Czarny wtorek Polecane

Czarny Wtorek: Dlaczego Hala Targowa w Krakowie jest nią tylko z nazwy?

Przy okazji urlopu miałem okazję spędzić kilka dni w Gdańsku. Po raz pierwszy od dawna na dłużej niż na chwilę i muszę wreszcie przyznać, że to miasto ma w sobie to coś, co potrafi człowieka chwycić za serce. Pewnie Kraków też to ma, ale jak nas trzyma cały czas, to człowiek już przestaje ten czar czuć.

Gdańsk ma wiele plusów dodatnich (ma też plusy ujemne, ale niech ze swoimi problemami zmagają się oni sami, my mamy dość swoich), a jednym z nich jest wspaniała Hala Targowa. Wspaniała nie tylko ze względu na architekturę, historię i rozmach, ale wspaniała przede wszystkim dlatego, że w przeciwieństwie do naszej Hali Targowej przy ulicy Grzegórzeckiej, jest po prostu, no właśnie, Halą Targową.

W piwnicy mnóstwo stoisk z mięsem, kilka piekarń (z prawdziwym pieczywem a nie kluch z mrożonego ciasta), dwa czy trzy sklepy rybne. Oczy szeroko mi się otwierają. Na parterze ciuchy, fajki, gazety, na balkonach też coś w ten deseń, na zewnątrz – stanowiska z warzywami i owocami. Hala Targowa z prawdziwego zdarzenia. Wielki wybór wszystkiego. Można tu przyjść i zrobić domowe zakupy na kilka dni, nie będąc skazanym na jedną markę. Na jedno logo. Na jedno, za przeproszeniem, gó*no.

A u nas? Hala Targowa to po prostu zwykły sklep, Lewiatan czy coś innego w tym stylu. To co mogłoby się w niej mieścić, musi być poupychane w obskurnych budach wokół placyku. Tam, na zewnątrz, zakupy to walka z samym sobą, bieganina, w deszczu, w śniegu od budki do budki, w zimie i w upale.

Potencjał hali zupełnie zgubiony, pominięty, zmarnowany. W takim wnętrzu zakupy mogą być wielką przyjemnością. I nawet biorąc pod uwagę, że nasza krakowska hala jest jednak mniejsza od tej gdańskiej, nawet mimo tego, można byłoby z niej uczynić świetne centrum zakupowe. Konkurencję dla galerii handlowych. Konkurencję, która stawia na jakość, wybór i lokalnych dostawców.

Można Gdańskowi zazdrościć hali, ale z pewnością nie będę zazdrościł im pogody. Zlało mnie tam, zmarzłem, wracam do Krakowa, a tu prawie upał (w niedzielę, w poniedziałek). To kolejny dowód na to, że Kraków powinien jednak mieć dostęp do morza. Przemawia za tym nawet klimat! U nas sezon kąpielowy trwałby pewnie ze trzy tygodnie dłużej niż w Gdańsku. No to jak, czy któryś z kandydatów na prezydenta Krakowa mógłby to obiecać? Będzie mieć mój głos! Czekam na pierwszego odważnego.

(mm)

fot. halatargowa.pl

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Czarny Wtorek: Gdzie Kraków ma swoją tożsamość?