Polecane Sport

Jak nie zostać królem?

Bardzo mili ludzie. Każdy zbija pionę. Każdy każdego pogania. – 2 minuty panowie! – krzyczy grubas. Sprężam się. Wychodzę. Pizga konkretnie(…). W końcu jeden z zawodników ułożył mi specjalny tor “dla idiotów”. I jak ostatniemu debilowi tłumaczył, co robię źle – relacjonuje nasz dziennikarz Krystian Juźwiak, który postanowił zostać królem. Zanim to jednak nastąpiło musiał… abdykować.

Nie jestem żadnym amatorem! “Wykiwać klawisza” znam na pamięć, kojarzę jeszcze ‘’Giganciki’’ i ,,Męski sport’’. Wiem, że Sebastian Janikowski gra w Oakland Riders i ma potężny wykop. Ze dwa  razy oglądałem Super Bowl. Co prawda fragmenty, ale jednak! Prawda, że football amerykański jest dla mnie stworzony? 

Moje przeznaczenie wisiało na słupie ogłoszeń i przybrało postać majestatycznego plakatu. Wielkimi literami napisane było “REKRUTACJA”. Nad tekstem prężył się futbolista w pełnym rynsztunku, a w rogu widniało logo Kraków Football Kings.

Oczy mi się zaświeciły. Zdawałem sobie sprawę, że Polska Liga Futbolu Amerykańskiego jest w powijakach i nie ma co liczyć na pensję Aarona Rodgersa. Rozgrywający Green Bay Packers ma ponoć zarabiać 110 milionów dolarów.
Ale tu nie chodziło o pieniądze. Nie chodziło o sławę. Nie poszedłem na trening, z myślą, że powstanie z tego jakikolwiek tekst. Po prostu chciałem złapać w dłonie tę jajowatą piłkę, przebiec kilkadziesiąt metrów, minąć paru grubasów, by na końcu rzucić futbolówką o ziemię i krzyknąć TOUCHDOWN!

Oczywiście miałem już w głowie plan podbicia polskiej ligi, potem reprezentacji, kto wie, może i kariera za oceanem… Ale te myśli trzeba było odłożyć na bok. Zegarek pokazywał, że trening za pół godziny.

Kraków Football Kings / fot. marcinpirga.pl

Na królewskim dworze

Bez kasku, ochraniaczy, ani nawet stylowej koszulki jakiegokolwiek klubu NFL czułem się jak uczeń bez odrobionej pracy domowej. Cóż miałem zrobić? Wrzuciłem buty, spodenki i zwykły T-Shirt do plecaka. Modnie jest się spóźnić. No to się spóźniłem. Zziajany podbiegam do jakiegoś człowieka w czarnej czapce z logiem Kraków Kings.

– Dobry. Ja na trening – przywitałem się.

No to się przebieraj. Za 5 minut zaczynamy – odpowiedział.

Zaczepiłem następnego gościa z herbem drużyny, bo nie miałem pojęcia, gdzie jest szatnia. W końcu odnalazłem i ją. W chodzę. Z 20 chłopa i każdy wygląda jak Mister Univerese. Napompowani, wielcy, krakowscy terminatorzy. Chociaż bardziej pasowałoby raczej Auguści Mocni.

Bardzo mili ludzie. Każdy zbija pionę. Każdy mobilizuje się przed treningiem. Każdy każdego pogania. – 2 minuty panowie! – krzyczy grubas. Sprężam się. Wychodzę. Pizga konkretnie, ale już nie ma czasu wrócić się po kurtkę. Biegnę z wraz z resztą futbolistów na boisko.

Kraków Football Kings / fot. damianpytlakfoto.pl

Stadion jest wypełniony najrozmaitszym sprzętem. Na murawie leżą drabinki, dalej stoją pylony, potem kosze symulujące zawodników, a za linią autową mnóstwo bidonów z izotonikami. Wszystko z logiem Kraków Kings. Jest nawet takie specjalistyczne urządzenie znane z każdego filmu o footballu amerykańskim. Nie ustaliłem, jak się nazywa, ale ćwiczenie z nim polega na rozpędzeniu się i uderzeniu z całej siły w stelaż.

