Aktualności Polecane Polityka Publicystyka

Robią sobie jaja z krakowian. Ktoś tu zaraz pęknie z zadufania!

Rozbawił mnie ostatnio Aleksander Miszalski. Wiem, że nie kojarzycie gościa, więc przedstawiam: radny Krakowa i nowy szef Platformy Obywatelskiej w Małopolsce. I to powinno Wam w zupełności wystarczyć. Tenże człowiek, aspirujący do miana polityka, udzielił wywiadu jednemu z lokalnych portali, w którym stwierdził, że każdy kandydat PO na prezydenta Krakowa wygrałby z kandydatem PiS.

Śmiała teza, poparta… chyba tylko i wyłącznie „bo tak mi się wydaje” przewodniczącego Miszalskiego.

Platforma gra trzema nazwiskami: Róży Thun, Bogdana Klicha i Bogusława Sonika. No to po kolei:

Thun – europosłanka, która tak się kojarzy z Krakowem jak Miszalski z wielką polityką – obydwoje by chcieli. Thun jednak na co dzień pracuje w Brukseli, a Miszalskiego od wielkiej polityki dzieli tyle, co Kraków od stolicy Belgii, czyli jakieś 1 200 km.

Klich – senator, były minister obrony, który bardziej kojarzy się z katastrofą smoleńską i wykładami na temat bezpieczeństwa na światowych uczelniach niż z przyziemnymi problemami Krakowa.

Sonik – kto?!?! Zapytałem dziesięciu przypadkowych krakowian. Trzech kojarzy nazwisko, ale dwóch myśli, że chodzi o tego Sonika, co wygrywał rajd Dakar [Rafała – dop. autor], a jeden kojarzy TEGO Sonika ze spacerów z psem po krakowskich plantach. Innych skojarzeń brak. Aha, poseł na Sejm tej kadencji. No właśnie. Wiem, że jesteście zaskoczeni. Też musiałem sobie wygooglować.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o krakowską PO, z której ucieka, kto może. Ci, co nie mają dokąd uciekać i tak zaraz zaczną wyskakiwać za burtę, bo po co siedzieć w przeciekającym kutrze na środku oceanu?

Panie przewodniczący Miszalski, wiem, że Panu się wydaje, że jest Pan kapitanem wielkiego statku, ale tak naprawdę kieruje Pan czymś w rodzaju wspomnianego już kutra, na którym zostały same płotki. Doceniam Pana doskonałe samopoczucie i przekonanie o wielkości kandydatów PO, ale przypominam tylko, że w ostatnich wyborach na prezydenta Krakowa kandydatka Platformy [Marta Patena] nawet nie powąchała drugiej tury. Za to kandydat PiS [Marek Lasota] walczył do samego końca z Jackiem Majchrowskim.

A, byłbym zapomniał. Szef małopolskiej PO, mimo że jest przekonany o – jak mówi młodzież – zajebistości swoich kandydatów, zastanawia się jeszcze, czy przypadkiem nie poprzeć w wyborach Majchrowskiego. Hmm… hipokryzja? Skoro jesteśmy tacy fajni to po co szukać kandydata spoza partii i błagać go, aby ten był zainteresowany takim poparciem?

Nie bardzo widzę, że mogłoby to działać w druga stronę, bo w dzisiejszych czasach poparcie PO znaczy tyle, co poparcie pana Józka spod budki z piwem. Chociaż pan Józek może mieć wpływ przynajmniej na swoich pięciu czy siedmiu kolegów od browarka. A Miszalski?

Łukasz Mordarski

Zdjęcie tytułowe: wikimedia / Tadeusz Rudzki

 

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.

Zobacz także:

Ej, uchodźcy, zapraszamy do Krakowa. Macie sporo ścian do obstawienia