Aktualności Miasto Polecane

Królowie miasta, czyli wódka, palenie, ciągła impreza. „To prywatny wózek, robimy co chcemy”

Tu możesz pić wódkę, jarać, bębnić muzyką i wydzierać wniebogłosy. Policja? Nic jej do tego, to nasz prywatny samochód i robimy tu co chcemy! Będziemy jeździli po Krakowie, a wy będziecie się bawili. W ile osób? Wózek jest na 7, ale może być i 10. Wejdzie tyle, w ile się zmieścicie – to wszystko usłyszeliśmy od krakowskich meleksiarzy. Tych samych, którzy na co dzień bronią się, że są po to, ułatwiać zwiedzanie turystom…

Gdy w redakcji dyskutowaliśmy o serii tekstów o meleksach, wiedzieliśmy, że idziemy na wojnę z cwaniakami. Ale po tym, co usłyszeliśmy podczas przygotowywania tego artykułu, nie mamy wątpliwości, że trafiliśmy na ludzi, którzy za 200 zł zamienią Kraków w tandetne centrum rozrywki dla przaśnej gawiedzi.

Zrobią z niego tanią imprezownię, wiejską remizę, po prostu spelunę. Hejnał zastąpią przebojami Zenka Martyniuka, Wawel pokażą w oparach spożywanej u nich wódki, a na koniec poradzą jak zaśmiać się policjantom i straży miejskiej w twarz. Przesadzamy? Nie, to wszystko usłyszeliśmy właśnie od meleksiarzy!

Nasz pomysł był prosty – idziemy na Rynek i pytamy napotkanych kierowców wózków o możliwość zorganizowania wieczoru kawalerskiego. Jedno musimy przyznać – większość była przyjaźnie nastawiona, konkretna, ale ich wizja wożenia ludzi meleksem po Krakowie jest przerażająca.

Słowem – dla nich to żadna Europejska Stolica Kultury, Miasto Królów Polskich czy miejscowość z dzielnicami wpisanymi na listę UNESCO. Ba, to miasto nie jest warte nawet cywilizowanego traktowania. Oni za 200 zł od wózka (także tego wypchanego ponad stan) zrobią z Krakowa miejsce rozrywki najniższego sortu.

Nie wierzycie? Panie i Panowie, zapraszamy do świata meleksiarzy.

Meleks I

Ulica Sławkowska. Dwóch kierowców, jeden obcokrajowiec ze wschodnim akcentem, drugi Polak. Obaj około 30 lat.

– Chciałem zorganizować wieczór kawalerski – zagaduję.

– Żaden problem. Można zadzwonić, wszystko wynegocjować – odpowiada meleksiarz.

– Przez Rynek pojedziemy?

– Nie, możemy podjechać tylko do Rynku, posłuchamy audioguide’a. Wkoło niestety jest zakaz.

– Jakąś muzykę możemy puszczać?

– Wszystko możecie.

A alkohol?

– Spoko, spoko. Turyści zawsze piją w naszych meleksach, to jest normalne.

A policja?

– Nic nie zrobią. W samochodzie przecież można pić piwo, a to jest jak zwykły samochód. Trzeba mieć prawo jazdy, by nim kierować. Skoro w aucie można pić, to czemu tutaj nie? Niech pan zapisze mój numer telefonu i powie, że jest pan od Maksa.

Czyli muzyczka, alkohol. Faceci się zabawią?

– Tak, nie ma żadnego problemu.

Meleks II

Tuż przy płycie Rynku. Kierowcy odsyłają mnie do starszego faceta, który wygląda na właściciela firmy.

– Można zorganizować wieczór kawalerski na meleksie wieczorem?

– Późniejsza godzina jest trochę droższa , bo muszę chłopakom ekstra płacić. Ale tak, może być nawet północ.

– A co wtedy z muzyką?

– No prosiłbym… Pewnie, muzyka może iść, tylko żeby nie było ekscesów. Żebyście nie byli za bardzo nadupc*** i nie powypadali z tego wózka.

– A ile osób wejdzie do tego meleksa?

– Z tym nie ma problemu. 7 wchodzi normalnie, ale jak się ścieśnicie, to nawet 10. Tylko przy 10 nie ma jakiegoś większego szaleństwa. Od 22 do 23 kosztowałoby to koło 200 zł.

A wjazd na Rynek?

– Wyłączony. Wszędzie, ale nie plac Rynku. Niech pan dzwoni, to mój prywatny numer.  Coś wynegocjujemy. Piwko możecie, wódeczkę możecie, zapalić też coś można. Tylko wszystko z głową. Tak jak w knajpie – póki ludzie się zachowują… Chłopaki są młodzi, pojadą, muzyka będzie, w telefonach mają – nie ma problemu. Zadzwonić do mnie, określić się i nie ma problemu. Można wódeczkę, drinka, ale w wózku.

– Ale prawnie to tak można?

– Prawnie wszystko można, tylko w wózku. To jest prywatne miejsce…  Już mówię – była taka sytuacja – mieliśmy wycieczkę i pili piwo. Wyjechali, wyszli z wózka z piwami w ręce i kur*a pały przejeżdżały i od razu im mandat…

Meleks III

Ulica św. Jana. Jeden obcokrajowiec, jeden Polak. Obaj przed 30.

I podobna rozmowa – pić można, muzykę można, bawić się można. Nie można tylko na płytę Rynku, ale za to oferują przejazd na Kazimierz.

Meleks IV

– Można w meleksie urządzić wieczór kawalerski?

– Można, ale komu (śmiech). Na ile osób?

– Nie wiem, a 8-9 się zmieści w siedmioosobowym?

– Jak się zmieścicie, to tak.

– Czyli to zależy tylko od nas?

– Tak.

– A co chcecie?

– Piwko, muzyka, może coś zobaczyć.

– 5 dych za osobę za godzinę.

– Alkohol można pić?

– Możecie się napić, nie ma problemu, tylko musi być w miarę kultura i przede wszystkim bezpieczeństwo – żeby nikt nie skakał czy wyskakiwał. Bo jak będą takie sytuacje, to nie ryzykujemy i kończymy zabawę.

– A jakieś ubezpieczenie?

– Jest NNW, ale pewnie nie będzie obejmować jak ktoś wyskoczy pod tramwaj. Towarzystwo musi być w miarę rozsądne. Fajnie jakby ktoś był odpowiedzialny, żeby panować nad towarzystwem, bo pewnie kierowcy za bardzo słuchać nie będą.

***

Reasumując – kierowcy meleksów wiedzą, że może być niebezpiecznie. Że na wieczorze kawalerskim bywa różnie, że alkohol robi swoje, że może być skakanie na wózku i z wózka. Wszyscy też na pewno pamiętają Anglika, który niedawno pod wpływem alkoholu schylił się po okulary, wypadł z meleksa i zginął.

A mimo to ci sami kierowcy zapewniają, że na tym meleksie pić i „coś zapalić” można, przepełnić meleks ponad stan też można, bawić się do muzyki można.  

A na to wszystko patrzą mieszkańcy i turyści, którzy przyjechali podziwiać Europejską Stolicę Kultury i Miasto Królów Polskich, a zamiast tego dostają hordy pijanych facetów drących się w rytm dudniącej muzyki. Wygląda jednak na to, że kierowców meleksów niespecjalnie to obchodzi.

Paweł Zalewski, współpraca Łukasz Mordarski

zdjęcie tytułowe / fot. KRKnews

Dość tych cwaniaczków. Meleksy – wynocha z Krakowa!