Cały ekwipunek wyglądał jak z “Wykiwać klawisza’”. Nie jak obleśny sprzęt więźniów, ale jak te błyszczące cacuszka strażników. Niestety nie okazałem się być Paulem Crewe. Idąc tropem postaci z filmu Petera Segala, to moje umiejętności najlepiej ukazuje fajtłapowaty Brucie.

Kłopoty z „abecadłem”

Rozgrzewka opierała się na wykonywaniu ćwiczeniach biegowych w drabince. Szło źle, ale jakoś się nie przejąłem. Koordynacja nigdy nie była moją najsilniejszą stroną. Raz nie wyszło, drugi i trzeci też. Jeden zawodnik wziął mnie na bok i pokazał, o co chodzi. A ja ciągle popełniałem te same błędy. – Jeszcze raz! – krzyknął Dawid Ostręga, główny trener. Znowu źle. – Jeszcze raz! – powtórzył. Teraz wytłumaczył, co robię nie tak. A ja ciągle swoje.

W końcu jeden z zawodników ułożył mi specjalny tor “dla idiotów’”. I jak ostatniemu debilowi tłumaczył, co robię źle. Za którymś razem (kilkadziesiąt prób) udało się. Ale nie było czasu na świętowanie. Na rozkaz trenera pobiegliśmy w stronę środka boiska. Wszyscy zderzyli się klatkami piersiowymi i wrzasnęli:

KRAAKÓÓÓÓW KIIIINGS!

I tylko ja stałem tam zduszony i zagubiony jak owieczka.

Kraków Football Kings / NEXT CHEER Generation / fot. KSAF

Po szybkim rozciąganiu Ostręga zalecił, żeby wszyscy udali się na swoje pozycje. Na ławkach przy boisku stały bidony i reszta sprzętu, więc średnio wiedziałem gdzie iść.

Podszedłem do głównego trenera (potem ustaliłem, że jest ich kilkunastu). Pytam: Panie, ja nowy jestem. Gdzie mam iść trenować? Coach popatrzył na mnie. -Eee, wysoki jesteś. Pewno szybko biegasz. Piłkę umiesz złapać? – No, umiem.

… no bo co to za problem złapać piłkę. Dziwną, podłużną, jajowatą…

Cholerną piłkę! Ni groma nie dało się jej złapać. Jednak nim przyszło mi walczyć z futbolówką, musiałem ustalić gdzie jest moja pozycja.

Szkoleniowiec kazał iść do “coś tam silver’”. Znowu stoję na środku jak widły w gnoju… Na szczęście moja twarz świetnie zdradzała myśli. Trener wrócił i pokazał palcem, do których zawodników dołączyć.

Na ostro i według rysunków

Ustawiamy się gęsiego. Kilka metrów dalej stoi rozgrywający. W rękach trzyma futbolówkę. – Ready!? Go! – krzyczy. Nacieram jak husaria pod Wiedniem. Patrzę na playmakera. W końcu rzucił piłkę. Próbuję złapać. Próbuję znowu. I tak cztery razy bez skutku. Chciałem podbić boisko jak armia Sobieskiego, a dostaję jak Polacy nad Żółtymi Wodami.

‘’Coś tam silver’’ okazało się być wide receiver. Po polsku to skrzydłowy, ale tu wszystko jest amerykańskie. Od sportu aż po słownictwo. Nikt nie mówi ‘’gotowy? start!’ ’tylko ‘’ready?go!’’. Osobiście bardzo mnie to denerwowało. W końcu w Polsce powinniśmy to słownictwo spolszczać, a nie siebie amerykanizować.

Kraków Football Kings / fot. damianpytlakfoto.pl

Wracając, wide receiver to ten człowiek, który dostaje piłkę, biegnie z nią jak wariat, mija obrońców i chce zdobyć punkt. W sumie fajnie mi się trafiło. Choć wolałbym być cornerbackiem. Graczem obrony, który ma mnie przewrócić.

