Czarny wtorek Polecane

Nieufny jak Polak za granicą

No, tego jeszcze nie było. Tym razem na krknews.pl Czarny Wtorek wyjątkowo w środę, bo ten wczorajszy wtorek został zagarnięty przez kogoś innego, w inne sprawie, niech każdy ma czasem szansę na swój Czarny Wtorek. A więc dziś wyjątkowo Czarny Wtorek w środę, i znów wyjątkowo, bo wprost z Armenii.

Posługując się meczem reprezentacji Polski jako pretekstu, postanowiłem wybrać się w tą nieodkrytą jeszcze przeze mnie okolicę. Najpierw kilka dni w Gruzji, teraz kilka dni w Armenii.

Gdy człowiek rusza w nieznane zawsze ma pewną taką wątpliwość. Przeżyje? Pewnie przeżyje. Oszukają go? Pewnie tak, ale niech to będzie w granicach zdrowego rozsądku. A to jest wtedy, gdy np. za swój koniak zamiast 2000 wariatów płacisz 3000 wariatów.

Cóż. Uroki bycia turystą, które są wkalkulowane w ryzyko. Ale zawsze jest obawa, że zostaniesz oszukany bez białych rękawiczek.

Takie okazje zawsze mogą się nadarzyć. Człowiek rusza w świat nieufny, tak jakby obcokrajowiec miałby być bardziej chętny do tego aby wystawić cię do wiatru.

Podczas tego wypadu postanowiliśmy pojechać z Armenii do Gruzji i z powrotem – taksówką. Na lotnisku wynegocjowaliśmy cenę, wsiedliśmy do nieoznakowanego mercedesa – łamiąc wszystkie zasady (żadnego napisu taxi, żadnego numeru bocznego, o danych kierowcy nie wspominając). 

I potem, tam po drodze, w górach, to on rozdawał karty. Mógł zadzwonić po kolegów. Mógł zostawić nas i uciec z bagażami podczas przerwy na toaletę (nasza czujność już wtedy mocno opadła).

A w drogę przeciwną? Przesiadaliśmy się dwukrotnie. Najpierw jeszcze w Gruzji – kierowca z Tbilisi przekazał nas w ręce Ormianina. Potem w Erywaniu – wsiedliśmy do lokalnej taksówki, bo ten kierowca numer dwa źle czuł się podczas jazdy po mieście. Bez dodatkowych opłat, bez próby oszusta. Potem już na miejscu ten lokalny kierowca (łady z rozbitym tyłem) pomógł nam znaleźć nasz apartament.

Sprawnie, gładko, z uśmiechem. A my podejrzewaliśmy ich o najgorsze. Polak zagranicą. Stoi i myśli, czy zrobili go w konia już teraz czy zrobią to dopiero za chwilę. Przed Ormianami ostrzegali nas przede wszystkim Gruzini.

– Nie lubicie się, co? – zagadnąłem barmankę.

– Nie, to nie jest tak. Ormianie nas lubią. Niektórzy Gruzini lubią Ormian – odparła.

Ciekawe którzy. Ormianie w okolicy uchodzą za naród, który wszystko wymyślił, wszystko ma najlepsze. „Gruziński koniak? E tam, nasz jest lepszy!”. „Gruzińskie wino? To jeszcze nie piliście naszego!”. itd.

Jest tu z nimi wesoło, są szaleni. Jedno tylko kłuje nasze europejskie już oczy – wszędobylski śmietnik. W drodze do Gruzji kierowca zatrzymał się nagle w ciemnym lesie („Oho, zaczyna się?”) i grzecznie poprosił byśmy wyrzucili puste butelki na pobocze. Nie dało mu się wytłumaczyć, że tak się nie robi.

mm

zdjęcie tytułowe / fot. KRKnews

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Skoro świnia może być tygrysem, ja mogę być prezydentem Krakowa