Czarny wtorek Polecane

W domu kultury pracował pedofil. Zdemaskowany dopiero teraz. Mógł rozdawać cukierki…

Są rzeczy, które wydają się takie proste, a zazwyczaj są tak skomplikowane. Do 2018 roku musieliśmy czekać, by gwałciciele, pedofile i zboczeńcy najróżniejszych maści, którzy dopuścili się przestępstwa na tle seksualnym, byli publicznie prezentowani i imienia, nazwiska i z twarzy (z mordy). Nie minęły dwa dni i zrozumieliśmy, jak bardzo było to potrzebne.

Do tej pory ci ludzie(?) byli chronieni przez prawo. Tak, trafiali do więzienia. Tak, z pewnością nie mieli tam wakacji typu all-inclusive. Domyślam się, że strażnicy zadbali o to, by współwięźniowie delikwenta wiedzieli, za co siedzi. Reszty można się domyśleć.

Ale potem? Po kilku latach taki typ spod ciemnej gwiazdy wychodził na wolność i znów mógł robić to, co lubi najbardziej. Prawo chroniło ich obrzydliwe mordy.

Mógł ocierać się o ciebie w tramwaju. Mógł siedzieć na ławce i obserwować twoje dziecko bawiące się na placu zabaw. Mógł rozdawać cukierki, zyskując ksywę “wujek miętówka”, mógł proponować spacer. Mógł pytać, która godzina, pytać o drogę, udając zagubionego turystę. Mógł iść za moją siostrą ciemną ulicą. I nikt nie wie, jakie myśli kłębiły mu się w głowie.

Mógł podawać nam rękę, a my mogliśmy z sympatią klepać go po ramieniu. Mógł zyskać nasze zaufanie, bywać w naszym domu. Mógł pracować w domu kultury i prowadzić zajęcia dla dzieci.

I właśnie do takiej sytuacji doszło w jednym z miast Małopolski. Jak donosi RMF FM – w domu kultury zatrudniony był pedofil. Zdemaskowali go rodzice, którzy 1 stycznia, wraz zresztą Polski, otrzymali dostęp do Publicznego Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

Ne zrobił tego dyrektor placówki, choć miał taki obowiązek, nim zatrudnił mężczyznę w domu kultury.

Zrobili to rodzice, a skoro zrobili to tak szybko, skoro zaraz po pierwszym stycznia rzucili się do rejestru i jęli wyszukiwać podejrzanego typa, musieli mieć jakieś sygnały. Może obelżywie ślinił się na widok małych dziewczynek. Może był napastliwy, narzucał się ze swoją pomocą. A teraz okazuje się, że to co niektórzy mylnie mogli odbierać jako wyrazy sympatii, był tylko przygrywką do jego obrzydliwych (oby już nigdy niezrealizowanych) celów.

Ktoś powie, że to nie fair, że przesada, że przecież ci ludzie odbyli karę, a dziś mają szansę na normalne życie.

Pozwolę się nie zgodzić.

Stygmatyzujmy. Ich wina powinna być już na zawsze wypisana na ich mordach. Bólu, który sprawili też nigdy nie uda się zmyć.

A minister Ziobro o takim debiucie swojego rejestru mógł tylko pomarzyć.

(mm)

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Czarny Wtorek: Narodowe Święto Trucia Sąsiada