Lifestyle Polecane

Śmierć po Krakowie jeździ w taksówkach. Przerażające, co oni rozwożą!

Zamawiasz taksówkę. Ustalona godzina, miejsce odbioru, a także samochód. Ale ten samochód nigdzie cię nie zawiezie. On przyjechał do ciebie z Anetą (amfetamina), Matim (mefedronem), marihuaną czy dopalaczami. Taxi-dilerzy w Krakowie mają się bardzo dobrze, a narkobiznes kwitnie w najlepsze.

Pizza z dostawą to już przeszłość – teraz bez wychodzenia z domu można zamawiać narkotyki. Narkomanii nie muszą więc szukać dilerów po mieście, tylko dzwonią na taxi.

Przyjeżdża zamówiony towar, płacisz, zabierasz i po sprawie. Weźmiesz jeden gram, ale na tym na pewno się nie skończy…

Za pierwszym razem przywożą narkotyki pod same drzwi, ale później nie odpuszczają i łatwo się ich nie pozbędziesz, bo wysyłają SMS-y z aktualnymi promocjami i nowościami, namawiając na kolejny zakupy.

Ważne, że kopało

– Piszesz co chcesz i ile, a za pół godziny to masz – mówi nam Kamil. Chłopak przyznaje, że przez jakiś czas był klientem taxi-dilerów i finał tego był tragiczny.

Najpierw zamówił gram „kryształu” na spróbowanie i nie zawiódł się. – Towar bardzo dobry, dawał kopa. Dodatkowo miałem go w niecałą godzinę – wspomina.

Na tym się jednak nie skończyło. Taxi-diler zapewnia bowiem „asortyment” na każdą imprezę. Gdy przestaniesz się z nim kontaktować, sam zacznie wysyłać wiadomości z „super ofertami”. Proponuje zakup po niższej cenie lub informuje o nowej, mocniejszej odmianie narkotyku.

Kamil przyznaje, że po jakimś czasie sam już nie wiedział, co właściwie bierze. Przypuszczał tylko, że były to różne odmiany dopalaczy. Zawsze kryształki – raz przezroczyste, raz bardziej żółtawe. – Nie dopytywałem co to dokładnie jest. Ważne, że kopało – wspomina.

Pogarda

Gdy na drugi dzień zawsze obiecywał sobie, że kończy z narkotykami, otrzymywał od taksówkarza kolejnego SMS-a z super ofertą.  I dostawał od niego wszystko, co chciał.

Po pewnym czasie łatwo dostępne narkotyki totalnie go wciągnęły. Tak bardzo, że przestał chodzić do pracy i zaczął pożyczać pieniądze od znajomych i mamy. Później podnajmował część wynajmowanego przez siebie mieszkania, oczywiście bez zgody właściciela. Ale i to było mało, więc zaczął wyłudzać pieniądze od różnych ludzi.

W końcu matka i dziewczyna przycisnęły go do muru. Przyznał się do nałogu i poddał leczeniu w „MONARze”. Dziś mieszka i pracuje w Anglii, połowę pensji przeznacza na spłatę długów, a o taxi-dilerach opowiada z pogardą.

Więksi są kontrolowani

Zapytaliśmy jednego z taksówkarzy o handel narkotykami (oczywiście nie zdradzając, że jesteśmy dziennikarzami). Przyznał, że faktycznie to zjawisko jest dość popularne. Mówił, że kierowcy dużych i znanych firm taksówkarskich nie mogą sobie jednak na to pozwalać, bo są kontrolowani.

Przepytaliśmy też sporo osób podczas sobotnich imprez w krakowskich klubach. Niektórzy nawet pokazywali nam numery do taxi-dilerów, ale nie polecali „zakupów” u nich, bo „dają najgorszy syf, czasami pomieszany z solą”.

Syf, którego kilogramy codziennie jeżdżą po Krakowie…

PH

Szczegóły tragedii w Niepołomicach. Podejrzany morderca był dziennikarzem, pracował w znanym klubie piłkarskim