Aktualności Czarny wtorek Polecane

Czarny Wtorek: Kraków już nie jest smogowym liderem, ale o smogu trąbi najgłośniej

Gdy w najróżniejszych zakątkach Polski trują się po cichu, bez rozgłosu, bez reklamy, Kraków wciąż krzyczy o smogu najgłośniej. Wiecie dlaczego? Bo my w Krakowie po prostu najbardziej kochamy życie.

Tej zimy mieliśmy w Krakowie smogowy pokaz mody, w poniedziałek odbył się festiwal filmów na temat smogu, a dziś kolejna już, niezliczona konferencja naukowa na temat smogu – „Zieleń dla czystego powietrza”. „W zeszłym roku norma stężenia pyłów PM10 w krakowskim powietrzu była przekroczona przez niemal 190 dni w roku, a jego nasycenie rakotwórczym benzopirenem odpowiadało wypaleniu aż 2 500 papierosów rocznie przez każdego z mieszkańców miasta” – czytamy w informacji prasowej przesłanej przez organizatorów konferencji.

Kraków wciąż krzyczy o smogu. W dzisiejszym wydaniu „Gazety Wyborczej” czytamy, że nasze miasto czeka turystyczna katostrofa, gdy ONZ I WHO dołączą wskaźniki jakości powietrza do rekomendacji dla zwiedzających. Wtedy obok licznych atutów miasta znalazłby się dopisek „Wizyta nie zalecana, szczególnie dla dzieci i osób starszych, z powodu złego stanu powietrza”.

Dziś na portalu SmogLab zobaczyłem reklamę wywieszoną na przystanku autobusowym. Jedna z firm próbuje namówić absolwentów na przenosiny nad Morze Bałtyckie.

 

Na reklamie widzimy totalnie przerażającą wizję Krakowa jako miasta klasy Czarnobyla (ciekawe, jaką rekomendację w przewodniku ONZ i WHO ma Prypeć?), zbite z totalnie sielankową wizją mieszkania w Gdańsku (na zdjęciu informatyk siedzi z laptopem na plaży – nie polecamy próbować, szczególnie nad Bałtykiem)

Kraków jako pierwszy w Polsce zdiagnozował problem i zaczął o nim mówić głośno. Początkowo patrzono na nas jak na debili. W Warszawie uwierzyli dopiero wtedy, gdy pewnego ranka nie mogli dostrzec Pałacu Kultury i Nauki (co nie zmienia faktu, że akurat tego dnia mogła to być zwykła mgła).

W Krakowie o smogu wiedzą wszyscy (łącznie z małymi dziećmi) i niemal wszystko. Kraków jako stolica polskiego i wschodnioeuropejskiego smogu trafił na łamy gazet na całym świecie, w jednym szeregu z Pekinem, New Delphi, Mexico City i Ułan Bator.

Zła sława zmusiła Kraków do działania, a dziś możemy poczuć pierwsze efekty. Według Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska – tej zimy powietrze w Krakowie jest najlepsze od trzech lat. Eksperci zwracają uwagę, że duży wpływ na taki stan rzeczy ma pogoda, ale to nie wszystko, bo przecież w ciągu ostatnich lat zlikwidowano kilkanaście tysięcy kotłów i pieców, wciąż trwa walka o ograniczenie ruchu samochodowego w centrum miasta.

Dziś, gdy czujniki PM10 instalowane są na dachach co drugiej parafii, ludzie z przerażeniem patrzą na ich wskazania. „Gorzej niż w Krakowie” – komentują z niedowierzaniem mieszkańcy wsi i małych miasteczek, a nas to nie zaskakuje, bo Kraków działa od lat, oni dopiero uczą się znaczenia słowa SMOG (Niektórzy wciąż go nie rozumieją). 

Zresztą u nich to nie smog. U nich to dym z komina sąsiada.

Inna sprawa, że dane z czujników to świetne pole do przeróżnych manipulacji. Czujnik zainstalowany w dolinie, obok domów jednorodzinnych, w których mieszka nieuświadomiony element, pokaże dane przyprawiające o palpitację serca. Czujnik zainstalowany kilkadziesiąt metrów obok, na niewielkim wzniesieniu, nieco na odludziu, pokaże, że NIE JEST TAK ŹLE.

Podobnie można manipulować danymi z Krakowa. Chcesz pokazać miasto w jak najgorszym świetle – przytoczysz dane z jednej ze stacji komunikacyjnych (choćby Aleje Krasińskiego), które zbierają nie tylko ogólnomiejski smog jako taki, ale też pyły pochodzące wprost z rur wydechowych. Chcesz pokazać, że w Krakowie nie jest tak źle? Pokażesz wyniki z osiedla Piastów, gdzie czujnik zbiera tzw tło miejskie, a dodatkowo jest umieszczony nieco wyżej niż reszta miasta.

Kraków wciąż będzie mówił o smogu najgłośniej, co jest namacalnym dowodem na tezę, że my pod Wawelem życie kochamy najbardziej i najbardziej je sobie cenimy.

Dzięki naszym narzekaniom, w Polsce wciąż będą uważali nas za smogową stolicę. I świetnie. Tylko, gdy będą nas wyśmiewać, niech się przy tym nie zakrztuszą dymem.

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

(mm)

fot. Foter.com

Dorośli pojadą autokarem klasy lux. A dzieci? Dzieci czymkolwiek, choćby zabytkiem