A gdyby tak... Polecane

Krakowianie, czy Wy na co dzień też czujecie się dojeni z kasy?

Napisać, że coś tu się tu nie zgadza, to nic nie napisać… Pomarańcza – owocowa wizytówka Hiszpanii, której kilogram kosztuje tutaj złotówkę. Banan to jakieś 3 zł. A ile w Polsce kosztuje jabłko? Dużo, zdecydowanie za dużo. A jabłko to tylko jedna z tysiąca rzeczy, za które przepłacamy…

W Hiszpanii nałogowo chodzę na targi owocowo-warzywne. Oliwki, wino, trochę egzotycznych darów natury i pomarańcze, pomarańcze, pomarańcze. Większe, mniejsze, bardziej dojrzałe i mniej. I wiecie co? Stać mnie na każdy ich rodzaj.

Promocyjnie da się tu kupić cztery kilogramy pomarańczy za euro. Jeden euro, czyli niewiele ponad 4 zł, czyli złotówka (!) za kilogram. I to nie jakieś nieświeże, w połowie zgniłe, czy poobijane, ale świetne, soczyste, jakich w Polsce niewiele.

Na wszelki wypadek jednak szybko je przerabiam, bo może haczyk cenowy tkwi w krótkiej ważności? Ale jak chce takie, co z nóg zwalają, to płacę 4 zł za kilogram i też jest OK.

Pełen szok za 4 złote

Dlatego nie dziwcie się mojemu zszokowaniu, gdy niedawno zaszłam na Plac Imbramowski. Okazało się bowiem, że za to moje 1 euro (czy tam 4 złote) to ja mogę sobie co najwyżej ogórka kiszonego zafundować i to w liczbie nie przekraczającej dwóch sztuk.

Oczywiście trochę przesadzam, ale czemu w jabłkowym sezonie nasza wizytówka owocowa kosztuje 4 zł?! Wzięłam sześć jabłek i 8 zł nie moje. A za 8 zł, to ja w Hiszpanii mam tyle pomarańczy, że bez wózka się nie obejdzie.

Nie wytrzymałam i zaczęłam wypytywać sprzedawcy, skąd taka cena. Lekko poirytowany, zaczął coś przebąkiwać o małych jabłuszkach, które podobno raz na czas ktoś sprzedaje tu po 2 zł. Gdy jednak upewniłam go co do moich szczerych zamiarów, zaczął opowiadać o cenie paliwa (dojeżdża z okolic Kielce), opłacie za stoisko (60 zł) i kosztach życia w ogóle.

No dobrze, ale czy ci od hiszpańskich pomarańczy mają samochody na wiatr, a stoiska miasto oddaje im za piękny uśmiech? Poza tym co mają powiedzieć panowie na Imbramowskim siedzący kilka stoisk dalej, którzy sprzedają banany po 3 zł? I to banany, które nie przyjechały spod Kielc, ale z Wysp Kanaryjskich.

Nie chodzi o to, że chcę narzekać na naszych sadowników. Chodzi o to, że wielu Polaków na owocowe witaminy po prostu nie stać. To jabłko i tak należy do najtańszych na rynku, bo gruszka kosztuje 6 zł, śliwki 7 zł, a maliny 16 zł.

Doją nas dwukrotnie

Pamiętacie jak pisałam, że przy porównaniu naszych i hiszpańskich zarobków, kawa na krakowskim Rynku powinna kosztować 2,90 zł? W porównaniu z Hiszpanami płacimy krocie za kawę, krocie za owoce, krocie za mieszkania, krocie samochody, krocie za komputery i telefony. Szkoda tylko, że w porównaniu z nimi tych kroci nie zarabiamy.

Dlatego nie dziwcie się, że czasem z takim entuzjazmem piszę o Hiszpanii. Co prawda pieniądze szczęścia nie dają, ale szczególnie tutaj są w stanie umilić życie. Przynajmniej człowiek nie ma poczucia, że ktoś go doi i to dwa razy: podczas płacenia za jego pracę i podczas ustalania cen.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

„A gdyby tak…”: Dość dojenia krakowian! Kawa na Rynku ma kosztować 2,30 zł