A gdyby tak... Polecane

Idiotyczny zwyczaj w krakowskich knajpach! Ale jeśli ma pomóc, to niech się przyjmie

Telefony lądują w wielkiej misce. Lądują tam na dobre, nikt nie może po nie sięgnąć. A jeśli ktoś na brzmienia dzwonka z impetem rzuci się w stronę swojego aparatu, to płaci za całą kolację – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Przeżyłam koszmar. I to nie jakąś jedną tragedię, ale kilka godzin, które wbiły mi się w psychikę, wyświdrowały dziurę i obawiam się, że już jej nie opuszczą. Bo ten koszmar będzie przypominał mi się i w Polsce, i w Hiszpanii.

Byłam w Polsce na weselu. Wiecie, impreza z przytupem – ładne kreacje, garnitury, uginające się stoły, lejąca się wódka. Jakie macie wspomnienia z takich imprez? Nie, nie śpiewy. Nie ciocia Wiesia skaczącą na balonie trzymanym między udami wujka Staszka. Ani kuzyn Robert, który planuje obić wszystkich, którzy nie lubią „Białego Misia”. Nie, jest gorzej. Moje wspomnienie to: „Czekaj, coś ci pokażę!” i telefon podsuwany pod nos.

Ciocia: Patrz tutaj!

Babcia: Czekaj, czekaj, a małego Antosia już widziałaś?!

Wujek: Patrz jak se jaja z Kaczyńskiego na Youtube robią.

I wszyscy podtykają mi komórki pod nos. Pokazują jak mała Kasia stawia pierwsze kroczki, jak Jasiu wyrósł, lub – o zgrozo! – „jak strasznie se wujek nogę tą piłą rozorał”.

Tęsknota za rubasznymi żartami

Babcia kiedyś opowiadała o wnukach, dziś każe mi je oglądać. Ciocia mówiła, że widziała ładne buty, dziś musi je w komórce wyszperać. Wujek rubaszne dowcipy opowiadał, a dziś puszcza filmiki na Youtube.

I to wszystko wówczas, gdy ktoś wznosi toast, inni próbują rozpocząć piosenkę lub właśnie zaczyna się sesja taneczna. Tylko w kościele nie każą ci komórki oglądać, ale pewnie tylko dlatego, że komórki są zajęte. Kręcą kreację panny młodej, krawat pana młodego, pocałunek i przysięgę. No tak, przecież coś na kolejnej imprezie będzie trzeba ludziom pokazać…

Na hiszpańskim weselu jeszcze nie byłam, ale oni weselą się chyba codziennie. Tzn. korzystają z życia i przesiadują wieczorami w knajpach. Bo – według stereotypów – to południowcy, którzy uwielbiają ze sobą dużo i głośno gadać.

Ale komórka zmieniła też południowca. Dalej krzyczą, dalej spotykają się w knajpach, jednak coraz częściej mają komórkę w ręce. Dudnią muzyczką, rechoczą z filmików, robią selfiaki, przeglądają facebooki, oceniają instagramy.

Potrzeba miski

Wspominana na początku historia z miską na komórki wydarzyła się w jednej z krakowskich knajp i podobno ma nieśmiałych naśladowców. Kto wie, może przyjmie się na dobre? Ja taką miskę na komórki wymieniłabym nawet na tą, w której podczas wesela chłodziła się wódka…

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

Przestańcie prać ludziom mózgi i pozamykajcie w niedzielę te markety!