Miasto Polecane Publicystyka

Oto problem Krakowa! Kierowcy dziecinnych zabawek czują się tu jak królowie szos!

– Nagminnie nie przestrzegają zasad drogowych, jeżdżą i parkują gdzie chcą, tamując ruch i łamiąc pierwszeństwo przejazdu – pisze dla KRKnews o problemie meleksów Grzegorz Gondek ze Stowarzyszenia Wielki Kraków.

Zwiedzanie Krakowa to rzecz niezwykle przyjemna. Rynek, Kazimierz, Podgórze – te kiedyś osobne miasta, dziś stanowią jedną z najpiękniejszych tras turystycznych w Polsce. Podziwiać zgromadzone tam zabytki można w różny sposób, a jednym z nich jest przejazd meleksem. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie pewne “ale”…

Robią, co chcą

Elektryczne pojazdy krążą po ulicach miasta niczym wielkie dziecinne zabawki, a jednak krakowianie z ich obecności nie zawsze są zadowoleni. Każdy użytkownik drogi nie raz spotkał na swojej trasie cichobieżne autko, i prawie każdy psioczył na zachowanie prowadzących je kierowców. Otóż nagminnie nie przestrzegają oni zasad drogowych, jeżdżą i parkują gdzie chcą, tamując ruch i łamiąc pierwszeństwo przejazdu.

Ich ulubionymi miejscami postojowymi są drogi prowadzące na Wawel, przy przejściach dla pieszych na Podzamczu, czy tym prowadzącym do bramy bernardyńskiej. Prawie zawsze można tam na nich natrafić, zatrzymują się niby na chwilkę, przepuszczają przechodniów, a tak naprawdę szukają klientów. Powodują korki i niebezpieczeństwo, a zrobienie zdjęcia Wawelu nie mając w kadrze meleksa, graniczy z cudem.

To samo na innych ulicach. Sącząca się z głośników opowieść o dawnym Krakowie i mijanych miejscach, prawie zawsze jest powodem, by zwolnić bądź się zatrzymać, nie zważając przy tym na przepisy i jadące za nimi samochody. Osobną kwestią jest bezpieczeństwo uczestników takiego przejazdu. Nie raz, w dziesięcio- lub sześciomiejscowych meleksach, pasażerowie nie mają zapiętych pasów, niektórzy z nich kręcą się w fotelach bądź raczą się spożyciem zamaszyście przy tym gestykulując, a głos lecący z głośnika przerywany jest okrzykami zachwytu.

Zasady ciągle łamane

I nie chodzi tu o to, aby z gruntu potępiać tę formę zwiedzania, bo jest ona fajna i na pewno wrosła w krakowski krajobraz. Problem polega na tym, by była to forma bezpieczna tak dla turystów, jak i pozostałych użytkowników drogi.  Miasto, zgodnie z głosami mieszkańców, ograniczyło liczbę meleksów i wprowadziło zasady ich kursowania. Pytanie co z tego, skoro ciągle są one łamane?

Kierowcy meleksów nadal zajeżdżają drogę, ścigają się po wąskich ulicach i wymuszają pierwszeństwo na pieszych, myśląc, że są królami szos. Na nic zdają się tu wszelkie tłumaczenia, ocieplanie wizerunku i twierdzenie, że wszyscy się na nich uwzięli. Fatalna opinia będzie się ciągnęła za nimi tak długo, jak długo będą do niej dawać powody, a meleks jaki jest, każdy widzi…

Grzegorz Gondek

Stowarzyszenie Wielki Kraków

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.