A gdyby tak... Polecane

Co za bezpruderyjność… Wielka zmiana w Krakowie! 

W każdej głowie pełno jest obrazów, które wywołują szok. Ten wbił się do mózgu i zaczął świdrować wielką dziurę. Bo jak inaczej zareagować na to, że twoja sąsiadka zamienia się w… sąsiada? – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

“Będzie atak dewiantów” – mówili. “Zjawią się dziwolągi” – przestrzegali. “Zaatakuje nas wylęgarnia odmieńców” – nie mieli wątpliwości. Pamiętacie te wszystkie groźby z czasów, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej? Ja pamiętam i dlatego mój szok był tym większy.

W Hiszpanii panowie trzymają się za ręce, przytulają, całują w policzki. Jedni po koleżeńsku, między innymi jest coś więcej. Dziewczyny to samo – czasem z mody, czasami z przekonań. Po prostu – są kim chcą i nikt im w drogę nie wchodzi.

Dziwne spotkania

Takie obrazki szokujące dla mnie nie były, w końcu widywałam je także w Polsce. Kolana ugięły się pode mną dopiero niedawno, gdy na chwilę zawitałam do Krakowa.

Wchodzę do klatki w bloku, a tam jakiś pan się do mnie uśmiecha. Odwzajemniam, kultura musi być. Wchodzę dzień później, znów to samo i hasło: „dzień dobry”. Dzień dobry, to dzień dobry i idę dalej. Wieczorem jednak ten sam mężczyzna zaczyna pytać jak leci, że dawno mnie nie było, że jak ostatni raz rozmawialiśmy, to wspominałam, że…

Halo? Jak to widzieliśmy? To my się w ogóle znamy? Nagle uszy zaczynają rozpoznawać głos, a mózg przetwarzać zmiany. W końcu długie kręcone włosy mogły stać się króciutką fryzurą, spodnie zastąpić sukienkę, plecak damską torebkę, a biust… Nie wiem co się z nim stało, ale już go nie było. Tak, ten sąsiad jakiś czas temu był moją sąsiadką.

Piękny znak

Chyba nie przeszła (przeszedł?) żadnych operacji, tylko po prostu zaczęła (zaczął?) zachowywać się tak, jak jej (mu?) wygodnie. I to mi się bardzo spodobało – nie chował się w mieszkaniu, wychodząc po osłoną nocy, tylko zachowywał się normalnie. Szedł do pracy, na zakupy, zagadywał sąsiadów. A dla mnie, osoby która wyznaje zasadę „każdy niech robi co chce, byle nie szkodził innym”, to był piękny znak. Nikt mojego sąsiada nie wyzywał, nikt mu nie groził, a on sam czuł się (przynajmniej tak się wydaje) normalnie.

Dlatego tym bardziej się zdziwiłam. W Hiszpanii, tej złej, zachodnioeuropejskiej, z taką sytuacją się nie spotkałam, a u mnie, pod nosem, sąsiadka stała się sąsiadem. I co najważniejsze – wcale się z tym nie ukrywa…

Marta

Zdjęcie tytułowe / fot.  Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

W Krakowie rządzi patologia? Chyba komuś coś się pomieszało