A gdyby tak... Aktualności Polecane

Krakowscy egoiści! To przez Was miasto stoi w korkach

Nie mam wątpliwości – choćby w Krakowie powstały drogi pięciojezdniowe, to i tak miasto stałoby w korkach. Bo w dużej mierze winna nie jest infrastruktura, ale mieszkańcy. W Hiszpanii próbują jednak szukać na to sposobu – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Pogodowo Kraków niewiele różni się teraz od Hiszpanii, więc jakiś czas temu wpadłam na parę dni sprawdzić, co się pod Wawelem dzieje. I do dziś pluję sobie w brodę, że po mieście zdecydowałam się poruszać samochodem. Koszmar!

Że w piątek po pracy stoi się w korkach, to norma, bo tak jest wszędzie, również w Hiszpanii. Mam jednak wrażenie, że te korki biorą się z tego, że jedna – za przeproszeniem – fujara z drugą po prostu nie umie płynnie jeździć samochodem.

Ruuuuuuuuuuuuuuszają

Aleje tradycyjnie stoją. Tu jakiś remont, tam dłuższe światła, ale co w tym czasie robią kierowcy? Gapią się w komórki, rozglądają na boki, a gdy trzeba jechać, powoli wrzucają bieg, puszczają sprzęgło i ruuuuuuuuuuuuuuuszają. Wszystko trwa z dobrych pięć sekund, a co drugi kierowca to właśnie taka sierota. Zamiast ruszać płynnie, trzymając 2-3 metry odległości, to nie – trzeba poczekać, aż zrobi się dziura na 10 metrów i później rozpoczynamy żmudną procedurę ruszania.

Nowa Huta. Znów kolejny ślimak. A nie! To pan turbodoładowanie! Siedzi koks w BMW, zagaduje tlenioną laskę, ale ruszać płynnie nie zamierza, bo co to za radość? Lepiej zrobić dziurę na 20 metrów i dopiero później dołożyć z piskiem opon. Ja, pan z BMW zdążyłem, a wy frajerzy z tyłu stójcie dalej w korku.

Doceniam jednak, że miasto próbuje coś z tym zrobić i zamontowało nad skrzyżowaniami sekundowy licznik do zmiany świateł. Spotkałam się z tym w rejonie Krowodrzy i niestety, ale ma wrażenie, że te liczniki to liczą, ale nasz egoizm. Pan przede mną tak sobie chyba wycyrklował ruszanie, żeby jeszcze zdążyć, czyli zgodnie z zasadą “spokojnie, nie nerwowo”. A że reszta już się nie wyrobiła? Cóż, nie jego problem.

Żadna filozofia

Jak z problemem ślimaków, koksów i egoistów poradzono sobie w Hiszpanii? Ano, w którymś mieście widziałam specjalne informacje, które pokazywały informację, że dane skrzyżowanie wyjątkowo się korkuje i że winne temu jest przede wszystkim wolne ruszanie spod świateł.

W Krakowie taka informacja mogłaby być na znaku, ale mogłaby być również np. na chodniku. W końcu stojąc w korku i tak rozglądamy się z nudów na wszystkie boki. Do tego można byłoby dołożyć jakąś statystykę, że jeśli będziemy ślimakami, to przejedzie 10 samochodów, a jeśli ruszmy płynnie, to 15. A skoro 15, a nie 10, to stanie w korku nie będzie trwało 15, ale 10 minut.

Tyle, koniec, żadnej filozofii. Koszty i ryzyko niewielkie, a może dzięki temu udałoby się sporo zyskać?! A jak się nie uda, to kolejnym etapem jest już chyba tylko rozdawanie mandatów, z jakiegokolwiek paragrafu.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

Puknijcie się w łby! Z krakowskich pomysłów świat już się śmieje