera chyba najgłupszy sposób spędzania lata, czyli nad polskim morzem – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Myślałam, że to jakiś odosobniony przypadek. Jakiś pasjonat albo fanatyk. Bo gdy znajomy  powiedział mi, że od lat (!) wakacje spędza nad Bałtykiem, to przeleciał mnie dreszcz zdziwienia.

Byłam tam w poprzednie wakacje i nie wydarzyło się nic, co zachęciłoby mnie do powrotu. Za to wydarzyło się wiele, bym o Bałtyku przestała myśleć na kilka dobrych lat.

Urlop na Starym Kleparzu

Na dzień dobry Gdańsk Jelitkowo. Nadmuchane zamki, nadmuchane usta blondynek, nadmuchane bicepsy facetów. Muzyka disco dudniąca z każdego zakątka, zapach smażonych frytek (a może to ryba? Nie wiem, pachniało tak samo), a wokół tłumy i (obowiązkowo!) parawan na parawanie. To wakacje, relaks, odpoczynek? No bez jaj, równie przyjemnie można odpocząć na Starym Kleparzu.

Poprosiłam znajomego o zmianę lokalizacji i już było dużo przyjemniej. To była jakaś plaża w okolicach Sopotu czy Gdyni. Ładna, czysta, bez tłumów. Schody zaczynały się, gdy trzeba było coś zjeść. Na litość, te ceny są wyższe niż w Hiszpanii! Na obiad  bez 70 złotych nie ma się co wybierać, piwo poniżej 10 zł nie schodzi, a porównywalna cenowo jest chyba tylko gałka lodów. Tyle że na Bałtykiem za 4 zł dostajemy gałeczkę, a w Hiszpanii za 1 euro dają porządną gałę!

Okazuje się jednak, że to wszystko nie przeszkadza moim znajomym z Krakowa nałogowo walić nad polskie morze. I rozumiem jeszcze ludzi Torunia, Szczecina, czy Bydgoszczy, ale z Krakowa? 600 km jazdy, czyli dobrych 7-8 godzin. Ale tylko przy szczęśliwym zbiegu okoliczności, bo co jeśli na kilka godzin utkniemy na autostradowych bramkach?

To już jest jakaś totalna makabra. Nie przeżyłam, ale widziałam. Gdyby ktoś w drodze nad morze kazał mi czekać kilka godzin na upale w samochodzie, to ja takich wakacji miałabym dość, zanim jeszcze się zaczną.

Ludzie sobie wytłumaczą…

Dlatego absolutnie nie rozumiem tej słabości do polskiego morza. Pewnie, że momentami tam ładnie i urokliwie, ale za jaką cenę? Gwarancji pogody nie ma, sinice atakują z prawa i z lewa, ceny przebijają sufit, a pamiątkowe zdjęcia z wakacji mogłyby być reklamą sklepu z parawanami.

Tymczasem do Hiszpanii można dostać się taniej (są loty już za 200 zł w dwie strony), pogoda jest niemal zawsze, ceny porównywalne lub niższe, a nawet jeśli spotkasz tatusia rzucającego kur* na lewo i prawo, to na ogół i tak go nie zrozumiesz.

Dzięki temu jest cieplej, przyjemniej, ładniej i na pewno nie drożej. Obawiam się jednak, że wyjazd zagraniczny nie mieście się w wyobraźni wielu krakowian. Boją się nowego, nieznajomości języka, innych ludzi. Dlatego wolą się przemęczyć na autostradowych bramkach, później na plażach, a do tego udają, że nie przeszkadza im deszcz i zakaz kąpieli. A na końcu i tak sobie wytłumaczą, że „dobre, bo polskie”.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

To miejsce w Krakowie jest straszne! Tu nawet biedaka oskubią z ostatniego grosza