Polecane Publicystyka

Miastoman: “Dama z gronostajem” opuści Kraków i zajmie miejsce… żyrandola?!

I smutno pokiwałem głową z jadącego sprawnie tramwaju – tak to jest, w Krakowie łatwiej coś osiągnąć będąc przeciw. Nawet jeśli jest się tylko garstką, ale potrafi się zebrać i głośno krzyczeć – pisze Miastoman, podsumowując miniony tydzień.

W tekście przeczytacie także o tym, że “Dama z gronostajem” może wkrótce opuścić Kraków, kim byłby Jacek Majchrowski, gdyby nie był prezydentem oraz dlaczego działania Łukasza Gibały są powodem irytacji.

Nie przenoście Damy do stolicy

Z końcem roku wicepremier od kultury poszedł na zakupy w Krakowie. Oprócz jednego starego hotelu kupił też kilka starych obrazów. Największą ozdobą tej kolekcji jest dzieło Leonarda da Vinci „Dama z gronostajem”. I najpierw się ucieszyłem, bo zniknie dziwna sytuacja krepująca obydwie strony: z jednej strony formalnie własność rodu książęcego, z drugiej pod nadzorem państwa. Książęta mogli ją wypożyczać do obwożenia po całym świecie (na czym zarabiano), ale nie mogli wywieźć jej na stałe – Dama z każdej podróży wracała do Krakowa.

I kiedy sobie to uświadomiłem, zaniepokoiłem się. Bo teraz nic nie stoi na przeszkodzie, by będące właścicielem państwo zmieniło miejsce pobytu obrazu. Bo dlaczego Kraków? Wszak jest wiele lokalizacji, gdzie wyglądałaby równie godnie, a może nawet jeszcze lepiej – jest np. w Warszawie pałac, gdzie mogłaby być wyeksponowana równie dobrze jak żyrandol.

Kto powołałby Majchrowskiego?

Czytam, że największe szanse na powołanie na stanowisko dyrektora Muzeum Armii Krajowej ma Marek Lasota – radny Krakowa, kontrkandydat Jacka Majchrowskiego w ostatnich wyborach na urząd prezydenta miasta, popierany przez Prawo i Sprawiedliwość. Nie mnie oceniać kompetencje kandydata, znam go tylko z wystąpień w mediach, głównie w kampanii wyborczej, albo w kontekście spraw dotyczących jego dotychczasowego miejsca pracy – Instytutu Pamięci Narodowej.

Tak się tylko zastanawiam: gdyby Jacek Majchrowski przegrał wybory, który z kontrkandydatów potrafiłby wznieść się ponad podziały i ambicje i jako prezydent miasta powołać Majchrowskiego na jakiekolwiek stanowisko w mieście – Zbigniew Ziobro? Ryszard Terlecki? Stanisław Kracik?

Plusy i minusy

Redakcja pytała polityków o największe plusy i minusy mijającego roku. Lektura pokazuje, że najwięcej wskazań na plus miały Światowe Dni Młodzieży – impreza kolorowa, radosna i wbrew wieszczeniu niektórych: bezpieczna. Najczęściej wskazywanym minusem była próba zorganizowania referendum przez Łukasza Gibałę – próba kompletnie nieudana, fatalnie organizowana, a jeszcze badana przez prokuraturę ze względu na dużą ilość sfałszowanych podpisów. I absolutnie zgadzam się z politykami w tym zakresie, takie byłyby również moje typy w ocenie mijającego roku.

Największe plusy i minusy Krakowa w 2016. Niektóre Was zaskoczą

W ramach podsumowań przeczytałem też co – według redakcji – w 2016 roku denerwowało krakowian. I choć z większością wyliczeń się zgadzam, zabrakło mi jednego powodu irytacji: właśnie Gibały, jego płatnych „wolontariuszy” i nachalnej propagandy trwającej przez jeden kwartał. To znacznie dłużej niż ŚDM, który redakcja raczyła umieścić w zestawieniu.

Czytaj także: Co denerwowało mieszkańców Krakowa w 2016 roku?

ZIKiT pęka

Wydawało mi się, że awantura wywołana przez grupę mieszkańców związana ze zmianami na ul. Kalwaryjskiej dobiegła końca. Przypomnijmy w skrócie – ZIKiT wprowadził tam zmiany, które na celu miały głównie usprawnienie ruchu transportu zbiorowego, kosztem indywidualnych użytkowników samochodów. Tymczasem, jak czytam w mediach, ZIKiT zaczął pękać i wycofuje się z niektórych wprowadzonych zmian.

I smutno pokiwałem głową z jadącego sprawnie tramwaju – tak to jest, w Krakowie łatwiej coś osiągnąć będąc przeciw. Nawet jeśli jest się tylko garstką, ale potrafi się zebrać i głośno krzyczeć. Bo setki osób, które tak jak ja doceniają zmiany z punktu widzenia pasażera tramwaju, nie odezwą się w obronie przeobrażeń ruchu na Kalwaryjskiej, nie wesprą ZIKiTu, tylko milcząco stać będą w korkach…

Wystrzałowego Sylwestra!

Miejski Sylwester podzielony na trzy sceny, bez gwiazd i bez fajerwerków. Ja, jak już pisałem, wybieram się do Nowej Huty. Bardzo mi się pomysł z trzema miejscami podoba, bo witanie Nowego Roku co roku na Rynku Głównym, z tymi samymi gwiazdkami, nieco mi się przejadło. Mam również psa, więc wiem jak reaguje on na fajerwerki – najciemniejsze miejsce mieszkania, czyli łazienka, wywieszony jęzor i obłęd w oczach. Dlatego doceniam również i to, że od jakiegoś czasu miasto nie wywala kasy w petardy. Chciałbym tylko, aby i moi sąsiedzi to zrozumieli. Przecież i oni mają psy, koty. Nie wiem zatem, czemu nie chcą tego zauważyć i masowo wylegają na ulice odpalając race zakupione w supermarketach.  Może chodzi o to, żeby móc powiedzieć później: „Miałem wystrzałowego Sylwestra”?

Dlatego życzę Państwu rzeczywiście wystrzałowego Sylwestra – ale w zupełnie innym rozumieniu: udanego, niesamowicie rozbawionego, niepowtarzalnego, a bez fajerwerków. I równie wystrzałowego Nowego Roku.

Miastoman

Zdięcie u góry strony: Pałac Prezydencki, fot. Marcin Białek / wikimedia

Miastoman: Szlag trafił moje ludzkie odczucia