Czarny wtorek Polecane

Czarny Wtorek: Ile par butów dzieli nas od śmierci?

Ile par butów dzieli mnie jeszcze od śmierci? Robię się ostatnio sentymentalny. Ból przemijania, choroby, wojny, rozpacz – jak w piosence Kur „Jesienna deprecha”. Ech, nawet pora roku się zgadza.

Poczucie bezsensownego przemijania dopada mnie ostatnio często. Chyba zbyt często. Udałem się ostatnio do sklepu i kupiłem buty, takie na chlapę, na deszcz. Fajne, nie przemakają, trochę posłużą, trzy może cztery lata. A potem następne. A potem jeszcze kilka par, jeszcze kilka razy się ucieszę, bo znajdę dobry obów w dobrej cenie, jeszcze kilka, ewentualnie kilkanaście… I buty nie będą mi już potrzebne.

Mógłbym te moje przyszłe buty ustawić w rzędzie i spojrzeć na swoje dalsze życie.

Nie wiem, co niby złego jest w tym naszym małym życiu, w zwyczajnym życiu z dnia na dzień. Na pozór nic, a jednak jest w tym coś, co nie daje spokoju, ubodzie w bok od czasu do czasu. Coś, co mówi: „Patrz, świat pędzi, ty chodzisz w kółko. Myślisz, że idziesz, a ciągle jesteś w tym samym miejscu”. Zaraz Wszystkich Świętych, rodzinne spotkania, potem święta, bon od firmy, prezenty, choinka, zaraz Nowy Rok i znów jedziemy od początku. Jazda obowiązkowa.

Tydzień w tydzień. Wozimy dzieci do szkół, chodzimy do pracy, uprawiamy seks, czytamy książki, upijamy się, potem z mozołem wracamy do formy, czekamy na kolejny odcinek serialu, kupujemy szafy w ikei, jeździmy na wycieczki, wracamy… Trzeba koniecznie zrzucić błoto z butów, by nie pobrudzić tapicerki w aucie. Stoję, nade mną wirują ciała niebieskie, ja sam też – wraz z ziemią – wiruję, gdzieś pewnie powstają nowe galaktyki, a ja patrzę na błoto na tapicerce i nie widzę nic innego. Ku*wa.

Robimy zakupy. O, ku*wa, znów robimy zakupy. Świetnie. Raz na miesiąc paczka herbaty, raz na miesiąc paczka kawy. Codziennie chleb, mleko, ser. O, kefir na promocji. Zbieram naklejki z Biedronki i naklejki z Shella i myślę, że jestem bliżej szczęścia, w internecie film z ofiarami bombardowania Syrii, szybko wyłączam, wyślę 20 złotych na dziecko z nowotworem. Dla spokoju ducha, dla poczucia, że coś znaczę, że pomagam, a skoro pomagam, to jestem, a skoro jestem, to to wszystko ma sens.

Hmm, może w przyszłym roku wymienię kanapę w salonie?

Pracujemy. Codziennie wypowiadamy nową wojnę, codziennie po południu ją zamykamy, a nazajutrz od rana to samo. Rozpalamy ogień i go gasimy, dziś mało która praca ma jakikolwiek sens. Większość zawodów (w naszej opinii tak bardzo ważnych i tak bardzo potrzebnych) to mieszanie kijem w kałuży błota.

I jak spojrzę na siebie z dystansu to widzę, jak stoję, grzebię kijem w bajorze, a na nogach mam nowe buty świetnej firmy.

(mm)

fot. Hernan Piñera via Foter.com

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Czarny Wtorek: W Krakowie siedzimy, nic się nie dzieje? To już nieaktualne