Miastoman Polecane

Tego krakowskiego zagłębia knajpiano-imprezowego chcą bronić do upadłego! Chociaż…

„Jest problem z hałasem, wiedzą o tym sami wynajmujący, mieszkańcy się skarżą, ale według aktywistów i niektórych dziennikarzy, nic lepszego w tym miejscu nie może powstać jak zagłębie knajpiano-imprezowe… I bronić trzeba go do upadłego” – pisze w najnowszym felietonie dla KRKnews Miastoman.

Jest o Dolnych Młynów, Swoszowicach i cwanym panie Krystianie. Jest też o Gibale o Harpuli, choć naprawdę miało nie być…

Na cotygodniową jazdę bez trzymanki ulicami Krakowa zaprasza Miastoman.

Kto wierci dziurę?

Czytam w gazecie, że dzierżawcy terenu przy ul. Dolnych Młynów odmówili wpuszczenia na teren dawnej fabryki cygar geologów przysłanych przez właściciela terenu. Mieli oni zrobić odwierty badające grunt pod posadowienie budynków – może hotelu, może budynków mieszkalnych. Ale zarządzająca terenem fundacja powiedziała: „nie”. I co nam zrobicie?

Potem jednak spuściła nieco z tonu i powiedziała, że owszem, wpuści ekipę, ale chciałaby coś w zamian – na przykład pomoc w uzyskaniu decyzji na zainstalowanie ekranów akustycznych, które – uwaga! – mają uchronić przed hałasem mieszkańców okolic. Czyli: jest problem z hałasem, wiedzą o tym sami wynajmujący, mieszkańcy się skarżą, ale według aktywistów i niektórych dziennikarzy, nic lepszego w tym miejscu nie może powstać jak zagłębie knajpiano-imprezowe… I bronić trzeba go do upadłego.

Jak ukraść budynek

Miasto sądownie stara się odzyskać budynek Oleandrów – Domu im. Józefa Piłsudskiego przy Błoniach. Na jego straży stoi od lat Krystian Waksmundzki – człowiek, który go przejął, zamknął, i pod płaszczykiem utrzymywania w nim Muzeum Czynu Niepodległościowego, okupuje. Sprytnie wykorzystuje przy tym zawiłości i opieszałość postępowań sądowych, by uniemożliwić miastu wejście do środka i rozpoczęcie remontu zabytkowego gmachu.

Ostatnio dziennikarzowi jednego z portali udało się zwiedzić „muzeum”. Jego opowieść, jak i zdjęcia z nieogrzewanego budynku są dosyć przerażające. Oprócz widocznej postępującej degradacji substancji budowlanej, mają być tam złożone rzeczy dziwne i makabryczne: czaszka z Katynia, prochy wicepremiera i generała. Jak rozumiem dziennikarzowi nie udało się wśród rupieci odnaleźć buławy marszałka Rydza-Śmigłego. Wyrok za jej kradzież z Częstochowy Waksmundzki częściowo odsiedział. Ale mimo tego, artefaktów nie zwrócił. Oleandrów również nie chce.

Jak zamieszać w teatrze

Znów zamieszanie z teatrem w Krakowie. Tym razem z Teatrem Stu – grupa radnych przygotowała projekt uchwały intencyjnej zmierzającej do przejęcia teatru w całości pod skrzydła miasta (w tej chwili w połowie łoży na jego utrzymanie samorząd wojewódzki). Co ciekawe – o pomyśle takim nie wiedzą ani urzędnicy prezydenccy, ani marszałkowscy, ani nawet dyrektor naczelny teatru.

Igła wyszła z worka, gdy tłumaczyć naokoło zaczęła to radna – autorka projektu uchwały, Małgorzata Jantos. Ależ, uchwała jest tylko kierunkowa, więc tylko wyznacza cel, w którym urzędnicy powinni zmierzać; konsultowana była z dyrektorem artystycznym, który od lat zabiega o przekazanie teatru miastu. Całe zamieszanie dobitnie skomentował Grzegorz Lipiec, członek Zarządu Województwa: „Jak ktoś bez konsultacji z teatrem i Zarządem Województwa robi taką wrzutkę to zależy mu raczej na własnym rozgłosie, a nie na załatwieniu sprawy.”

Znów tną drzewa!!!

Olaboga, olaboga, ratujcie panowie dziennikarze! Znów tną drzewa! Toć to skandal, antychrysty jedne! – w zasadzie tak mógłby brzmieć telefon, który na nogi postawił pracowników jednej z gazet, i spowodował, że aż kapoty furgotały, gdy biegli na teren uzdrowiska w Swoszowicach.

Na miejscu okazało się jednak, że owszem, ponad 200 drzew pójdzie pod topór, ale… na olbrzymim obszarze, nieporządkowanym od lat; w ścisłym uzgodnieniu z ekologami i nie „znika cały park” jak donosił usłużny mieszkaniec. Mają być nowe nasadzenia, mają powstać obiekty infrastruktury sportowej, a poza tym, to kolejny etap rewitalizacji uzdrowiska. Uzdrowiska, które ma leczyć, a nie czyhać na kuracjuszy uschniętymi konarami.

Nic o Gibale

No i miało nie być nic o Łukaszu Gibale w tym felietonie, jednak bez niego nie da się obejść. Ciągle wyskakuje z lodówki, gdzie się nie obrócić. Teoretycznie powinno go to cieszyć – wszak buduje rozpoznawalność. Wydaje mi się jednak, że ostatnio pojawia się w tylu nie najlepszych konfiguracjach, że powinien coraz więcej kasy gromadzić, by kiepski trend odwrócić jeszcze większą liczbą płatnych reklam…

“Tak, jestem dziwką”, czyli czego redaktor może się nauczyć od prostytutki

Oto w tym tygodniu okazało się, że stanowisko stracił współpracownik Gibały, będący redaktorem naczelnym Gazety tzw. Krakowskiej Wojciech Harpula. Zasłynął on tym, że dokonywał on redakcji tekstów Gibały: a to wywiadu udzielanego konkurencyjnym mediom, a to pozycji książkowej. I choć sam Harpula, jak tchórz, ukrył się za plecami rzeczników prasowych nie komentując tej sprawy, to wydawnictwo jednak uznało, że sprawa jest poważna i Harpulę odwołało. Mam zatem nadzieję, że chociaż ilekroć spojrzy w lusterko, płonie ze wstydu…

Miastoman

Znajdź Miastomana także na Facebooku – TUTAJ.

zdjęcie tytułowe / fot. wizualizacja

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.

Co za gniot! Krakowianie zaczną pisać na siebie donosy