A gdyby tak... Polecane

Ktoś w końcu musi to powiedzieć – na razie to są Igrzyska wstydu!

Trochę z zażenowaniem patrzy się na te klasyfikacje końcowe. 1, 2, 3, 4, 5 plansza, a biało-czerwonej flagi na ekranie telewizora jak nie było, tak nie ma. Może by więc tak jednak uszczuplić tą naszą kadrę olimpijska? Nie o dwóch czy trzech zawodników, ale ciachnąć tak przez pół albo i więcej. Ta hiszpańska drużyna jest mniejsza, a to oznacza mniej powodów do wstydu – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Gdy byłam mała, cieszyłam się, że nasza ekipa jest liczna. Gdy wszyscy paradowali na otwarcie, naszych było widać. Dziś jednak myślę, że może lepiej byłoby być dwuosobową reprezentacją Kenii?

Fakty – wysłaliśmy do Pjongczang 62 zawodników, ale nasze szanse na medale byłyby niemal takie same, gdyby kadra była o jakieś 80 proc. mniej liczna. Skoczkowie, Kowalczyk, jacyś łyżwiarze i basta, wystarczy. Reszta tylko nabija frekwencję.

Tak mnie dziś to naszło, gdy usłyszałam w radiu o “bardzo dobrym” wyniku naszego biathlonisty. Dobrze strzelał, jeszcze lepiej biegł, w ogóle wszystko cacy, tylko na koniec pani w radiu rzecze, że zakręcił się coś koło 20. miejsca. Dosłownie bajka, gratulacje.

Pal licho, jeśli jeszcze takie wyniki kręci młody zawodnik, bo coś może z niego jeszcze będzie, ale dziś słyszę 36-letniego zadowolonego z siebie Ligockiego, który chwali się jakimś ćwierćfinałem. I mówi, że jest dobrze, bo lepiej niż cztery lata temu. I że od lat jest najlepszy w Polsce. No przepraszam, ale takimi rekordami to można cieszyć się w LZS-ach, a nie występując pod państwową flagą. Ktoś jest 40., ktoś 50., zjazdowca będzie satysfakcjonowała lokata w pierwszej “40” (to kolejna wypowiedź z radia). No trochę to wszystko przykre.

Nie odbieram im prawa do startów w Igrzyskach Olimpijskich, ale pytanie – gdzie jest granica? Jak bardzo możemy równać w dół? Bo skoro nie możemy narzekać na zawodnika, który jest 30., to może tego z 40. miejsca też należy wspierać, a na pocieszenie dokoptować mu takiego, co się w pierwszą “50” nie złapie? Wiecie, tak na pocieszenie.

Hiszpanie też krajem sportów zimowych nie są. Co prawda mają Pireneje, czasem też gdzieś bardziej na południu śniegiem sypnie, ale znają swoje miejsce w szeregu – skoro szans na medale nie mamy, to nie pchajmy tam naszych sportowców na siłę. 

I w efekcie do Pjongczang pojechało ich 13. 13 z kraju o średniej zimowej temperaturze wynoszącej kilkanaście stopni na plusie i z kraju, gdzie rządzi piłka nożna, a nie skoki narciarskie. I tych 13 na razie ma tyle medali, co my. I co gorsze – z tyloma samymi mogą wrócić do domu.

Wtedy my będziemy pluli sobie w brodę, a oni jak zwykle machną ręką i pójdą na wino. I słusznie – bo skoro nie masz warunków i talentu do uprawiania sportów zimowych, to zajmij się takimi nartami, jak pani na zdjęciu powyżej.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Pączki w Tłusty Czwartek są dla leszczy. To tu eksplodują kalorie!