Miastoman Polecane

Pomysł dla Krakowa – parki kieszonkowe należy przekształcić w pijalnie piwa

Urzędniczki, które udzielają ślubów w weekendy, powinny komputer, drukarkę, akta, pieczątki i dokumenty urzędowe wozić rowerem Wavelo, choć zdrowiej byłoby im na piechotę, zaś portierzy w każdym z budynków UMK nie powinni mieć na sobie nic więcej poza pawim piórkiem wetkniętym w… ucho – jak co piątek pisze dla KRKnews Miastoman.

Tym razem jest jednak bardziej zgryźliwy niż zwykle. Obrywa się niechętnym pomnikowi, mieszkańcom, a także Łukaszowi Gibale.

Zapraszamy na cotygodniową jazdę bez trzymanki ulicami Krakowa!

Pomnik… wyprowadzić!

Nie milkną strzały w batalii o usadowienie u stóp Wawelu pomnika AK. W skrócie: dawno temu wybrana została lokalizacja, ogłoszono konsultacje w tej sprawie (którymi pies z kulawą nogą się nie interesował), kombatanci ogłosili zbiórkę pieniędzy (nota bene: czy organizator już się z niej rozliczył?), a potem na białym koniu wkroczyli tzw. miejscy aktywiści, którzy pomnika pod Wawelem jednak nie chcą.

I choć ja sam uważam, że pomnik w tym miejscu nie jest dobrym, wręcz fatalnym pomysłem, to po przeczytaniu słów jednego z inicjatorów protestów, ręce mi opadły: „Wszyscy liczyli, że przedsięwzięcie zostanie powstrzymane, ale gdy już pojawił się przetarg – postanowiliśmy zaprotestować”. Pomijając wątek „wszystkich”, chcę powiedzieć, że nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy. Bo pachnie to zwyczajną anarchią. Pilnujcie drodzy tzw. aktywiści terminów i konsultacji – i wtedy blokujcie inicjatywy, które Wam „wszystkim” nie pasują.

Pomnik AK stanie pod Wawelem, ale najpierw tylko na… próbę

Bibit hera, bibit herus

Zmienili nam posłowie prawo. O ile do tej pory nie wolno było pić w miejscach publicznych, o tyle teraz samorządy mają decydować czy i gdzie na terenie gminy wolno będzie raczyć się alkoholem pod chmurką.  Już kiedyś pisałem o tym, linkowane nawet było zdjęcie jak wygląda brzeg Wisły w Warszawie po takim weekendowym popijaniu.

Taką Warszawę chcą nam przenieść do Krakowa!

Powiedzieć o tym syf – to nic nie powiedzieć. Zdecydowanie brakuje nam kultury osobistej i – moim zdaniem – nie dorośliśmy do takiego zachowania.

Tymczasem moja ulubiona redakcja “Dziennika Polskiego” ogłosiła sondę, w której pyta krakowian, gdzie w naszym mieście picie alkoholu powinno być legalne. Chyba niewielkim zaskoczeniem jest, że spośród wielu różnych odpowiedzi wygrywa taka: „W każdej dzielnicy powinno być wyznaczone jedno miejsce”. Szach mat. Lud chce pić na łonie natury. Ale mam pomysł – Zarząd Zieleni Miejskiej ma budować parki kieszonkowe w każdej dzielnicy. Proponuję od razu przekształcić je w pijalnie piwa i taniego wina.

Jak żona Cezara

Nie wiem, czy Państwo uwierzą, bo mnie było ciężko, ale powraca na łamy “Gazety Krakowskiej” Łukasz Gibała jako komentator działań urzędu miasta. O co poszło? O rejestr umów jakie zawarł urząd z zewnętrznymi podmiotami. A wśród nich były m.in. taksówki czy służbowe garnitury dla portierów. Oburzenie wielkie – bo jakże to? Urząd wydawać powinien jedynie na liczydła, atrament i od czasu do czasu ostrzenie piór. 

To prawda. Urzędniczki USC, które udzielają ślubów w weekendy poza siedzibą urzędu powinny komputer, drukarkę, akta, pieczątki i dokumenty urzędowe wozić rowerem Wavelo, choć zdrowiej byłoby im na piechotę, zaś portierzy w każdym z budynków UMK nie powinni mieć na sobie nic więcej poza pawim piórkiem wetkniętym w… ucho.

Natomiast Łukasz Gibała, zanim zacznie rozliczać kogoś innego z wydatków – powinien rozliczyć się ze swoich. Wszak w dalszym ciągu nie wiemy kto stał za kampanią mającą obalić legalnie wybraną władzę w mieście w tzw. referendum. A przynajmniej powinien się czerwienić od ucha do ucha, mówiąc o pieniądzach. Bo nie jest jak żona Cezara – poza wszelkimi podejrzeniami.

Bezczelność czy zwyczajny troll?

Czasem się zastanawiam, czy głosy oburzenia, jakie pojawiają się w mediach w postaci listów do redakcji są wynikiem głupoty lub bezczelności piszących, czy są efektem działania trolli internetowych, czyli – w tym wypadku – specjalnie wynajętych osób, mających pisać na dany temat.

Czytam oto na stronach Radia Kraków list zrozpaczonej mieszkanki Krakowa, która po ostatnich zmianach w komunikacji miejskiej musi przesiadać się wioząc dziecko do szkoły. I litościwie, pomijam już to, co wytknęli paniusi szybko Internauci – że akurat ta linia tramwajowa tylko wróciła na starą trasę. Chciałbym zapytać ową mieszkankę: czy nie wolałaby wrócić do szkoły rejonowej dla swojego dziecka? Nie musiałaby wtedy dymać przez całe miasto i albo przesiadać się w tramwaju, albo – co gorsza – generując niepotrzebny ruch samochodowy.

Miastoman

Znajdź Miastomana także na Facebooku – TUTAJ.

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.

Minister z Krakowa na dobrej drodze do zostania premierem!