A gdyby tak... Polecane

Istnieje miejsce, gdzie w pracy zamiast “kur.. mać” mówi się “motyla noga”

Znacie biuro, w którym korpoludki nie narzekają? I gdzie ludzie nie idą do roboty jak na ścięcie? Tak, jest taka kraina, choć chyba lepiej, by Polacy się na niej nie wzorowali – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Czasem patrzysz człowiekowi w twarz i widzisz, czy cierpi. Rozejrzyjcie się po biurze/budowie/sklepie i co widzicie? Pewnie, że pani przy kasie czasem rzuci żartem, pan na budowie – nawet dla żartu – nie powie: „kur…” tylko „motyla noga”, a korpoludki dojdą do wniosku, że robota 9-17 jest spoko i nie ma co narzekać.

Tak, czasem tak jest. Ale mam wrażenie, że częściej jest jednak zdecydowanie inaczej…

Co innego mówią mi jednak hiszpańskie twarze. Pan w koparce macha mojemu siostrzeńcowi codziennie, gdy otwiera buzię na widok pracującej łyżki. Pani w sklepie codziennie zagaduje, czy ryba kupiona wczoraj smakowała, i radzi, że dziś powinnam wziąć ananasa, bo jest wyjątkowo świeży.

A ci z biur? Znam niewielu, ale mam wrażenie, że idą do pracy po to, by codziennie rozpoczynać odliczanie do sjesty, podczas której znów przez dwie godziny będą gadali o wszystkim i o niczym.

Pensja

Może to sjesta, może słońce, ale chyba najważniejsze w tym wszystkim jest podejście do życia. W Polsce wielu w pracy widzi sens życia. To nie jest dodatek do sjesty, wieczornego wina, czy czas oczekiwania na weekend, ale inkubator wszelkich frustracji.

Potrafimy siedzieć i narzekać: szef zły, roboty dużo, pensja niska. A w Hiszpanii szłoby to schematem: szef idiota, ale trzeba go tolerować; roboty tyle, ile się wykona; pensja niska i… No dobra, tu już nie ma żadnego “ale”, bo na pieniądze narzeka się chyba wszędzie.

Najfajniejsi są jednak panowie kładący asfalt nieopodal mojego domu. Korki ciągną się na setki metrów, kierowcy trąbią, a przy asfalcie robią góra trzy osoby. A liczba maszyn wskazuje, że pracować powinno co najmniej dziesięciu. Gdzie reszta? Może przerwa śniadaniowa, może sjesta, a może jakaś kolejna wydumana pauza.

20 proc. bezrobocia

Ha! I już Wam się w głowie układa komentarz, już palce leżą na klawiaturze, by pocisnąć cwaniarze, co do Hiszpanii uciekła i się wymądrza. Ale stop, wytrzymajcie – bo ja wcale nie popieram podejścia Hiszpanów do pracy. Potrafią być leniwi, roszczeniowi, denerwujący i uważam, że nieprzypadkowo mają blisko 20 proc. bezrobocia.

Ale podoba mi się to, że dla nich praca nie jest celem, ale środkiem do osiągnięcia celu, którym jest wieczorne wyjście czy wymarzone wakacje. Bach! Zamykają się drzwi biura/sklepu/budowy i problemy zostają za nimi. Bo nikt emocjonalnie nie przywiązuje się do miejsca pracy: dziś w nim jesteś, jutro cię nie ma. A gdyby jeszcze do tego dołożyć polską pracowitość…

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

Tu ksiądz po składce zbiera może 100 zł. I tu najlepiej spowiadać się przed świętami