Aktualności Miastoman Polecane

Szopka świąteczna – odprawa posłów. O tym, jak Jacek Majchrowski…

Miastoman dziś nietypowo, świątecznie. A z czym kojarzą się święta? Ano z szopką. To nic, że z szopką kojarzą się akurat święta Bożego Narodzenia, a nie Wielkanocne, wszak Miastoman całkiem normalny nie jest (lubi Majchrowskiego na przykład, a nie lubi budżetu obywatelskiego).

Zatem dziś szopka świąteczna pt. „Odprawa posłów”.

W roli głównej jak najbardziej istniejący w rzeczywistości: prezydent Jacek Majchrowski, sekretariat prezydenta, posłańcy i posłowie PiS, PO, SLD, Nowoczesnej, PSL, tzw. aktywistów oraz żona prezydenta.

Nie wiemy tylko (autor też nie wie), czy takie spotkania odbyły się w rzeczywistości, a jeśli nawet się odbyły, to czy takie rozmowy brzmiały choć minimalnie podobnie. Ostatnio w wywiadzie prezydent zdradził tylko zdanie swojej małżonki.

Akt I

Sekretariat: Czy pan prezydent przyjmie przedstawicieli krakowskiej Platformy Obywatelskiej?

Prezydent: A przyjmę, czemu nie…

Wchodzą we dwóch. Jeden młody przewodniczący, drugi łysy przewodniczący.

Posłańcy z PO: Dzień dobry panie prezydencie! Chcielibyśmy się tylko przypomnieć w kwestiach zjednoczenia opozycji i wspólnego kandydata na urząd prezydenta Krakowa. Pan prezydent obiecywał, że zdejmie nam problem z głowy i wystartuje również w naszym imieniu… No żywcem nie ma kogo wystawić – obydwie nasze kandydatki, zarówno radna Jantos, jak i Patena pożegnały się z klubem PO w radzie miasta. Liderzy raczej do sejmu będą się starać, koła partyjne coraz mniej liczne, sympatycy się wykruszają, no nie ma nawet jak łapanki zrobić. Zresztą, kto by się teraz na kandydowanie połakomił, jak partia dołuje jednak w sondażach i to jak pchanie się lwu w paszczę… Pan prezydent wystartuje? My już obiecujemy być wiernym koalicjantem w przyszłej kadencji, naprawdę. Wspierać będziemy pana, i nie mieć innego zdania… Co? Będzie pan kandydował?

Akt II

Sekretariat: Czy posłannictwo z Nowoczesnej pan prezydent przyjmie?

Prezydent: Prosimy!

Wchodzą we dwóch. Dumnie lśnią w klapach literki „N”. A może „Sejm”?

Posłowie z Nowoczesnej: Panie prezydencie, proszę się nie przejmować tym co w gazetach piszą – że my własnego kandydata szukamy. No musimy tak mówić, powaga partii, nadwyrężona przez Ryśka, tego wymaga. Więc opowiadamy, że toczymy rozmowy z profesorami, z przedsiębiorcami… Ale kto by tam chciał… Jak tak dalej pójdzie, to gotowa radna Jantos się zgłosić, albo – nie daj Boże – Łukasz Gibała… A jakby pan ogłosił, że się zdecydował, to łatwiej będzie nam się wycofać z tych niby-rozmów. Bo będzie pan kandydował?

Akt III

Sekretariat: Przedstawiciel aktywistów do pana prezydenta…

Prezydent: Zapraszamy Pana!

Wchodzi, głowa wysoko podniesiona, wzrok maślany, policzki pucołowate.

Aktywista: Panie prezydencie, nie będę ukrywał, że jako aktywista muszę być w kontrze do pana. Ale na litość boską, nie może pan dopuścić, żeby wygrali ci z PiS. Przecież oni wszędzie pomniki postawią. A z panem to idzie się dogadać. Będzie pan kandydował?

Akt IV

Sekretariat: Pan poseł z PSL, do pana prezydenta…

Prezydent: Witamy, witamy serdecznie!

Wchodzi młody, wysoki, ciągle dobrze rokujący.

Poseł z PSL: Panie prezydencie kochany! Pan musi kandydować, bo jak nie pan to kto? Myśmy jeszcze nie gotowi, ruch ludowy zawsze był i będzie, ale dopiero rośniemy w siłę. Mamy nadzieję na powtórzenie dobrego wyniku w Sejmikach, ale w mieście to jeszcze nie… Jak to, czy ktoś od nas mógłby kandydować? Żartuje pan? To ja chciałem zapytać i grzecznie poprosić, żeby wziął pan naszych na swoje listy do rady miasta… Bo przecież będzie pan kandydował?

Akt V

Sekretariat: Kolejny aktywista u drzwi stoi…

Prezydent: Prosić, prosić!

Wchodzi już-nie-młodzian ze spłoszonym wzrokiem. Lekko czuć go rybą.

Aktywista: Ja wiem, żeśmy się sprzeciwiali. Ja wiem, że przez nas to referendum. Ale ja pana proszę – ja szans nie mam żadnych. A przecież nie może tu zasiąść nikt z prawicy. Wtedy nas lewicowców wytępia jak nic. Pan kandyduje, bardzo proszę w imieniu swoim i zespołu…

Akt VI

Prezydent wychodzi z gabinetu.

Prezydent: A gdzie są posłańcy z SLD? Czy oni…?

Akt VII

Sekretariat: Hm, hm, panie prezydencie, delegacja z partii rządzącej do pana prezydenta.

Prezydent: Oczywiście, niech wejdą!

Wchodzą. Kilku. Nie do opisania jakie towarzystwo wymieszane. Miny też zmieszane.

Posłańcy z PiS: Panie prezydencie, my krótko powiemy. Musi pan. Bo jak nie, to mamy problem. W zasadzie każdy znany od nas nastawił się na karierę w Warszawie. Andrzej na drugą kadencję. A Zbyszek, Małgosia, Beatka nawet nie bardzo chcą. Mówimy, przekonujemy – wygrasz, nasze poparcie sondażowe wysokie. To, nie. No więc my byśmy bardzo chcieli, żeby Pan jednak na złość tym naszym wystartował. Pan człowiek poważny, koalicję zrobimy, wieceprezydentów od nas pan powoła i przez 4 lata wyhodujemy naszego kandydata, a nie z zaciągu, z Warszawy szukać będziemy musieli… Sztama? Będzie pan kandydował?

Epilog. Późnym wieczorem, w domu

Żona prezydenta: Jacku, czemu masz kartkę na szyi? Co tam masz napisane, pokaż… „Jeszcze nie zdecydowałem czy będę kandydował.” Męczą cię wszyscy? A co to nie dadzą sobie rady bez ciebie? I pewnie wszyscy u ciebie byli, żeby cię przekonywać, bo jedni nie chcą oddać Krakowa drugiemu, co? Dałbyś sobie już z tym spokój. Nie będziesz kandydował, co?

Prezydent: Bardzo dobry żur, Barbaro. Wystarczy na jutro?

Więc i ja na Wielkanoc i żuru, i spokoju i w ogóle wszystkiego dobrego życzę!

Miastoman

Znajdź Miastomana także na Facebooku – TUTAJ.

Zdjęcie tytułowe: Pixabay

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.

Zobacz także:

Kraków też ma swojego Ryszarda! Oryginalny poleciał na Maderę, a nasz wybrał…