Miasto Polecane Publicystyka

Panie Franek, puknij się Pan w łeb! To chamskie i bezczelne szkodzenie miastu

Panie Franek, ja się nie zgadzam na Pana eksperymenty. Nie zgadzam się na Pana projekty. Nie zgadzam się żeby mi Pan na siłę urządzał życie. Nie zgadzam się, żeby Pan prowadził swoje naukowe doświadczenia na żywej strukturze miasta – pisze nasz publicysta Kazimierz Krakowski. To jego komentarz do planowanego przez ZIKiT zrobienia z ulicy Dietla parkingu dla samochodów.

Wicedyrektor Łukasz Franek oraz podlegli mu pracownicy chcą, aby na ulicy Dietla jeden pas służył jako parking. Więcej o tej sprawie pisaliśmy tutaj: “Idiotyczny pomysł wejdzie w życie? Zamkną kolejną ulicę w centrum Krakowa”.

Nasz publicysta apeluje do Franka, aby zrezygnował z pełnionej funkcji. – Ja wiem, że to boli najbardziej, jak życie przegrywa z wizjami. Jak przegrywa się bitwę z samym sobą. Tym razem tak się stało. Może kiedyś się Panu uda, ale na razie nie Pan zacznie od mniejszej miejscowości – pisze Krakowski.

Nie zgadzam się na chamstwo

Ostatni pomysł ZIKiT-u dotyczący parkowania samochodów wzdłuż ul. Dietla to totalna poraża. Brak mi już słów. Pytam, kiedy skończy się ten koszmarny sen? Kto powstrzyma to szaleństwo? Trzeba w końcu powiedzieć dość. Koniec. Tak nie może być. Kraków to nie wasz prywatny poligon doświadczalny.

To, co chcecie zrobić na Dietla, to już nie jest skandal, to już nie jest farsa. To nawet nie jest dramat. To jawne, chamskie i bezczelne szkodzenie miastu i mieszkańcom Krakowa. I na takie chamstwo i bezczelność zgody nie ma.

Ludzie znieśli zrujnowanie przez was Kalwaryjskiej – ta ulica po prostu umarła. Tak, umarła. Zrobiliście z niej pustynie. I nie ponieśliście konsekwencji.

Teraz ludzie klną i płaczą stojąc w korkach lub szukając miejsca do parkowania, jeżdżąc często kilkanaście minut wkoło centrum. To, co zrobiliście wstawiając te słupki tak bezmyślnie, bez planu, przygotowania, pomysłu i to, co zrobiliście zmieniając ruch na jednokierunkowy na niektórych ulicach korkując inne, po prostu nie mieści się w głowie. I znów nie ponieśliście konsekwencji.

Patrzyłem na to. Nie wierzyłem. Ale to wszystko się stało. Jako mieszkaniec miałem poczucie kompletnej klęski. Czułem totalną bezradność. Postanowiłem zacisnąć zęby, „płakać” i dalej żyć. Bo co maiłem zrobić?

Pan nie jest żadną wyrocznią

Ale teraz wyraźnie widać, że takie rujnujące Kraków eksperymenty rozochociły was do dalszych, jeszcze bardziej karkołomnych i idiotycznych pomysłów. Nie zauważył Pan Dyrektorze Franek, że jest jakaś granica szalonych i szkodliwych decyzji? I Pan tę granicę pomysłem parkowania na Dietla przekroczył. Jest taki moment w życiu człowieka, że przelewa się czara goryczy. Że nie widzi się szansy na polepszenie sytuacji i pozostaje tylko bunt.

W końcu ktoś musi mieć publiczną odwagę to Panu powiedzieć.

Panie Franek, ja się nie zgadzam na Pana eksperymenty. Nie zgadzam się na Pana projekty. Nie zgadzam się, żeby mi Pan na siłę urządzał życie. Nie zgadzam się, żeby Pan prowadził swoje naukowe doświadczenia na żywej strukturze miasta.

Nie zgadzam się z forsowaną przez Pana wizją, że samochody nie mają jeździć po Krakowie. Pan nie jest żadną wyrocznią. Pomyliły się Panu rzeczywistości, a funkcja dyrektora w ZIKiT nie daje Panu nieomylności. Mnie się wydaje, że za bardzo i bez uzasadnienia uwierzył Pan w siebie.

Wyszła kompletna klapa

Pan ma pogodzić wszystkich użytkowników dróg: pieszych, rowerzystów, osoby korzystające z komunikacji miejskiej i tych, którzy poruszają się samochodami. Nie ma Pan prawa nikogo dyskryminować, tylko dlatego, że ma Pan taką wizję. Nie ma Pan prawa tak urządzać ruchu w mieście, żeby z premedytacją szkodzić tym, którzy jeżdżą autami. Pan ma te wszystkie żywioły drogowe godzić i równoważyć.

