A gdyby tak... Aktualności Polecane

Krakowianki! Uważajcie na tych facetów. Najpierw mili, czarujący, a potem…

Mężczyzna / fot. Foter.com

„Kocham Cię jak ch…” – takie wyznanie usłyszałam kiedyś w krakowskim tramwaju. I wiecie co? Było w nim dużo więcej szczerości i serdeczności (sic!) mężczyzny względem kobiety niż zaobserwowałam u niektórych Hiszpanów – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla Krknews.pl porównuje życie w obu miejscach.

W komentarzach często piszecie, że za bardzo słodzę tym Hiszpanom. Że u nich wszystko cacy i wspaniale, a u nas tylko be. Zastanowiłam się i macie rację – Hiszpania to nie eldorado. Poszperałam więc za minusami i znalazłam je w… płci przeciwnej. Drogie Panie, jeśli trafiłyście „Dobrego Polskiego Faceta”, nie łakomcie się na Pana Hiszpana.

Koleżanki czy panie do towarzystwa?

Po kolei. Od „Dobrego Polskiego Faceta” nie wymagam, żeby nosił za mną torebkę, otwierał drzwi do samochodu, służył za podnóżek. Wystarczy, że przepuści mnie w progu, będzie szanował i przede wszystkim liczył się z moim zdaniem. Tylko tyle i aż tyle.

Siedziałam kiedyś w hiszpańskiej knajpie. Piwo na stole, w telewizji mecz. Przy stolikach zdecydowana przewaga facetów, między którymi szwendają się (niestety, inaczej nie da się tego nazwać) dwie dziewczyny. Atrakcyjne, komunikatywne, koleżanki tych kilkunastu gości.

Podchodzą do jednego stolika, próbują coś powiedzieć, ale nikt ich nie słucha. Ba, nikt nie zaproponuje swojego miejsca czy przyniesienia krzesła, o drinku nie wspominając (żeby była jasność – od „Dobrego Polskiego Faceta” stawiania w knajpie alkoholu też nie wymagam). Ignorancja po całości, bo Pan Hiszpan rozmawia z drugim Panem Hiszpanem. A te dziewczyny? Przepraszam za porównanie, ale wyglądały jak panie do towarzystwa, na które w tym momencie żaden z szanownych panów nie ma ochoty.

Dziewczyny zawinęły manatki, zmieniły stolik i znów to samo. Ja rozumiem, że męski wieczór, że mecz, że może nawet tych dziewczyn szczególnie nie lubili, ale traktowali je strasznie. Ignorancja, lekko ocierająca się o pogardę. Zero konwenansów, żadnej oznaki dobrego wychowania czy szacunku do kobiety. Przykry widok.

Mecz lepszy niż kino

Oczywiście – jak przy każdych obserwacjach – może się zdarzyć, że „akurat tak mi się przytrafiło” i niepotrzebnie generalizuję. Tyle, że mam koleżankę, która wyszła za Hiszpana i na szczęśliwą nie wygląda. To znaczy nie wygląda wcale, bo już się prawie nie widujemy…

Gdy byli tylko parą, spotykała się z nami i z dumą opowiadała o swoim gorącokrwistym partnerze. A teraz już nie opowiada, bo szanowny Pan Hiszpan ogranicza jej kontakty z koleżankami. W końcu w domu zawsze jest coś do zrobienia, a wolny czas należy spędzać z mężem, ewentualnie z mężem i męża kolegami.

Podczas ślubu miałam wrażenie, że moja znajoma miała wpływ tylko na suknię ślubną, resztę załatwił Pan Hiszpan. Łącznie z listą gości, z której wykreślił naszą wspólną dobrą znajomą. Może nie przyjaciółkę, ale bliską znajomą.

Ona chce do kina, on wybiera mecz, więc idą na mecz. Ona chce do koleżanek, on do kolegów, więc wspólnie idą do kolegów. Ona chce iść w lewo, Pan woli w prawo, więc w prawo zwrot i długa.

Opalona buzia, zadbane ciało i…

– Wiesz co, to chyba trochę arabskie naleciałości, które drzemią w niektórych Hiszpanach – zagadnęła mnie kiedyś jedna ze wspólnych znajomych. I choć nie wpisuję się w falę nienawiści rasowej wylewającej się z każdej strony, to coś w tym może być. Nie zrozumcie mnie jednak źle – ja nie twierdzę, że Hiszpanie tacy są, ale część z nich potrafi taka być.

W Polsce możesz wychować sobie męża alkoholika (pewnie takie łatki mogliby nam przyczepić Hiszpanie), we Włoszech wyjść za maminsynka, ale jak trafisz Hiszpana, to nie myśl, że złapałaś Pana Boga za nogi. Za opaloną buzią i zadbanym ciałem (tak, potrafią o siebie zadbać!) może kryć się charakter, który nie znosi sprzeciwu. Może, ale nie musi.

Marta

zdjęcie tytułowe Foter.com

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

Szczyt buractwa na drogach. Opamiętajcie się, tu chodzi o dzieci!