Aktualności Czarny wtorek Polecane

Sprytna nawigacja, czyli skróty sprytne i… śmiertelnie groźne

Dzięki tej aplikacji mój każdy wyjazd samochodem w nieznane kończy się niezwykła przygodą. Google Maps nie przestaje mnie zaskakiwać.

Lista zalet aplikacji jest długa, co najważniejsze – nie pozwala nam się zgubić (dopóki łapie sygnał GPS). Ale od kiedy algorytmy analizują natężenie ruchu samochodowego i proponują alternatywne trasy, aplikacja stała się groźna szczególnie dla mieszkańców.

Trasa Bielsko-Biała – Zator – Kraków. Nic, co zapowiadałoby emocje, a jednak Google Maps (GM) sprawia, że krew buzuje. W pewnym momencie aplikacja podpowiada, że znalazła szybszą trasę, trzeba tylko skręcić w prawo, już zaraz. Brak czasu na refleksję – skręcam. Nagle znajduje się na wąskiej uliczce wśród jednorodzinnych domów. Zerkam raz jeszcze na telefon: “Na pewno tutaj?”. Tak, tutaj. Wprost między domy. Ludzie trzepią dywany, kury przechadzają się leniwie wzdłuż drogi, a ja jadę – wielki biznesmen od siedmiu boleści z jednego świata biznesu w drugi.

Rozsądek podpowiada, że należałoby ściągnąć nogę z gazu, przecież na jezdni w każdej chwili może pojawić się kot, kura, gęś, kaczka, lub – o zgrozo – dziecko.

Ale z drugiej strony Google podpowiada – tędy dojedziesz szybciej. Zdaje się, że dla tej aplikacji, w ferworze szukania skrótów, nie ma znaczenia klasa drogi, ona nie patrzy na dzieci bawiące się na poboczu. „Jedź, tędy, gazu, a będziesz 6 minut wcześniej” – ponagla.

Ja osobiście jestem człowiekiem niesamowicie rozsądnym (ot choćby płatki śniadaniowe – nigdy nie odważyłbym się zjeść ich na kolację), więc odpuszczam te minuty, zwalniam, obserwuję pobocze, rozglądam się za piękną Polską. Dla przykładu dziś odnalazłem efektowny ośrodek Molo w zapomnianym przez świat Osieku. I nawet zatrzymałem się na kawę, by napisać ten tekst, a minuty szlag trafił. Trudno, kiedy indziej zaoszczędzę.

Ale ilu znajdzie się takich, którzy za poradą GM będą bezrefleksyjnie pędzić tymi opłotkami na złamanie karku, byleby uszczknąć obiecane minuty? Pewnie wielu. A choćby jeden może okazać się za wiele.

Pędząc przez prowincję powinniśmy pamiętać, że wpadamy, na ten ułamek sekundy, w czyjeś życie, w czyjś mir przydomowy. Może akurat mały Kazio jedzie rowerkiem do kolegi Antka pożyczyć jakąś bardzo ważną zabawkę. Musi tylko przejechać na drugą stronę małej wiejskiej dróżki. Nich tej wyprawy nie zakłóci przejeżdżające bmw.

Ja już wiem. Gdy GM mówi, że ma pewien pomysł, lepiej z góry go odrzucić. To trochę jak kolega otwierający flaszkę wódki ze słowami: “Wypijmy i sprawdzimy, co się stanie”. Nie dziękuję, tym razem nie skorzystam z propozycji GM. No, chyba, że mam ochotę na przejażdżkę krajoznawczą.

Czarny Wtorek nietypowo w środę, za co gorąco przepraszam. To już się nie powtórzy. Przynajmniej w tym tygodniu.

(mm)

fot. Soledadsnp via Pixabay.com

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Tutaj już jest ten zakaz, który wszyscy omijają. Wkrótce także u nas