Jest Pan najlepszym przykładem tego, że naukowiec i „ekspert ruchów miejskich” nie powinien zajmować się bezkrytycznym wdrażaniem swoich pomysłów i nie powinien realizować swoich modeli w realnym życiu. Problem w tym, jak widać po Pana poczynaniach, jest taki, że model naukowy, który Pan lansuje, przyjmie wszystko, a życie nie. I niech Pan to w końcu zrozumie.

Ktoś to Panu musi napisać drukowanymi literami: PANIE DYREKTORZE FRANEK, ŻADEN Z PANA POMYSŁÓW SIĘ NIE UDAŁ! Wyszła kompletna klapa, którą widać teraz na ulicach.

Panie Franek, w życiu dyrektora przychodzi taki dzień, że trzeba zejść ze sceny. Pan zejdzie pokonany, ale wszystko przed Panem.

Ja wiem, że to boli najbardziej, jak życie przegrywa z wizjami. Jak przegrywa się bitwę z samym sobą. Tym razem tak się stało. Może kiedyś się Panu uda, ale niech Pan na razie zacznie od mniejszej miejscowości. Jest Zabierzów, Myślenice czy Zielonki. Warto popróbować przez jakiś czas na mniejszym organizmie, bo i szkody będą mniejsze.

Prezydentem Krakowa Pan nie będzie

Wystarczy pojechać lub przejść się po Krakowie rano lub popołudniem, żeby zobaczyć, do jakiego dramatu Pan doprowadził. Zakorkował Pan to miasto do granic przyzwoitości. I warto przyjąć to na klatę, warto zmierzyć się z rzeczywistością z pozycji ulicy, a nie gabinetu.

Miał Pan Kraków udrożnić, a zrobił Pan dokładnie na odwrót. To nie jest tak, że jak Pan powie, że ludzie mają nie jeździć samochodami, to oni jeździć nie będą. To tak nie działa. I powiem Panu dobitniej – to tak działać nie będzie.

Proszę nie równać wszystkich do siebie. Jak Pan chce chodzić na piechotę, to niech Pan chodzi. Jak pan chce jeździć na rowerze czy nawet taczkami, niech Pan jeździ. Chce Pan korzystać z komunikacji miejskiej? Niech Pan pojedzie tramwajem. A jak Pan potrzebuje jechać samochodem – niech Pan jedzie. I nich Pan pozwoli robić mi to samo.

Teraz nasuwają mi się pytania: dlaczego, po co i komu chce Pan zaszkodzić? Bo uważam, że Pana działania i forsowane przez Pana pomysły szkodzą Krakowi. Po co Pan to robi? Jaki jest cel tych działań?

Mam wrażenie, że jest to Pańska wizja kampanii na prezydenta Krakowa. Ale prezydentem Krakowa Pan nie będzie. Popularności nie buduje się na nieszczęściu innych. W polityce miejskiej trzeba ważyć racje wszystkich.

Kazimierz Krakowski

PS 1. Szanowny Pani Prezydencie, jest Pan ostatnią nadzieją. Błagam Pana, niech Pan powstrzyma to szaleństwo na Dietla. Proszę przejechać się samemu (bez kierowcy) przez Dietla albo przez kilka ulic w kierunku którejkolwiek z krakowskich sypialni. Proszę zobaczyć jak to wygląda.

Ps 2. Czas chyba dojrzeć do tego, żeby w Krakowie powstał ruch, który przeciwstawi się tym szaleńczym pomysłom. Kraków to nie jest niczyja prywatna własność, a na pewno to nie własność małych, oderwanych od rzeczywistości, krzykliwych grup tzw. ruchów miejskich, które zawłaszczyły przestrzeń publiczną. Grup wzajemnej adoracji, kompletnie odjechanych oszołomów, którzy chcą narzucić nam wszystkim swój obraz miasta.

Czas, żeby zwykli mieszkańcy też mieli coś do powiedzenia. Apeluję do Was, “zwykli”, “codzienni” Krakusi, zbierzmy się! To nie jest tak, że nie mamy prawa do swoich poglądów, do swoich racji i do naszej wizji Krakowa. Mamy taki same prawa jak te hipsterskie grupki, które chcą nam urządzać nasz dom bez naszej zgody. Trzeba zacząć walczyć o to, co w tym mieście najpiękniejsze, o jego normalność, zwyczajność, krakowskość.

(kk)

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.