Aktualności Czarny wtorek Polecane

Czarny Wtorek: Zanim strzelę sobie w łeb

Urlop, czyli, zdaniem terapeutów, psychologów, psychiatrów i specjalistów od seryjnych morderców, najważniejszy okres w roku. Okres z którego lubię i potrafię korzystać, ale tym razem jest inaczej. Po pierwsze – ze względu na skład ekipy urlopowej, a po drugie – ze względu na sensacyjne odkrycie gdy wtem w drinku, pod parasolką, coś zamajaczyło, a po dokładnym przyjrzeniu się zrozumiałem, że to redaktor Mordarski macha i krzyczy: „Kiedy będzie tekst?!”.

Kiedy będzie tekst. Kiedy, a nie czy – w ogóle czy będzie. Czy dałoby się, czy mimo urlopu znalazłbyś chwilę, by coś skrobnąć. Nie. „Kiedy będzie tekst”. I pewnie można by to zdanie lepiej niż kropką zamknąć staropolskim krótkim przekleństwem, rozpoczynającym się na „ch”, a kończącym na „uj”, a Wy już sami dopowiedzcie sobie, czy coś jeszcze jest w środku.

Kiedy będzie tekst, a ja z góry założyłem, że tekstu nie będzie. No bo jakby mógł być, skoro… No spójrzcie sami: Na urlop wybrałem się sam (jeśli chodzi o osoby dorosłe), z dwójką dzieci 2-latką i 5-latkiem. Wszyscy pukali się w głowę, że to się kupy nie trzyma, że na nie odpocznę, tylko zmęczę się jeszcze bardziej, tym bardziej, że nie poszedłem na łatwiznę i nie wybrałem all-inclusive z animatorami, a namiot i camping. Wrócę, gdy poczuję, że mam ochotę strzelić sobie w łeb – zapowiedziałem w domu, włączyłem w aucie płytę z Akademii Pana Kleksa i ruszyliśmy. Niedaleko, ale tak, żeby było jednak trochę cieplej – do braci Madziarów.

– Bierz kochankę – radzili. – Albo na miejscu poznaj jakąś ciocię – radzili inni.

Tekstu miało nie być, ale jednak się pojawił. Dzieci śpią, więc jest chwila oddechu. Żyją. Ja też żyję, mam się dobrze, ale to dopiero początek, pistolet leży bezpiecznie, jeszcze zimny, w schowku w aucie. Na razie nawet na niego nie spoglądam. 5-latek zachowuje się niemal jak dorosły. A 2-latka powtarza, jaka jestem dzielna. To w końcu krew z krwi, tacierzyństwo w najczystszej postaci, walka o przetrwanie, która przy odpowiedniej logistyce może zamienić się w udany film familijny. Logistyka to klucz. Jeden głupi błąd może skończyć się horrorem z płaczącymi, wkurzonymi dziećmi w roli głównej, gdy wskaźnik temperatury w kilka sekund wkracza na czerwone pole.

Logistyka. I sprawiedliwe stosowanie metody kija i marchewki. Sprawiedliwe.

– Boli mnie but. Nie mogę iść – lamentuje dwulatka.
– Jak to?
– Nie mogę iść, jestem za malutka – argumentuje.
I weź tu człowieku znajdź sposób, by jednak poszła, z zastrzeżeniem, że nie zawsze powinieneś kusić lodami, bo albo umrze z obżarstwa, albo będzie już wiedzieć, że to blef.

Albo 5-latek autorytarnie: – Dziś nie myjemy zębów. Święto lasu.

Albo: – Przypominam, że wczoraj nie zjadłem loda i dziś należą mi się dwa – informuje.

Ale na razie panujemy nad sytuacją, może za tydzień napiszę coś innego. Może napiszę, że przy takim urlopie obóz przetrwania to herbatka u cioci Jadzi. Ale co Wy tam wiecie, narzekając, że w waszym all inclusive jest kiepski wybór win.

(mm)

PS

U braci Madziarów zastanawiają mnie dwie rzeczy. Totalna arogancja w stosunku do języków obcych, nawet tych nieco bardziej popularnych od węgierskiego (jak choćby angielski) i to arogancja występująca u osób obsługujących turystów. Na przykład przy basenie dla dzieci siedzi “ratownik” które głównym zadaniem jest informowanie zdezorientowanych dorosłych, że oni tam wchodzić nie mogą. I ten “ratownik” nie potrafi powiedzieć po angielsku “kids only”, co w dużym stopniu uratowałoby mu życie. On woli wypluwać kolejne węgierskie słowa, giermek szlekesz slekesz i dziwi się, że niektórzy zupełnie nie kumają czaczy.

PPS

Dziwi mnie też, że nie na tych osławionych basenach nie chcą chwalić się swoją kuchnią. Obiadowym królem wciąż jest tutaj tłusty langosz, królową – blade frytki. Nawet w regionie Tokaj na basenie nie można kupić dobrego wina. Dziwni są czasem ci nasi bracia.

fot. Win_Photography via Foter.com

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Czarny Wtorek: Typowy dzień w Krakowie. Rzeczy które dzieją się codziennie!