Skrzydłowy ma w sumie dwa wyjścia, żeby nie zostać powalonym. Po pierwsze uciekać. Po drugie zbić ręce cornerbacka. To jest co najmniej śmieszne. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której szarżuje na mnie gigantyczny Junior Seau (113 kg i 1,91 wzrostu), a ja uderzam go w ręce i on odpuszcza.

Head coach widział, że nie wierzę w tę technikę, więc wytłumaczył mi dość konkretnie, że mam tak strzelić po łapach koledze, żeby jego krzyk był słyszalny w drugiej części boiska. No to go uderzyłem. Raczej mu się to średnio podobało, ale zacisnął zęby i ćwiczyliśmy dalej. Tu nikt nie wymięka.

Miało być tak pięknie. Miałem być gwiazdą, a nie umiem nawet złapać piłki. Nikt tu się zbytnio nie rozczulał nad tym faktem i przeszliśmy do następnej części treningu. Do ćwiczeń różnych wariantów zagrań.

Dość szybko trener naszej formacji zaczął używać skrótów. Tak z wide receivera uciekającego od cornerbacka stałem się WR, a mój przeciwnik CB.

Każdy klub, nieważne czy to jest Kraków Football Kings grające w PLFA, czy New England Patriots z NFL, musi mieć swój playbook. Jest to Biblia footballu amerykańskiego. W tej książce jest opisane każde możliwe zagranie.

– To prawda, że zawodnicy w Ameryce mają w tych podręcznikach po 300 zagrań!? -pytam prezeskę klubu, Katarzynę Ostręgę.

– No tak, ale spokojnie my mamy tylko 100 – odpowiada.

Rysunek

To tylko jedna, przykładowa kartka. Jedno podstawowe zagranie. Zapewne ćwiczyliśmy to wielokrotnie. Mimo to średnio wiem, o co tu chodzi. A jest jeszcze 99 takich zagadek.

Abdykacja

Choć nie miałem pojęcia co robić, to biegałem. Nawet raz przejąłem piłkę. Tę dziwną, podłużną, jajowatą, cholerną piłkę. Niestety nie wyczułem progresu.

Było zimno. Może 5 stopni. Wiało raz w prawo, raz w lewo. Do tego mgła (smog?). Nie miałem wyjścia – zasymulowałem kontuzję pachwiny.

Na tę samą przypadłość cierpiał Maciek. Z tym że on naprawdę. I on mógł liczyć na pomoc masażystek. Ja nie, bo byłem tylko amatorem na testach. Przynajmniej mam nadzieję, że to oto chodziło…

Kraków Football Kings / fot. damianpytlakfoto.pl

Zniechęciłem się, ale na mimo to stawiałem się na kolejne treningi. Skoro Korybut Wiśniowiecki został królem, to ja nie będę futbolistą? Walczyłem, starałem się, uczyłem się zagrań z playbooka. W kolanach trzeszczały ścięgna, place powybijałem, łapiąc piłkę, a łeb bolał od nadmiaru angielskiego słownictwa. Idei i zasad futbolu amerykańskiego nie zrozumiałem.

Ale poznałem fajnych ludzi i dotarło do mnie, że nie warto się poddawać.

Skoro klub to Kings, a Miasto Kraków też królewskie to postanowiłem, wzorem Henryka Walezego, dyskretnie się wycofać. Nie uciec i odpuścić. Walezy po “abdykacji’’ został władcą Francji. Ja zobaczyłem plakat.

Wielkimi literami napisane było ,,REKRUTACJA’’. Nad napisem był wizerunek zawodnika „z siatką na motyle”. Sport nazywał się lacrosse, a drużyna Kraków Lacrosse Kings. To nie może być trudne!

Krystian Juźwiak

Zdjęcie tytułowe: Kajetan Kruczek

KSAF

Zdjęcia pochodzą z Facebooka Kraków Football Kings

Zobacz także: 

Krakowski kierowca bez rąk gwiazdą Top Gear. „To niemożliwe!” [WIDEO]