A gdyby tak... Polecane

Czas do szkoły! Pakujemy książki, zeszyty i fajki. Oczywiście te kupione w automacie

Nadchodzi przerwa. Dzwonek, szybki sus z klasy i sprint w narożnik podwórza. Z roku na rok ten sprint coraz wolniejszy, w końcu te papierosy muszą dać o sobie znać… Oj, tej wszędobylskiej chmury dymu z fajek to ja tym południowcom nie zazdroszczę – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Pamiętacie swoje młodzieńcze czasy? Kto już jarał jak smok, ktoś podpalał, rzadko kto przed pełnoletnością nie próbował wcale.

Gdzie? Na ogół za jakimiś garażami, w okolicach cmentarza, w parku. W szkole średniej najodważniejsi odpalali w ubikacjach, ale – przynajmniej w mojej szkole – byli równie odważni, co głupi. Nalot nauczyciela, jakieś uwagi, wezwanie rodziców, kary. Trochę dużo jak za parę wciągnięć dymu w płuca.

Hiszpanie z tych rozterek pewnie by się śmiali. Bo jak się tu pali? Mam tą przyjemność (?), że szkoła znajduje się akurat koło mojego bloku. Coś na kształt gimnazjum, dzieciaki mają może po 15 lat. A skoro mają 15 lat, to mają też swój kącik do palenia. Nie cmentarz, park, czy garaż, ale zakątek na placu szkolnym.

Fajki radośnie wyskakują

Trzeba przyznać, że zacny. Zielono, sporo miejsca, są nawet kosze na śmieci. Dyrektor pewnie nie chciał przesadzić i nie postawił popielniczek, ale kosze zastosowanie mają dokładnie takie samo.

Są kosze, a mimo to sprzątaczki codziennie mają tam co zbierać. Panie, które u nas myją korytarze i koszą trawę, w Hiszpanii zbierają po gówniarzach pety.

Dla nas szok, dla nich norma. To kraj okryty chmurą papierosowego dymu. Tak gęstego, że często niewiele przez niego widać. Ale nie może być inaczej, skoro już w gimnazjum daje się zielone światło do palenia papierosów. Ba, takimi zakątkami się nawet zachęca!

Mało? No to fajeczki można sobie kupić tuż po szkołą. Nie trzeba z maślanymi oczkami prosić się pani sprzedawczyni, tylko ciach – pod automat, wrzucamy jakieś 4-5 euro i paczka dla siebie i znajomych na lekcyjną przerwę radośnie wyskakuje.

Kopsnij szluga

Nie wiem, nie chadzam po hiszpańskich domach, ale nie zdziwiłabym się, gdyby w pokojach nastolatków były poustawiane popielniczki, a mimo ciągle słonecznej pogody, rodzice nie byliby w stanie wypędzić swoich pociech z papierosami na zewnątrz. Ba, nie zdziwiłabym się, gdyby palili sobie razem.

– Mamo, kopsnij szluga.

– Nie mam, skocz do sklepu.

– Ale mi nie sprzedadzą.

– To dawaj do automatu.

W Polsce słyszałam, że dzieci  paliły z rodzicami, ale na ogół było to połączone z piciem wódki z dodatkiem pieprzu. Przyznaję, metoda wychowawcza mocno specyficzna, ale ponoć bardzo skuteczna. Po takiej posiadówce młodzian/młodzianka papierosów ma mieć dość na lata.

A w Hiszpanii? Jaraj dusza, piekła nie ma.

Niby to jeden kontynent, jedna rasa, jedna kultura, a jednak jakby inny świat. Ciekawe ile razy się jeszcze o tym przekonam?

 

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Foter.com

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Problem z parkingami w Krakowie? To niech jeden bałwan z drugim zacznie od siebie