Aktualności Czarny wtorek Polecane

Czarny Wtorek: Oto najgorsi kierowcy w Polsce (a może nie tylko)

Pojeździłem w ostatnich dniach nieco po Polsce, po pięknym naszym kraju, i po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że jest pewna grupa społeczna z której wywodzą się najgorsi (choć myślą o sobie, że są najlepsi) kierowcy. Kierowcy, którzy w imię urwanej na trasie minuty, w imię pościgu za fakturą, bez mrugnięcia okiem zaryzykują życiem swoim i twoim.

Autostrada A2. Wyprzedzam ciężarówki, jadę nieco ponad dozwoloną prędkość, w lusterku widzę, jak dojeżdża on. Srebrna Toyota. Już z dala mruga światłami, zjeżdża – nieco na lewo, zaraz nieco na prawo, już kombinuje, czy może mnie wyprzedzić bez hamowania. Nie, tym razem nie może. Dojeżdża na centymetry, siada na zderzaku. Jedziemy tak jeden za drugim.

Zerkam na tylną kanapę, tam w foteliku siedzi 5-latek. Nie jest świadom sytuacji. A sytuacja jest następująca.

Siedzimy zamknięci w stalowym, blisko dwutonowym pudełku, w każdej sekundzie pokonujemy blisko 50 metrów. Oczywiście, jesteśmy otoczeni poduszkami powietrznymi, strefami zgniotu, objęci pasami, on fotelikiem, ale w pewnych sytuacjach te wszystkie zabezpieczenia to po prostu jeden pic na wodę. To jedna z tych sytuacji.

Pędzimy w tym pudełku, ja się lekko denerwuje na tego bałwana w Toyocie za nami, 5-latek patrzy przez okno. Myśli o koleżance z przedszkola, albo którą zabawkę chwyci pierwszą, gdy już dojedziemy do domu. Nie myśli o tym, co się może wydarzyć, gdy ktoś z nas popełni najmniejszy błąd.

Pędzimy w tym pudełku, za nami jest trochę pustej przestrzeni, a kilka metrów dalej pędzi podobne stalowe pudełko, które w każdej sekundzie pokonuje również blisko 50 metrów i z pewnego punktu widzenia – jest jak wielki, gorący, ciężki pocisk. Tak wygląda z perspektywy mojego lusterka wstecznego.

A tam w środku… przedstawiciel handlowy (lub coś w tym stylu). Dla niego ten samochód to biuro. Siedzi tam zawalony fakturami, cały czas rozmawia przez zestaw głośnomówiący, handluje, zamienia kapustę kiszoną na telefony komórkowe, plastikowe okna na marchewki, myślami jest tam, wśród tych cyfr. A ja i mój samochód jesteśmy dla niego tylko i wyłącznie przeszkodą. Przeszkodą, którą trzeba jak najszybciej pokonać, w pościgu za czasem, za sekundami, za PeeLeNami. W pościgu za kolejną transakcją. Może właśnie coś mu nie wyszło, może ktoś nie zechciał przyjąć jego towaru, jest jeszcze bardziej wkurzony i odległość między naszymi pojazdami jeszcze bardziej się zmniejsza.

Ja widzę siebie i 5-latka. I pocisk, który nas goni.

On widzi przeszkodę i siebie – biznesmena w biurze na kółkach, które nagle natknęło na denerwującą przeszkodę.

Kończę manewr wyprzedzania, zjeżdżam zaraz na prawo, chcę tego człowieka jak najszybciej pożegnać, zaraz mnie wyprzedza (zazwyczaj nie idzie to łatwo, bo silnik benzynowy 1,6 już teraz pracuje w okolicy granic swoich możliwości), ale jeszcze oczywiście zerknie na bok, by spojrzeć, któż to odważył się zabrać kilka sekund jego cennego czasu. Już zaraz odjeżdża w siną dal, a ja mogę tylko przeczytać nazwę firmy na tylnej klapie bagażnika.

Wiem, że są wyjątki i ten stereotyp, jak każdy, obarczony jest pewnym błędem, zresztą sam znam ludzi pracujących na podobnych stanowiskach, którzy jeżdżą może i szybko, ale z poszanowaniem innych użytkowników szos. Ale większość jeździ tak, jak ten powyżej. Są rozliczani z czasu i udanych transakcji. Nie płacą za paliwo, nie płacą za klocki hamulcowe, nie muszą martwić się zużyciem samochodu – stąd jazda na zasadzie gaz – hamulec – gaz – hamulec.

Hamulec tylko wtedy, gdy pojawi się przeszkoda – taka jak ja.

Mateusz Miga

fot. iStock.com/Lukasz LuKSZ

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Hej, Polacy, przestańmy siedzieć sobie na głowach i deptać się po piętach