A gdyby tak... Polecane

Dobry pomysł na biznes, tylko musisz oddać pół domu

Halo Pub / fot. Foter.com

Sami zarządzają swoim czasem, są blisko rodziny, nie tracą życia na dojazdy do pracy i kłótnie z szefami kretynami. Prosty i efektywny sposób na biznes mają Hiszpanie, choć oczywiście nic nie jest za darmo – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla Krknews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Patent jest prosty, choć w Polsce rzadko spotykany. Hiszpanie rezygnują z połowy przestrzeni do życia, by zarabiać pieniądze. A mówiąc prościej – przeprowadzają cały dom na pierwsze piętro, a parter remontują i przygotowują pod działalność gospodarczą.

Czasem jest to zwykły sklep, czasem jakiś magazyn z rozmaitościami, ale na ogół decydują się na otworzenie knajpy, kawiarni czy restauracji. To logiczne, skoro wielu Hiszpanów dzień zaczyna od kupienia śniadania, sjestę spędzają na obiedzie jedzonym poza domem, a wieczorem spotykają się na drinku.

Schody do prywatności

Patent jest tak powszechny, że podchwycili go nawet Chińczycy mieszkający tuż obok mnie i to na ich przykładzie pokażę Wam jak pracują setki tysięcy Hiszpanów.

Państwo Chińczycy na parterze założyli knajpę i do pracy mają dokładnie 16 stopni. Między stolikiem numer 11 a 12 zaczynają się schody, które prowadzą do ich prywatnego życia. Gdy otwierają drzwi, można (siedząc oczywiście przy stoliku 11 lub 12) podejrzeć czy w przedpokoju zdążyli sprzątnąć, czy jeszcze od wczoraj w domu nie uporali się z bałaganem.

Choć ciężko powiedzieć czy parter, czy piętro powinno nazywać się ich domem, bo to na dole spędzają więcej czasu. Tam ich dwójka dzieci odrabia lekcje, bawi się, a nawet ogląda telewizję. Gdy nadchodzi czas bajki, klienci pijący piwo i opowiadający sprośne dowcipy, nie oglądają meczów czy teledysków z panienkami, tylko są skazani na twórczość Walta Disney’a. Pora bajki – rzecz święta i klienci doskonale o tym wiedzą.

Czasem na stolikach leżą jakieś prywatne rzeczy Państwa Chińczyków, czasem ziemię pokrywają ich ubrania. Taki mały dom, którego głównym zadaniem jest zarabianie na to, co dzieje się na górze.

16 godzin na dobę

Ale dzięki temu Państwo Chińczycy otwarte mają około 16 godzin w ciągu doby. Pani musi skoczyć załatwić coś w mieście, to pan wchodzi za bar. Pan jedzie po towar, pani nie może wtedy planować sobie nic innego. Dzieci bawią się z klientami, a niektórzy specjalnie przychodzą ze swoim potomstwem, bo wiedzą, że dzieci Państwa Chińczyków będą na nich czekały.

W Krakowie takich miejsc kojarzę niewiele. Dziś deweloperzy sprzedając mieszkania, na dole oferują miejsca pod lokale usługowe, ale nigdy nie widziałam, by ktoś zszedł 16 schodów otwartą klatką schodową i już był w pracy. Zresztą nie mogę sobie też wyobrazić, by na takie rozwiązanie zgodził się np. sanepid. Tymczasem w Hiszpanii niektóre knajpy wyglądają tak, że nie wiem, czy u nich taka instytucja w ogóle istnieje.

10 minut do wakacji

Życie Państwa Chińczyków (i setek tysięcy takich hiszpańskich biznesmenów) nie jest jednak tak piękne jak może się wydawać, bo nie dość, że ich życie kręci się na jakiś 200 metrach kwadratowych, to dodatkowo mają małe pole manewru, jeśli chodzi o jego opuszczenie.

Sprawa jest bowiem prosta – chcą zrobić wypad na weekend, nie zarabiają. Spotkanie rodzinne? Jedzie jedna osoba lub biznes się zamyka. Wyjazd na wakacje? Można, ale do kieszeni nie wpadnie wtedy żaden eurocent. Choć w sumie do wakacji o jakich my w Polsce marzymy przez cały rok, oni mają 10 minut, bo dokładnie tyle dzieli ich od pięknej plaży.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Foter.com

Krakowianki! Uważajcie na tych facetów. Najpierw mili, czarujący, a potem…