Aktualności Miasto

Rowerowi terroryści wracają

Stało się. Rowerowi terroryści wracają. Masa Krytyczna, która regularnie korkowała Kraków będzie jeździć jeszcze częściej. Mimo pierwotnych zapowiedzi, że… jest lepiej i rowerzyści rezygnują z dalszych przejazdów. Jednak wśród zbuntowanych pojawili się kolejni zbuntowani, którzy buntują się przeciwko zbuntowanym i światu. Zaprawdę powiadam Wam, nie idźcie tą drogą.

Ale po kolei. Organizatorzy comiesięcznych przejazdów rowerowych chcą jeździć raz na kwartał. Ale część cyklistów się na to nie zgadza… więc będą dwie Masy Krytyczne. Jedna będzie jeździć do miesiąc, a druga co kwartał. Korki w mieście będą więc i w piątek i w sobotę. – I w pozostałe dni też, bo tworzą je przecież kierowcy – dopowiedzieli teraz z dumą rowerowi terroryści.

Dodam jeszcze, że jakiś czas temu organizatorzy Masy (tej pierwszej) poinformowali, że Kraków staje się miejscem przyjaznym dla miłośników jednośladów. I nawet coś tam sobie z władzami miasta wynegocjowali. Ku chwale ojczyzny i rowerzystów. No ale wszystko wzięło w łeb, bo buntowników wśród innych zbuntowanych nie dało się ujarzmić.

Abstrahuję od tego czy Kraków jest przyjazny rowerom czy nie. Może i ścieżki rowerowe kończą się w miejscach, w których nie powinny. Może brakuje innej infrastruktury, stojaków, czy coś. Może na głowę leje deszcz, bo ścieżki (te, które są, a jest ich przecież mało) nie są zadaszone. Może i zimno w ręce i głowę, bo Polska to kraj, w którym temperatury spadają poniżej zera. Może i aut za dużo, bo… w Holandii każdy to ma rower, a nawet i dwa. Bogatsi mają po trzy, do pięciu. No ale w Holandii można się jeszcze legalnie ujarać, a i chłop z chłopem może co tylko zechce. Na szczęście są tanie loty z Krakowa do Amsterdamu czy Eindhoven. To tak, gdybyś komuś Holandia się spodobała.

Ja nic do rowerzystów nie mam. Przysięgam. Ja się tylko buntuję przeciwko zbuntowanym buntownikom, czyli rowerowym terrorystom. Bo co oni chcą osiągnąć blokując Kraków? A co im winna pani Jasia co to dziecko właśnie autem [a fuj!] wiezie na zajęcia pozalekcyjne? A co im winien pan Józek, który akurat z kochanką do lasu także autem – a jakże – na wycieczkę się wybrał?

Drodzy rowerowi terroryści, jeśli problemem jest brak ścieżek rowerowych to weźcie swoje jednośladowy i blokujcie samochody urzędników (prezydenta, premiera, urzędasa z ZIKIT-u i innych). Jeździjcie sobie wokół Leksusa prezydenta Majchrowskiego i go blokujcie ile chcecie. Chłop nie wyjedzie, a to on ma realny wpływ na ścieżki rowerowe. Jeździjcie wokół samochodów radnych, którzy głosują na co przeznaczyć pieniądze i dlaczego na żłobki, przedszkola, zachcianki, a nie ścieżki. O, to będzie kara. To oni, a nie pani Jasia czy pan Józek, mają realny wpływ na politykę rowerową w mieście.

Drodzy rowerowi terroryści, im dłużej rolnicy protestowali w Warszawie tym bardziej tracili poparcie społeczne. Bo oni nie utrudniali życia urzędnikom, ale mieszkańcom. Groźby były fajne, ale zwykłym mieszkańcom się przejadły. Nie można w cywilizowany sposób? Posiedzieć, pogadać z prezydentem czy radnymi, postraszyć, że ich nie wybierzecie na następna kadencję, użyć sensowych argumentów…

Rowerzyści protestują, taksówkarze protestują, rolnicy protestują, pielęgniarki protestują, hutnicy protestują, kolejarze protestują… Ja rozumiem, że w kraju [Krakowie] źle się dzieje. Ale może by te protesty przybrały formę, która naprawdę dotknie rządzących, a nie mieszkańców? Władze można zmienić – demokracja jest. I dzięki tej demokracji możecie sobie, drodzy rowerowi terroryści, jeździć ile tylko chcecie. Ale demokracja – w założeniu – ma służyć ludziom, a nie utrudniać im życia…

Rafał Galus