A gdyby tak... Aktualności Polecane

Co za syf! Jeśli nadejdzie do Krakowa, trzeba się będzie ewakuować

Na początku wita cię kartka z jakimiś hieroglifami, których czasem wolałbyś nie rozszyfrować. Później otwierają się drzwi, a za nimi pomieszczenie, którego widok jak najszybciej chcesz wymazać z pamięci –  pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Wiecie, że często wychwalam tu, a nawet pieję na życiem poza Polską. Obraz pięknej i gorącej Hiszpanii pryska jednak, gdy nadchodzi czas skorzystania z… toalety.

W Polsce kilka razy na myśl o tym zrobiło mi się niedobrze, a raz zebrało mnie na wymioty – gdy wynajęłam “apartament”z kuchnią i łazienką, który okazał się to być 2 w 1, gdzie szklanki suszyły się na… spłuczce od kibla.

Generalnie jednak w krakowskich knajpach (nie licząc tych podłych i niskich lotów) ubikacje są w miarę czyste, nie brakuje w nich mydła, a zapachy nie zbierają na wymioty.

Zakaz wjazdu

Tymczasem w Hiszpanii kible (u nas ubikacje, u nich kible) w większości wyglądają tak, że sanepid nie przeprowadzałby nawet kontroli, tylko od razu je zamknął. Często ubikacje są koedukacyjne, czyli ta sama dla pań oraz dla panów. Najgorzej, że czasem klucz do nich należy wziąć z baru, a wierzcie mi – klucza takiego nie chcielibyście dotykać nawet w rękawiczkach.

Otwieramy dobytek, a tam często nie ma nawet deski. I to nie tej zamykającej, ale tej leżącej na kiblu. Z kolei pomieszczenia potrafią być takiej wielkości, że powinien być na nich znak zakazu wjazdu powyżej 50 kilogramów. Papier toaletowy na ogół jest (XXI wiek!), ale obok niego znajduje się napis, oczywiście tylko po hiszpańsku, który o czymś informuje. Na ogół chodzi o to, by nie wrzucać do kibla nic innego oprócz papieru, choć napis oczywiście wykonany jest odręcznie i z różnymi dziwnymi zwrotami, więc może czasem nie połapać się, co te hieroglify kryją.

Dobra, nos zatkany, oczy mocno przymknięte, sprawa załatwiona. Jeszcze tylko higiena i ewakuacja! Właśnie, higiena… Gdyby oceniać naród po stanie kibli, to Hiszpanie są brudasami. Dozownik na mydło jest, ale na ogół rozwalony. Obok czasami znajduje się mydło w płynie, ale albo zostało go troszeczkę na dnie, albo wodą jest rozcieńczone tak, że połową pojemnika ciężko sobie ręce wymyć.

Gimnastyka bez ręcznika

W tej sytuacji nie muszę chyba wspominać, że o ręcznikach można zapomnieć. Czasem są elektryczne suszarki, ale jak to w Hiszpanii – albo ktoś zapomniał je włączyć do prądu, albo po prostu są zepsute. Gdyby po takiej wizycie w ubikacji przyszło jeszcze komuś do głowy poprawić makijaż w lustrze, to będzie musiał się mocno nagimnastykować, by znaleźć kawałek czystego szkła i na dodatek bez pęknięcia.

Cóż, może taka jest cena kawy za 1 euro w knajpie, a może to po prostu cena mieszkania w Hiszpanii. Jakby nie było – gdybym mogła coś teleportować z Krakowa, to jedną z pierwszych rzeczy byłby właśnie standard większości ogólnodostępnych ubikacji.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay.com

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Oto rozwiązanie problemów z miejscami parkingowymi w Krakowie?