Aktualności Czarny wtorek Polecane

Tutaj już jest ten zakaz, który wszyscy omijają. Wkrótce także u nas

Polak nigdzie nie czuje się bardziej u siebie niż u siebie. A gdy nie może być u siebie, nigdzie nie czuje się bardziej jak u siebie, niż na Węgrzech. Choć nie kuma zupełnie nic.

Wypadł mi w marcu nieplanowany urlop. Decyzja, dokąd jechać, musiała zapaść szybko. Nie chciałem też wydawać zbyt wiele, bo te prawdziwe wakacje dopiero latem, dlatego po szybkiej analizie, padło na Budapeszt.

Jakby znali od dziecka

– Trochę cieplej niż u nas
– Baseny i sauny
– Wino
– Papryka
– A i z Krakowa całkiem niedaleko, choć pokonanie tych akurat 400 kilometrów trwa dłużej niż można byłoby się spodziewać. Słowacy pobudowali ostatnio sporo autostrad, ale wszystkie położone są w linii wschód – zachód, jakoś nie przyszło im do głowy, że ktoś chciałby pokonać ich piękny kraj w poprzek.

Budapeszt, a tam Węgrzy. A jak Węgrzy to wiadomo, opowieści o bratankach itd. itp. Kto był u Madziarów, ten wie, że to nie są bajki wyssane z palca, zawsze jesteśmy tam mile witani, a dziś nawet sytuacja obu krajów, jakby nieco zbieżna, jeszcze mocniej rzuca nas w dwustronny uścisk (obyśmy się kiedyś nie podusili). Niedawno mówił im też o tym trener Wisły Krakow, Węgier Matyas Czuczi. – Jak przyjechałem do Polski szybko okazało się, że opowieści o przyjaźni między naszymi narodami są prawdziwe. Tutaj każdy traktuje mnie, jakby znał mnie od dziecka – stwierdził po pierwszych dniach spędzonych w naszym kraju.

Piwko? Jasne!

Do czego z tymi Węgrami zmierzam? Polak czuje się u nich jak u siebie także ze względu na podobne do naszego, luźne podejście do zapisów prawa. Weźmy taki zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach po 22. Zachodzę do niemałego sklepu całodobowego w centrum Budapesztu, przy półce z piwem jak byk wisi kartka: „Po 22 alkoholu nie sprzedajemy, przepraszamy, prosimy o wybaczenie”. Ech, szkoda, myślę patrząc na telefon (22:24), tak piwa mi się chciało akurat, bo człowiek spragniony tym chodzeniem w te i wewte.

No nic, wodę sobie kupię, gazowaną, myślę, więc z tą wodą podchodzę do kasy, ale podejmuję jednak próbę i nieśmiało pytam: beer, no? A kasjerka na to, że co tam, że czemu nie, że jeszcze zdążymy. Więc ja szybko skok do półki z piwem i ciach dwa pilsnery na taśmę. To nie był mały osiedlowy sklepik u pana Zenka, a mimowolnymi świadkami tej sytuacji było kilka osób. I nikt, nic, żadnych obaw, wszystko poszło ładnie, pani skasowała piwka – bardzo ładnie i bardzo sprawnie.

Tak sobie pomyślałem, że wkrótce podobnie będzie i u nas, bo przecież właśnie coś się w kwestii sprzedaży alkoholu dzieje. To chyba jeden z najczęściej olewanych zapisów prawa. Pamiętam, że nikt nie miał dla niego większego szacunku także w Macedonii. Wystarczył mrugnąć okiem i już sprzedawca zapomniał o zegarku. Ciekawe, jak to będzie u nas. Pewne jest jedno – sprzedawcy często spotkają się z silną. Bardzo silną presją ze strony spragnionego klienta. Coś mi mówi, że i u nas znajdzie się sposób, ty te przeszkody ominąć.

(mm)

fot. Foter.com

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Jeszcze kilka dni. I Kraków znów będzie najpiękniejszym miastem na świecie