A gdyby tak... Aktualności

Kraków wychowuje marudy i nudziarzy! Jest pomysł, by to zmienić

Kojarzycie ten widok? Smutna pani siedzi w oknie, opiera się o wygniecioną przez lata poduszkę i patrzy, patrzy, patrzy. A później gada, gada, gada. I marudzi, marudzi, marudzi. Tak, właśnie w ten sposób często mija starość w Krakowie. Dlatego emeryturę wolałabym spędzić w takim miejscu jak Hiszpania – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla Krknews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Nie chcę generalizować, nie zamierzam narzekać na naszych dziadków. Należy się im szacunek – na ogół ciężko pracowali, przeżyli trudne czasy, a w zamian dostają parę groszy emerytury. I niestety – rzadko kto choć procent z tej emerytury przeznacza na rozrywkę. I nie chodzi tylko o biedę, ale też brak chęci do czerpania z życia. Niestety, dla wielu starszych emeryturę trzeba dożyć, nie przeżyć.

Kto, z kim i dlaczego?

– Pani Klemensowa, a tą nową dziunię spod trójki Pani widziała?

– A pewnie. Co rano wypindrzona gdziesik leci, pewnie do tych galerii.

– A dej pani spokój, za naszych czasów miejsce kobiety to było w domu. A ta to taka… latawica! Dobra, lecę, obiad się sam nie zrobi.

Mniej więcej takie dialogi (no dobra, może trochę przerysowałam) słychać na krakowskich osiedlach. Przypadkowe spotkanie, szybkie załatwienie najważniejszych tematów (co na obiad? Na którą do kościoła? Kto, z kim i dlaczego?) i do swojej roboty lub do swojego okna.

I tak przez lata. Czasem starszyzna mieszka w tym samym bloku, zna się od zawsze, a jedno z drugim do mieszkania nigdy się nie zaprosiło. Albo na kawę czy nawet spacer. Wszystko na szybko, przypadkowo i tak czasem i przez pół wieku.

Tapasik, winko, tango

A teraz Hiszpania. Wybrałam się pobiegać, a tu dwie panie. Wiek? Taki, że już wyglądają za listonoszem z emeryturą. I młody mężczyzna. Wysportowany, uśmiechnięty, otoczony kilkunastoma piłkami do siatkówki. Tak, to był trener, a panie emerytki uznały, że czas cofnąć się o 50 lat i nadrobić siatkarskie braki. Mają na to czas, pieniądze i przede wszystkim ochotę.

Druga sytuacja, częściej spotykana. Niedziela, godzina 11, słoneczny dzień.  Cztery panie (ok. 70 lat) wycacykowane, wymalowane, z koniaczkiem w ręce i debatują. Być może o tym co na obiad, co w kościele lub kto, z kim i dlaczego, ale w jakże innych okolicznościach? Nie w pośpiechu, ale na spokojnie. Nie z zakupami w ręce, ale z kieliszkiem. Nie przypadkowo, ale na umówionym spotkaniu. I takich grup spotkałam więcej. Zarówno w konfiguracji męskiej, jak i żeńskiej.

Starszyzna obu płci w parkach gra też w karty, bule (rzucanie kulami), ogląda mecze i chodzi na pokazy flamenco.

Są spotkania indywidualne, ale też zorganizowane – w Hiszpanii często odbywają się potańcówki dla grup 70+. Winko, tapasiki i para pląsająca tango, która łącznie ma ponad 150 lat. Wyobrażacie sobie to w Polsce?

A co z miastem, kawiarniami, ofertami?

Można mówić, że Hiszpanie mają więcej pieniędzy, ładniejszą pogodę i generalnie żyje się im lepiej. Tyle, że np. towarzyskie wyjście na spacer nic nie kosztuje, tymczasem ile grup emerytek/emerytów mijacie na co dzień w Krakowie?

A ile miasto organizuje potańcówek? Ile kawiarni próbuje zachęcić starszych ludzi? Ile ofert spędzania wolnego czasu jest do nich skierowanych? Idziesz na emeryturę, baw się sam. I ludzie zostają sami, ale w dużej części nie bawią się wcale…

A szkoda, bo emeryturę ktoś wymyślił nie po to, by odliczać dni do końca życia, tylko po to, by po latach ciężkiej pracy w końcu z niego skorzystać. Przynajmniej tak to widzą w Hiszpanii.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Foter.com

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

“Opamiętaj się, baranie!”