A gdyby tak... Polecane

To miejsce w Krakowie jest straszne! Tu nawet biedaka oskubią z ostatniego grosza

To był równie bolesny widok jak naplucie żebrakowi w twarz. Targi, negocjacje, wydzieranie ostatniego grosza. Rzecz, która potrafi obrzydzić najpiękniejszy dzień – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Jak już pisałam, na jakiś czas wróciłam do Polski. Nie żałuję, bo Kraków ma wiele zalet, szczególnie latem. Niestety, o wszystkich zapomniałam pewnego słonecznego przedpołudnia.

Wybrałam się na zakupy na Plac na Stawach. Owoce, warzywa, jajka, jakieś drobnostki, a na koniec kawa – stary dobry zwyczaj z hiszpańskich targów. Wszystkiego mi się jednak odechciało, gdy usłyszałam pewien dialog. 

Może jajka?

Starsza kobieta, na oko dobrze po 80-tce. Możliwe, że przyjezdna, bo wokół niej pełno toreb (jak ona je wszystkie przytargała?!). Siedziała z boku na małym krzesełku i raz na czas słabym głosem zagadywała: “Może potrzeba jajka?”. 

Za chwilę podszedł facet, około 40 lat, schludnie ubrany, firmowe buty, firmowa koszulka polo, porządny telefon. No i się zaczyna:

Facet: – Po ile te jajka?

Babcia: – Po złotówce.

F: – A w sklepie są po 60 groszy.

B: – Ale te są od wiejskich kur.

F: – Tak, wszyscy mają od wiejskich kur. Dam 8 złotych za 10 jajek.

B: – Nie, za 10 jajek to jest 10 zł.

F: – Ale spuściłaby co pani.

B: – Nie da rady. Ja tu muszę przyjechać, dać kurom jeść, a to wszystko kosztuje.

F: – Nie, to nie. Pani strata.

I odchodzi. Odchodzi on, a ja zostaję… wbita w ziemię! Bogaty facet, który pewnie te 10 zł zarabia w kwadrans, targował się z biedną babcią o 2 zł. Babcią, która ma na tyle niską emeryturę, że na starość musi rozbijać się po Krakowie, targać torby i użerać się z takimi kretynami. 2 złote! Dla niego drobne, dla niej pewnie kwota, za którą często musi sobie przygotować obiad.

Upodlenie za 2 złote

I już oczami wyobraźni widziałam tego faceta, który z uśmiechem je kolację w drogiej restauracji i chętnie daje napiwek. Nie targuje się z kelnerami, tylko rzuca na stół 1o proc. napiwku, czyli np. 20 zł. Napiwku, czyli czegoś ekstra, dodatku do pensji. Ale przecież w porządnej restauracji targować się nie wypada, za to wypada pokazać gest. Co innego targ, tu można upodlić człowieka za 2 zł…

Spytacie pewnie, czy w Hiszpanii nie jest podobnie. Szczerze? Nie wiem, bo na targu, na który chodzę, są tylko normalni handlarze, którzy sprzedają produkty hurtowo. Nie ma biednych babć z głodowymi emeryturami. I bardzo dobrze, bo takich widoków jak ten Na Stawach bym nie zniosła.

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Krakowscy egoiści! To przez Was miasto stoi w korkach