Polecane Publicystyka

Czarny Wtorek: Przeklęty skręt w lewo

Rok 2021. Szef partii „Lewoskręt 2017” pozwala sobie na chwilę zadumy, wpada w głęboki letarg, wie, że wciąż jest w sejmie, ale nie rozumie nic z tego, co się dzieje dookoła niego. Kolega z ławy patrzy na niego z wyrzutem, w końcu przechyla się w jego kierunku i ostentacyjnie wciska guzik głosowania, zgodnie z partyjną linią.

Szef partii tego nie widzi, zastanawia się, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby 10 lutego 2017 roku zamiast do Zbyszka – w lewo, pojechał do Mariana – prosto. Wybrał Zbyszka i podświadomie wybrał nowe życie. To nie był tylko wypadek. To było olśnienie. W jednej sekundzie, wtem, nagle, nabrał zdecydowanych poglądów politycznych, wyrytych ostrym dłutem w jego kamiennej tabliczce. To olśnienie otworzyło mu zupełnie nową drogę, ona przyszła wraz z piskiem opon, hukiem łamanej karoserii i wraz z jękiem starej topoli.

Choć może, kto wie, teraz już szef partii Lewoskręt 2017 nie da sobie uciąć ręki, choć może te przekonania przyszły nieco później. Chwilę później, gdy szefowie nieistniejącej już partii Starodawnej zaproponowali mu pomoc prawną, pełne wsparcie, słowo otuchy. Dziś to on może podejmować takie decyzje. Szczególnie teraz, gdy jego partia Lewoskręt 2017 w koalicji z ugrupowaniem „Lubicz Dolny koło Torunia” sprawuje w kraju władzę.

Zobacz także:

Wypadek Beaty Szydło. Sebastian K. nie przyznaje się do zarzutów

Wypadek był początkiem błyskotliwej kariery. Najpierw proces oswoił go z kamerami telewizyjnymi, a po kilku herbatkach w siedzibie partii miał w telefonie numery do najważniejszych osób opozycji. Ledwie 21 lat, ale widział co się święci, rozumiał, że chcą go wykorzystać – jak narzędzie. Nie chcieli jego szczęścia. Przeciwnie – liczyli, że zostanie ukarany jak najsurowiej, momentami zdawało mu się, że jego obrońca – z partyjnego nadania – działa na jego szkodę (widoczna była też jakaś zadawniona niechęć między nim a prokuratorem), choć potem w kuluarach zawsze otaczał go ciepłym słowami i mocnym ramieniem. Dopiero potem, gdy prokurator zakończył sprawę, rozrzucił te ramiona w bezradnym geście. „Nie martw się, nie zostawimy cię. Zobaczysz – rok szybko zleci”.

I faktycznie go nie zostawili, bo wciąż chcieli korzystać z jego niedoli. Bezduszny wyrok bezdusznej władzy. Ofiara systemu. Człowiek, który odważył się skręcić w lewo. Człowiek, który tym symbolicznym gestem pokazał, jakie mogą być konsekwencje, gdy spróbujesz wejść władzy w drogę.

Nie wiedzieli jednak, że on rośnie. Dla niektórych początkiem kariery był skok przez płot. Dla innych – skręt w lewo.

Przez rok za kratami organizował struktury. Dużo czytał. Przez te kilka tygodni zawieruchy wywołanej wypadkiem dobrze zorientował się, jak działają politycy, i dziś jest. Jest znów, wraz z naszą paranoją.

(wm)

Zobacz także: 

Czarny Wtorek: Czy ból uszlachetnia?