Aktualności Miastoman Polecane

Miejscy aktywiści liżą się po “klejnotach”, a Gibała…

Przy okazji jak filip z konopi wyskoczył wieczny kandydat Łukasz Gibała.  I sam nie wiem – czy to głupota, czy wyrachowana gra pod publiczkę? Czy po prostu Gibała znowu poszedł po linii najmniejszego oporu i chciał podczepić się pod nośny medialnie temat, a wyszło, jak wyszło? – zastanawia się Miastoman.

W posumowaniu tygodnia nasz felietonista pisze także o miejskich aktywistach, którzy są jak… psy. A do tego bardzo chcą i bardzo nie mogą.

Jak Salwatorianie

Chyba zdążyli się Państwo przekonać, że nie wszystkim zależy na zieleni w mieście. Najmniej – właścicielom terenów na których rosną drzewa. A to indywidualnym właścicielom „lex Szyszko” pozwoliło karczować zieleń, a to deweloperzy tną na potęgę pod bloki. Na jaw wyszło w tym tygodniu,  że właściciele lasu borkowskiego znacznie podwyższyli kwotę, jaką chcą od miasta za odkup swojego gruntu. Operat szacunkowy opiewał na 10 milionów zł, oni chcą 16 milionów. Pomińmy w tym momencie sam fakt, że miasto nie może wydawać lekką ręką publicznych pieniędzy, bo „ktoś tyle chce”. Miasto musi trzymać się wyceny rzeczoznawców.

Mnie w tej sprawie bulwersuje co innego – najpierw wypowiedź jednego z właścicieli gruntu, który mówi, że żałuje, że zawczasu drzew nie wyciął, bo miałby dziś spokój.  A w drugiej kolejności to,  kto jest współwłaścicielem działki: dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego. W tym przypadku mamy zatem do czynienia z megahipokryzją. Bo rozumiem, ze od 8 do 16 pan dyrektor broni każdego drzewka w Tatrach, a po 16 chce pozwalać na karczowanie lasu w Krakowie… Jest to dla mnie zwyczajnie niepojęte!

Jak filip z konopi

Przy okazji jak filip z konopi wyskoczył wieczny kandydat Łukasz Gibała.  Z wnioskiem  o wykup lasu. Zebrał nawet podpisy mieszkańców w tej sprawie. I sam nie wiem – czy to głupota, czy wyrachowana gra pod publiczkę? Bo tłumaczy, że gdyby nie wspaniały zryw społeczny (za 12 złotych za godzinę?) i nagłośnienie problemu lasu borkowskiego, to miasto w ogóle zainteresowałoby się tym tematem. Więc się zastanawiam, czy Łukasz Gibała działa na rzecz właścicieli? Bo żądana cena terenu po „nagłaśnianiu tematu” znacznie podskoczyła – trudno się dziwić, bo skoro mieszkańcy wywierają presję na władze miasta, to miasto będzie zdesperowane. Czy po prostu Gibała znowu poszedł po linii najmniejszego oporu i chciał podczepić się pod nośny medialnie temat, a wyszło, jak wyszło?

Panie Łukaszu, gdyby Pan przeznaczył milion złotych na dorzucenie do kupna (a mniej więcej tyle kosztowała Pana zeszłoroczna akcja referendalna), to miałby Pan żywy pomnik swojej osoby w części lasu borkowskiego. No chyba, że jak dyrektor TPN, zajmuje się Pan tylko dbaniem o zieleń w określonych ramach, i tylko po to, by wbić szpile miastu, a nie na rzecz jej rzeczywistego utrzymania.

Aktywiści robią to lepiej?

Nie wiem czy Państwo pamiętają, ale jakiś czas temu radny miejski Tomasz Urynowicz żalił się publicznie, że urzędnicy nie potrafią przeprowadzić porządnie konsultacji społecznych w sprawie parku kulturowego w Nowej Hucie. Zarzut polegał na tym, że na spotkanie konsultacyjne przyszło około dwudziestu urzędników, by tłumaczyć na czym plan ma polegać, a ledwie garstka mieszkańców. I trzeba konsultacje zrobić jeszcze raz, porządnie, żeby mieszkańcy się pojawili.

No to powtarzane są właśnie konsultacje po raz kolejny. Organizuje je strona społeczna. Bo wiadomo, miasto nie potrafi, potrafią ruchy miejskie, tzw. aktywiści. I otóż widzę, że radny Urynowicz wrzucił zdjęcie z pierwszego, otwierającego konsultacje spotkania. Aż oczy przetarłem. Na dużej sali w NCK-u siedzi znowu garstka osób. Zacząłem więc szukać innych zdjęć, bo może radnemu niefortunnie wyszło ujęcie. I znalazłem. I naliczyłem około 20 osób. Nie wiem ilu w tym było urzędników. Ale trzymam kciuki przynajmniej za frekwencję na dalszych spotkaniach. Żeby jednak nie wyszło na moje, że mieszkańcy mają każde konsultacje w głębokim poważaniu.

Lubię Cię!

Bardzo mieszane uczucia wzbudza wśród użytkowników facebooka lajkowanie własnych komentarzy. Niektórzy drwią wręcz, że to jak z lizaniem przez psa swoich własnych… „klejnotów”.

Podobny objaw zauważyłem wśród aktywistów miejskich. Ktoś rzucił pomysł (skopiowany z innego miasta), żeby utworzyć w naszym mieście Park Krakowian – czyli mieszkańcy mogą sadzić drzewa dla upamiętnienia narodzin dziecka. Otworzyłem facebooka i czytam jak to sobie wdzięczni nawzajem są za to aktywiści: „Och, dziękuję Ci Agatko!”, „Super inicjatywa Aniu!”,  „Natalio, niesamowita rzecz!”. I to właśnie mi tego psa przypomina. Bo mało kto pamięta, że sam pomysł to nie wszystko. Jeszcze trzeba, żeby ktoś to fizycznie zrobił. Nie wspominając, że ktoś powinien wcześniej przeznaczyć w budżecie 100 milionów złotych na zieleń. Ale jak wiadomo do sukcesu przyznaje się każdy. Bez względu na to co w danej sprawie zrobił.

Miastoman

Znajdź Miastomana także na Facebooku – tutaj.

Zdjęcie tytułowe: DrabikPany via Foter.com 

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.

Zobacz także:

Chcecie odzyskać park od Kościoła? Oto, jak to zrobić. Pomożecie?