Aktualności Polecane Publicystyka

Obskurne kible, smród, syf i… dziecinna wojna na wyniszczenie

Kojarzycie niektóre pociągi Przewozów Regionalnych? Tak, to te z obskurnymi kiblami, niewygodnymi siedzeniami, śmierdzącymi przedziałami, usyfionymi wagonami… Pewnie nie raz mieliście nieprzyjemność nimi podróżować. Ale cóż, jak nie ma wyboru to dobry i skład, który nadaje się bardziej do przewozu bydła niż ludzi.

Nową jakość na nasze tory wprowadziły Koleje Małopolskie. Nie tylko dlatego, że pasażerowie mają do dyspozycji wypasione (jak mówi młodzież) pociągi, ale zazwyczaj jeżdżą też punktualnie, co dla wielu innych spółek jest nie do przeskoczenia.

Przewozy Regionalne (PR) postanowiły więc powalczyć z Kolejami Małopolskimi (KMŁ). Logiczne byłoby więc, gdyby kupiły nowy tabor, wymieniły część załogi i zaczęły jeździć zgodnie z rozkładem jazdy – wówczas zyskaliby tylko i wyłącznie pasażerowie. Jednak to byłoby za łatwe. I zbyt logiczne jak na PR. Spółka postanowiła więc zwalczać KMŁ innymi metodami. Znanymi z… przedszkolnej piaskownicy.

Wyjaśnimy sprawę. Każdy pociąg co jakiś czas musi przejść badania techniczne. KMŁ korzystają na co dzień z bocznicy i zaplecza w Płaszowie, które należą do PR. Umowa obowiązuje jeszcze tylko kilka dni, do 9 grudnia. Szef KMŁ Grzegorz Stawowy już trzykrotnie zwracał się do PR o przedłużenie umowy, ale spółka zapowiedziała, że informację na ten temat ogłosi… 9 grudnia. I to na swojej stronie internetowej. Czujecie absurd? Co więcej, z naszych informacji wynika, że PR wyrzucą KMŁ ze swojej bocznicy.

Ale to nie wszystko. Bocznica jest własnością Skarbu Państwa. Skandaliczne jest więc to, że jeden przewoźnik publiczny może z niej korzystać, a drugi prawdopodobnie będzie musiał szukać alternatywy. – Będziemy płacili prywatnym firmom, zamiast mieć zaplecze techniczne na miejscu – grzmi prezes Stawowy.

Sęk w tym, że na decyzji PR nie ucierpi sama spółka należąca do województwa małopolskiego, ale – co oczywiste – pasażerowie. – Nie wykluczam, że część pociągów może zostać odwołanych – mówi nam Stawowy. – Jeżeli znajdziemy bocznicę  gdzieś poza Krakowem to może się okazać, że w razie awarii skład zostanie wyłączony nawet na cały dzień – argumentuje szef KMŁ. Dodaje, że kierowana przez niego spółka stała się ofiarą gry politycznej. Marszałek województwa małopolskiego Jacek Krupa związany jest bowiem z Platformą Obywatelską, a właścicielem PR jest Agencja Rozwoju Przemysłu, czyli spółka kontrolowana przez rząd PiS. Tylko co to wszystko obchodzi zwykłych pasażerów?

Co więcej, rzecznik prasowy PR ma czelność ironizować na łamach Dziennika Polskiego i śmiać się w twarz nie tylko władzom KMŁ, ale i wszystkim, którzy cenią sobie komfort KMŁ. Dominik Lebda stwierdza bowiem, że jego spółka nie jest zobligowana do współpracy z żadnym podmiotem. – Jako największy pasażerski przewoźnik w Polsce mamy odpowiednie zaplecze, doświadczenie, potencjał i kompetencje do realizacji zwiększonej – do poziomu oczekiwań marszałka – pracy eksploatacyjnej, a jak widać Koleje Małopolskie niekoniecznie – mówi rzecznik, cytowany przez Dziennik Polski.

Tymczasem Koleje Małopolskie dziennie przewożą  15 tysięcy osób. Jeżeli wyłączą choćby jeden skład, to 400 pasażerów nie dojedzie do domu / pracy / szkoły (niepotrzebne skreślić). I będą to jedyne ofiary dziecinady Przewozów Regionalnych.

Łukasz Mordarski

fot. KRKnews.pl

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.

Zobacz także:

O Twoje życie erotyczne zadba… ZIKIT! A właściwie już to robi