A gdyby tak... Polecane

Oto największa wylęgarnia polskiej patologii! Wstyd, przeogromny wstyd!

Morderstwa, gwałty, zaniedbane dzieci, porozbijane rodziny. To już naprawdę ogromna plaga. Gorsze niż grypa, która też wygląda niewinnie, a zabija bezlitośnie. Dla tego portalu piszę od blisko roku i ani razu nie przeklęłam. Teraz jednak nie wytrzymałam i krzyczę: “Dość najeba*ych Polaków” – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Kolejne fatalne statystyki długiego weekendu. Policja złapała na drodze pierdyliard pijanych kierowców, z czego bombyriard już wcześniej odebrano prawo jazdy z powodu jazdy pod wpływem.

Do schroniska trafił skatowany pies. Policja już zatrzymała właściciela, był kompletnie pijany.

I najświeższe, z ostatnich dni, przeczytane na KRKnews:

Podczas libacji pijany mężczyzna próbował zgwałcić 94-letnią kobietę.

Młody mężczyzna bił swojego ojca, próbował go kopać w głowę, a następnie pluł i ubliżał policjantom.

A, i najlepszy przykład – zabił żonę i dziecko, a następnie popełnił samobójstwo. Stwierdzono, że NIE był pijany.

Te wszystkie przykłady pokazują, że jesteśmy narodem ociekającym wódką, a to gorsze niż naród śmierdzący cebulą. Gdy dzieje się tylko coś złego, to z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że to z powodu %%%. A jeśli dzieje się coś strasznego, to musimy sobie wyjaśnić, że takie rzeczy to jednak NIE z powodu alkoholu.

To o czym słyszymy, to tylko kropla w morzu. Bo przecież wódka działa też za zamkniętymi drzwiami, rozbija rodziny, generuje olbrzymie pieniądze na leczenie schorowań i uzależnień. Wódka, wódka, wódka – wszędzie u nas leje się wódka.

Nie rzucę Wam statystykami, ale w Hiszpanii jest inaczej. Ludzie nie jeżdżą napruci, bo rzadko napruci w ogóle są. Kultura picia jest inna. Tu nie wali się wódy na umór, tylko popija wino, którym ciężko wykręcić 7 promili we krwi.

A gdy wchodzisz do knajpy, to barman od razu proponuje piwo, czyli 0,25 litra. A gdy bierzesz to większe, wybałusza oczy. Bo tu normą jest raczej konsumpcja, a nie alkozgony. 

Gdy tu wychodzisz na imprezę, to wychodzisz, a nie wyjeżdżasz autem. Bo jak już wyjedziesz z myślą: “zobaczymy, co się wydarzy”, to po alkoholu na pewno nie wpadniesz na roztropny pomysł powrotu tramwajem. Gdy do knajpy przyjedziesz autem, znajomi zrobią wielkie oczy. Bo wiadomo, że coś wypijesz, więc co dalej? U nas często ludzie będą po latach żartowali (szczególnie na wsiach): “Pamiętasz jak Józek ledwie trzymał się na nogach, a mimo to jeszcze odpalił i pojechał? Hahahahahah!”. Tu powodem do żartów to nie jest.

Nie wiem, czy da się u nas apelować o umiar i próbować wyplenić coś, co pączkowało w narodzie przez dekady. Ale możemy zmienić swoje podejście – losu nie kusimy i na imprezy idziemy z buta. A jak kogoś takiego spotkamy, to nie heheszki i żarciki, tylko dzwon w łeb i na tramwaj. Alarmujmy, gdy słyszymy pijackie awantury za ścianą. Bądźmy czujni, gdy nasze dorastające dzieci wypijają sobie piwko do snu.

Bo naprawdę czytam co alkohol robi z narodem i drżę. Popatrzcie kiedyś pod tym kątem na naszą patologię. Na zabitych pieszych, kierowców, dzieci, na zgwałcone kobiety i porozbijane rodziny. Popatrzcie i zrozumiecie, że wóda to wstydliwa wylęgarnia patologii.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

 

 

Ktoś w końcu musi to powiedzieć – na razie to są Igrzyska wstydu!