Aktualności Czarny wtorek Polecane

Dlaczego polskie miasteczka są takie brzydkie? Nie chce się tam mieszkać

Od pewnego czasu chodzi mi po głowie wyprowadzka z miasta. Taka mała ucieczka od cywilizacji. Mała, bo jednak trudno tak wziąć i przeciąć wszystkie nitki wiążące człowieka z Krakowem. Więc to musi być na tyle blisko, by można było szybko dojechać (najlepiej nie tylko samochodem, ale też sprawną komunikacją zbiorową), ale też na tyle daleko, by człowiek potrafił tam odetchnąć i mógł uwierzyć, że powietrze nieco lepsze, a czas płynie jeszcze wolniej niż w Krakowie.

No dobra, ale dokąd? I wtedy zaczęły się schody. Koniecznie chciałbym uniknąć uzależnienia od samochodu. Znacie to, prawda? Do pracy – samochodem, dzieci do szkoły? Samochodem. Zakupy, zajęcia popołudniowe, wizyta u sąsiada, znów zakupy (kurczę, zapomniałem mleka) – wszystko, za każdym razem samochodem.

Zazwyczaj wynika to z popularnego układu urbanistycznego polskich miasteczek. Ogromna większość z nich rozciąga się wzdłuż głównej drogi, która w przypadku posiadania małych dzieci kojarzy się z igraniem ze śmiercią. To coś więcej niż dyskomfort spacerowania tuż obok pędzących samochodów. Jedzie taki dzieciak rowerkiem po poboczu, nagle niekontrolowanie skręca na bok i – ziuuuuum – nie ma dzieciaka.

Nie wiem, skąd się to brało, ten pęd, by każdym dom był przy głównej drodze. Przecież to dziś zmora 90% polskich miasteczek – przejedźcie się drogą 44 na południe, w stronę Zatoru. Tam ludzie od lat apelują o wybudowanie chodnika, którym mogliby bezpiecznie pójść do sąsiada po cukier. Siedzisz u siebie w ogrodzie i boisz się gdziekolwiek wyjść – przecież to bez sensu. Co to za swoboda, która kończy się tam, gdzie stoi płot.

Nie mówię teraz o perłach naszej architektury, mówię o przeciętnym polskim miasteczku.

No dobra, zacząłem więc szukać miasteczka w okolicy Krakowa, które spełni moje wymagania. Tak naprawdę tych wymagań nie mam wiele, ale są dwa priorytety. Po pierwsze – dobra komunikacja z Krakowem. Po drugie – chcę, aby dzieci mogły spokojnie i bezpiecznie dotrzeć na nogach lub rowerem do szkoły. No i… tyle.

Oczywiście są jeszcze inne aspekty – fajnie, gdyby miasteczko było w miarę schludne, dobrze zarządzane, wtopione w zieleń i zamieszkane przez świadomych obywateli naszej planety.

Zacząłem szukać i… jak na razie nie znalazłem. Od zawsze podobała mi się Lanckorona, ale połączenie z Krakowem jest dość kiepskie, nieźle na pierwszy rzut oka wyglądają też Niepołomice, za to jednak chyba ciut za blisko miasta. Czy można znaleźć w okolicy Krakowa miasteczko, które spełnia dwa proste warunki? Nadal szukam. Ktoś ma pomysł?

*

A teraz coś z zupełnie innej beczki. W Krakowie na maskach samochodów pojawił się żółty pył i długo nie trzeba było czekać, by na jednej ze stron internetowych pojawił się alarmujący nagłówek:

„Żółty pył na samochodach w całym Krakowie: Co to jest?”

Nad pyłem pochylili się specjaliści od teorii spiskowych. „Co to za dziwny pył? Czy to Huta daje emituje? Szkodliwe to? Zabójcze? Plaga jakaś? Przecież my to wdychamy, i nasze dzieci też!”. Dopiero po chwili okazało się, że to sosna pyli.

Czekamy na kolejne alarmy.

„Zaszło słońce nad Krakowem. Czy to koniec świata?”
„Wisła płynie przez Kraków. Odpłynie cała!?”
„Dni są coraz dłuższe. Czy noc zniknie całkowicie?”

Mateusz Miga

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Czarny Wtorek: Wychowujemy idiotów, którzy nie wiedzą dokąd idą