Aktualności Miasto

Darmowa komunikacja dla wszystkich? „Więcej szkód niż korzyści”

Dlaczego w przypadku przekroczeń norm zanieczyszczeń powietrza, darmowa komunikacja miejska obowiązuje tylko kierowców z ważnym dowodem rejestracyjnym? To pytanie pada ostatnio bardzo często. Radny Łukasz Wantuch przekonuje, że darmowa komunikacja miejska dla wszystkich byłaby wylewaniem dziecka z kąpielą.

– Efektem takiego rozwiązania nie będzie to, że kierowcy porzucą samochody na rzecz autobusów i tramwajów, lecz jedynie to, że pasażerowie komunikacji miejskiej przestaną kupować bilety. Utracimy setki tysięcy czy nawet kilka milionów złotych przychodu, za które można by zmodernizować transport miejski – argumentuje Wantuch.

Uspokajać, nie straszyć

Radny odpowiada w ten sposób na publikację „Gazety Wyborczej”. Autorzy apelu umieszczonego w gazecie uznali, że darmowa komunikacja dla wszystkich nie tylko wydatnie pomoże w walce ze smogiem, ale też dodatkowo uświadomi problem mieszkańcom miasta.

– Akurat w Krakowie nie jest to potrzebne, wystarczy popatrzeć na ulice, gdzie co piąta osoba nosi maskę lub poczytać o problemach z dostawami maseczek antysmogowych. Osobiście uważam, że potrzebujemy teraz dokładanie odwrotnych działań, czyli uspokajanie ludzi, żeby nie wywołać psychozy. Strach jest złym doradcą i pod jego wpływem ludzie są skłonni do nieprzemyślanych działań, takich jak wprowadzenie darmowej komunikacji miejskiej dla wszystkich – przekonuje Wantuch w odpowiedzi na artykuł Wyborczej.

Kraków to nie Paryż

Radny podkreśla, że wpływ ruchu samochodowego na smog jest niewielki. – Nawet jeżeli jakimś sposobem wszyscy kierowcy porzucą samochody, to i tak da to nieproporcjonalnie mało w stosunku do kosztów. W skład pojęcia „smog” wchodzi wiele substancji. Zmniejszenie ruchu samochodowego spowoduje spadek emisji dwutlenku węgla czy pochodnych azotu, ale nie zmniejszy emisji dwóch najgroźniejszych, rakotwórczych substancji- pyłów zawieszonych (PM 2.5 i PM 10) oraz benzoalfapirenu, za których powstanie w ogromnej większości odpowiedzialne są piece węglowe – mówi.

Wantuch twierdzi, że sytuacji szybko nie uda się poprawić. – W tym momencie nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Nie pomoże darmowa komunikacja miejska, zamiatanie czy polewanie ulic, zakaz wjazdu pojazdów powyżej 3,5 tony, nasadzanie drzew i krzaków (czy drzewo bez liści lub przykryte śniegiem jest w stanie filtrować powietrze?). Są to działania potrzebne z różnych powodów ale nie dają nic z punktu widzenia walki ze smogiem. Są to pomysły, które tylko poprawiają nasze samopoczucie i pokazują, że „coś robimy”. Nie ma innego rozwiązania niż „tylko” zacisnąć zęby przez dwa lata i likwidować piece, likwidować piece, likwidować piece. Nic więcej nie da się zrobić. Wiem, że to co piszę, jest bardzo niepopularne i zdenerwuje wiele osób, ale taka jest prawda. Uważam, że głównym zadaniem radnych miasta, za co powinni otrzymywać największą część diety, jest mówienie ludziom tego, czego nie chcą słuchać – przekonuje

– Jeżeli pojawi się projekt uchwały wprowadzającej darmową komunikację miejską dla wszystkich, to zgłoszę poprawkę, że w ogóle skasować to uprawnienie. Daje ono więcej szkód niż korzyści. Darmowa komunikacja miejska ma sens tylko w miastach, gdzie przekroczenia norm są minimalne, np. w Paryżu. Mamy stężenie na poziomie 105 %, wprowadzamy darmowe autobusy i tramwaje lub parzyste i nieparzyste numery rejestracyjne dla samochodów i smog spada do 95%. U nas przekroczenia rzędu 300-400 % są na porządku dziennym. Po prostu korzyść uzyskana ze wprowadzenia darmowej komunikacji w dowolnym wariancie jest nieproporcjonalna w stosunku do poniesionych kosztów. Z czegoś trzeba pokryć lukę w kosztach MPK i Mobilisu , która i tak wynosi ponad 100 mln złotych rocznie – dodaje Wantuch.

(wm)