Miasto Polecane

“Królowie miasta” ponownie w natarciu. Znowu będą blokować drogi i zastraszać?

Denerwują Was meleksiarze? Bo nas strasznie! Wkurzają do granic. Klniemy, jak jakiś paskudny wózek przejeżdża nam niemal po nogach. Irytujemy się, gdy jakiś bałwan za kierownicą meleksa staje na środku drogi, aby pokazać turystom to i owo, a my – przypadkiem – jedziemy (czyli stoimy) za nim autem.

Meleksy nie od dziś wywołują kontrowersje.

“Tu możesz pić wódkę, jarać, bębnić muzyką i wydzierać wniebogłosy. Policja? Nic jej do tego, to nasz prywatny samochód i robimy tu co chcemy! Będziemy jeździli po Krakowie, a wy będziecie się bawili. W ile osób? Wózek jest na 7, ale może być i 10. Wejdzie tyle, w ile się zmieścicie – to wszystko usłyszeliśmy od krakowskich meleksiarzy. Tych samych, którzy na co dzień bronią się, że są po to, ułatwiać zwiedzanie turystom” – pisaliśmy w reportażu “Królowie miasta, czyli wódka, palenie, ciągła impreza”.

Tekst przeczytacie poniżej:

Królowie miasta, czyli wódka, palenie, ciągła impreza. „To prywatny wózek, robimy co chcemy”

Staraliśmy się jednak zrozumieć racje właścicieli meleksów, że wózki są potrzebne w mieście, bo korzystają z nich na przykład turyści. OK. Niech i tak będzie.

Interesy krakowian i turystów chciały pogodzić władze miasta. Stwierdziły, że nie będą wyrzucać meleksów z centrum, ale postarają się, żeby te wyglądały estetycznie, były bezpieczne i irytowały nieco mniej niż teraz. W związku z tym wózki będą musiały spełniać szereg różnych warunków, takich jak coroczne badania techniczne na stacjach diagnostycznych. Po Krakowie nie będą też mogły jeździć stare meleksy (które mają więcej niż 5 lat) oraz takie, w których pasażerowi tłoczą się jak sardynki w puszce (czyli jest ich więcej niż 7). W nowym prawie znalazł się także zapis, że wokół Rynku Głównego będzie mogło wjechać tylko 70 pojazdów wolnobieżnych, co spowoduje nieco większy ład i porządek niż teraz.

Czy coś z tych warunków budzi Wasze wątpliwości? Wydaje się Wam nielogiczne? Ma być po prostu bezpieczniej i ładniej. I tyle. 

Ale innego zdania są sami meleksiarze, którym ani się śni cokolwiek zmieniać w swoich dotychczasowych przyzwyczajeniach. – Nie i już – grzmią na pół krakowskiego Rynku. Panowie przedsiębiorcy tupnęli nóżką, najechali kołem i… bojkotują konkurs ofert na “świadczenie usług przewozu osób za pomocą pojazdów wolnobieżnych z napędem elektrycznym na obszarze parku kulturowego Stare Miasto”.

Meleksiarze porównują nowe wytyczne do “nauki fruwania” i nie zamierzają się do nich dostosować. Nie ma więc co liczyć, że będą na przykład wykonywać badania diagnostyczne wózków lub pozbywać się starych pojazdów. – Ma być tak, jak było i koniec – mówią chóralnym głosem. I za nic mają to, że spora część krakowian ma już dość panoszących się po mieście meleksiarzy i ich często bezczelnych i prostackich zachowań na drogach.

Odnosimy wrażenie, że panowie “wózkowi” czują się jak królowie miasta i – jak coś pójdzie nie po ich myśli – to zaraz to miasto zaczną blokować. Oby tylko nie podchwycili tego pomysłu, bo znienawidzi ich jeszcze większą część mieszkańców. Ale co z tego, Drodzy Meleksiarze? Przecież to Wam ma być dobrze, prawda?

A jak się komuś nie podoba, to doniesiecie na niego do prokuratury lub postraszycie sądem, tak jak próbowaliście zastraszyć nas.

Denerwuje Cię zachowanie meleksiarzy? Uważaj, bo zaszczują Cię prawnikami

 

(lm)