Polecane Polityka Publicystyka

Ej, uchodźcy, zapraszamy do Krakowa. Macie sporo ścian do obstawienia

Zastanawia mnie czy krakowska europosłanka Róża Thun ruszyła kiedyś tyłek z wygodnych i nowoczesnych sal Parlamentu Europejskiego i przespacerowała się po centrum stolicy Belgii. Zakładam, że tak, wszak siedzi w Brukseli już drugą kadencję. I szkoda, że nie mówi nam, prostym ludziom ze wsi Kraków, że jak wpuścimy do Polski masę uchodźców to oni zaczną zalegać na ulicach i dworcach – pisze z Brukseli nasz dziennikarz Łukasz Mordarski.

Mężczyzna koło trzydziestki. Zadbany. Włosy ułożone tak, jakby przed chwilą wyszedł od najlepszego fryzjera. Pięciodniowy zarost, równo przycięty. Sympatyczny uśmiech. Skóra lekko śniada. Przystojniak. Brałbym, gdybym był gejem lub heteroseksualną kobietą.

Co w tym facecie jest dziwnego? Z pozoru nic. Mnie jednak zdziwiło, że taki zadbany i pachnący przystojniak siedzi pod obskurną ścianą jednego z budynków w centrum Brukseli i… żebra. Na życie. Na fryzjera. Na piwo. Na drinka.

Kilkaset metrów dalej siedzi cała rodzina. Pan tata, pani mama i dwójka ich dzieci. Rodzice po czterdziestce. Dzieciaki na oko mają 7 i 10 lat.

Generalnie takie widoki w stolicy Belgii to norma. W ścisłym centrum nie ma praktycznie ulicy, na której nie siedzieliby uchodźcy, których sposobem na zarabianie pieniędzy jest żebractwo.

Nie mam nic do uchodźców, ale cieszę się, że żyję w kraju i mieście, gdzie takie widoki nie są normą. Pełno w Krakowie Ukraińców powiecie. Owszem, pełno. Mnożą się na potęgę. Ale ci, których znam, raczej pracują na swoje utrzymanie. Nie siedzą przy murach i nie żebrzą. Pracują często za grosze, ale jakoś dają radę.

Gdy my, Polacy, wyjeżdżaliśmy w latach 90-tych na Zachód też nie czekaliśmy na mannę z nieba, tylko zapieprzaliśmy jak małe samochodziki, żeby utrzymać rodziny.

Tymczasem pod nosem europosłów siedzą setki, jeśli nie tysiące uchodźców. Ludzie w sile wieku, którzy ani myślą wziąć się do roboty. Siedzą opatuleni w koce i żebrzą. „Wyczyszczone” z nich są tylko okolice Parlamentu Europejskiego i miejsc, które znacie z telewizji. W centrum miasta, którego już nie pokazują na cały świat, roi się od ciemnoskórych przybyszów, których z otwartymi rękami zapraszają europosłowie.

Zastanawia mnie na przykład, czy taka krakowska europosłanka Róża Thun ruszyła kiedyś tyłek z wygodnych i nowoczesnych sal Parlamentu Europejskiego i przespacerowała się po centrum stolicy Belgii. Zakładam, że tak, wszak siedzi w Brukseli już drugą kadencję, więc pewnie zaglądnęła z czystej ciekawości. I szkoda, że nie mówi nam, zwykłym śmiertelnikom, prostym ludziom ze wsi Kraków, że jak wpuścimy do Polski masę uchodźców to oni zaczną zalegać na ulicach i dworcach. Przykład ma pod nosem – w Brukseli, gdzie na co dzień pracuje.

Nie wiem, czy ci walający się gdzieniegdzie uchodźcy jakoś bardzo mi przeszkadzają. Siedzą i żebrzą – nie jakoś natrętnie, ale jednak ingerują w przestrzeń. Nie wiem, czy to jest ich jedyna wada. Nie wiem nawet, czy warto ich przyjmować, czy niekoniecznie.

Wiem natomiast, że politycy, zwolennicy wpuszczania uchodźców do Polski, bezczelnie nas okłamują. Świat nie wygląda bowiem tak, jak z okien Parlamentu Europejskiego. Prawdziwe życie toczy się na ulicach, na które panie i panowie europosłowie zaglądają niezwykle rzadko.

Z Brukseli Łukasz Mordarski

fot. Foter.com

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.