Aktualności Czarny wtorek Polecane

Czarny Wtorek: O matko, ile dawni budowniczowie marnowali miejsca

Zastanawiałem się ostatnio, jaką przewagę na starymi osiedlami mają te nowe. Długo myślałem i wreszcie rozumiałem, że jest na odwrót. To te stare osiedla są lepszymi miejscami do życia.

Rzućmy okiem z góry. To ja jestem autorem tego tekstu, więc wybieram subiektywnie. Na pierwszy rzut oka z góry – osiedle na którym spędziłem część młodości. Okolice ulicy Gołaśka na Woli Duchackiej. Bloki powstawały na przełomie lat 70. i 80.

A teraz dla porównania okolice ulicy Szuwarowej na Ruczaju. To ta sama skala:

Mniej zieleni, więcej betonu? Brawo! Mniej zieleni, więcej betonu, właśnie tak.

Spójrzmy jeszcze z innej perspektywy. Najpierw osiedle przy ulicy Witosa.

Przejście między blokami
Tak, za tymi drzewami stoi blok

A jak wyglądają nowe osiedla z tej perspektywy? Nawet żal pokazywać – beton, wszędobylski beton. 

Co więcej – na starych osiedlach wszystko już jest. Są sklepy, jest infrastruktura komunikacyjna, są szkoły, przedszkola i żłobki. 

Ale architekci najęci w służbie u deweloperów za głowę się chwytają patrząc na rzut z góry na okolicę ulicy Gołaśka. Tyle wolnego miejsca poszło na marnację. A przecież…

– A przecież co? – pytam jednego z nich.

– No, przecież można by tu upchnąć jeszcze jeden bloczek czy dwa – odpowiada nieśmiało oblizując się, jakby patrzył na schabowego.

– No, to, dawaj, pokaż swoją wizję. I zareklamuj ją – odpowiadam.

Wziął się za rysowanie, po kilku godzinach wytężonej pracy zaprezentował swoje dzieło. – Nawiązując do stylu epoki postanowiłem uczynić osiedle nieco bardziej przytulnym. Moje osiedle to stylowa inwestycja o nowoczesnym, europejskim charakterze. Ponadczasową elegancję połączoną z oryginalnym designem, podkreśla harmonijna zabudowa prostych brył. Wyjątkową przestrzeń urozmaicą kompleksowo zaplanowane części wspólne, które umożliwią przyszłym mieszkańcom aktywny wypoczynek bez wychodzenia z osiedla. Postanowiłem je nazwać Gołaśka Pure Life 2.0 – tłumaczy. (część tego opisu wziąłem ze strony internetowej przypadkowego osiedla – przyp MM)

Spójrzmy na jego projekt:

 

Fakt, robi wrażenie.

Pech chciał, że akurat przechodził inny architekt najęty w służbie u deweloperów, zajrzał temu pierwszemu przez ramię i też postanowił przygotować swój projekt:

– Na osiedlu Gołaśka Naked Johanna postawiliśmy na bezpieczeństwo. Możemy być pewni, że dziecko nie opuści terenu osiedla, bo nigdy w życiu nie znajdzie wyjścia. Niezwykłe ułożenie kompaktowych budynków w linii północ – południe, wpisujące się w tradycje feng shui, sprawi, że z naszych domów nie będzie się chciało wychodzić także dorosłym. Symetria wprowadzi nas w dobry nastrój, a rozległe zielone dziedzińce zachęcą do relaksu. Bliskie sąsiedztwo zapewni poczucie bezpieczeństwa, którego w tych czasach tak często nam brakuje. Osiedle posiada charakter rodzinny i jest pełne energii – zapewnia.

 

Myślę, że warto byłoby zrealizować jeden z tych projektów, w końcu – jak niedawno przyznał poseł na Sejm RP Bogusław Sonik – “Trwa wyludnianie Krakowa”. Przyda się trochę przestrzeni dla nowych Krakusów.

Czemu do porównania wybrałem akurat Ruczaj? Otóż Google Maps nie nadąża i nowych osiedli, których zabudowa jest jeszcze gęścięsiejsza jeszcze na ich mapach nie ma. A może się mylę?

Tak więc znów padło na Ruczaj. Dla rozluźnienia przypomnijmy, jakie były plany. Nagłówek tekstu z Onetu sprzed raptem pięciu lat.

Muszę przyznać, że gdy go przeczytałem, zakrztusiłem się kawą Inką. Harmonijna zabudowa i zielone tereny. Czy jakieś plany kiedykolwiek tak bardzo rozminęły się z realizacją? Przecież to brzmi jak opis czegoś zupełnie innego, przeciwstawnego. To jak antyopis Ruczaju. Albo jak opis AntyRuczaju.

(mm)

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Czarny Wtorek: Dlaczego Hala Targowa w Krakowie jest nią tylko z nazwy?