A gdyby tak... Polecane

Gdy wybierasz się na wakacje do Gdańska, a niespodziewanie lądujesz w Skawinie

To się nazywa mieć pecha! Uciekasz z zakopconego miasta w poszukiwaniu wakacji życia – sprawdzasz teren, analizujesz miejscówki i w końcu jest: morze, góry, słońce. Bosko! Gdzieś w oddali widzisz jednak smog i nie możesz uwierzyć – Hiszpanie też mają swoją Skawinę – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Doniesiono mi, że ktoś mnie uszczypnął. Nie zwyzywał, zmieszał z błotem, czy intelektualnie wymolestował, ale uszczypnął. Być może chciał uderzyć, ale wyszło z tego pacnięcie w stylu “idzie raczek nieboraczek…”

Tak czy inaczej – poczułam się wywołana do tablicy tym tekstem

Czy smog ma zakaz opuszczania polskich granic?

Bo podobno rozpływam się nad Hiszpanią tak bardzo, że nie zauważam jej wad. Ale oczywiście, że zauważam – zimą temperatura z rzadka przekracza 25 stopni, świąteczna fiesta trwa ledwie tydzień, a na ulicach czasem spotykam niezbyt atrakcyjnego Hiszpana.

Tym razem poszło jednak o smog, który nasz wtorkowy felietonista znalazł w jednej z hiszpańskich wiosek. Wierzę, mimo że nie widziałam. I w sumie ten obraz zasyfionej wioski dał mi do myślenia – czy w tej Hiszpanii też mnie nie podtruwają?

Na co dzień na pewno nie, bo mieszkam jakieś 900 metrów od morza i kilkanaście kilometrów od gór, więc jak nie z jednej, to z drugiej strony dmucha. A jak gdzieś jadę, to też nad morze, bo zabetonowanego widnokręgu już się dość w Krakowie naoglądałam.

Ale myślę o tym smogu, którego nie spotkałam, i zastanawiam się, czy Hiszpanie w ogóle dostrzegają takie zagrożenie? Czy te beztroskie dusze ekologia w ogóle interesuje? I tak, po kolei.

W centrum miast mało jest miejsc parkingowych, więc spalinami nie śmierdzi. A jak już jest coś wolnego, to wyrysowane kolorem niebieskim, czyli tylko dla samochodów z napędem elektrycznym, co zachęca do zakupu takiego auta (a co zachęca w Krakowie? Brak miejsc do ładowania?).

Ogrzewanie. Wbrew pozorom też się tu czasem przydaje i akurat na moim osiedlu odbywa się to dość specyficznie, a mianowicie – przyjeżdża wielki samochód, wyciąga długaśnego węża i pompuje gaz do podziemnego zbiornika. Rozumiecie? Mogliby mieć podciągnięty tamtejszy MPEC, ale pewnie się to nie opłaca. Mogliby kombinować z węglem, ale to śmierdzi i korzystnie też na tym nie wyjdą. W końcu mogliby pakować pieniądze w nie śmierdzący, ale jednak nieekologiczny prąd, jednak finansowo się to nie kalkuluje. No więc z jakimś powodów pompują ten gaz w podziemne zbiorniki i dzięki temu jest bezsmogowo.

A co w Krakowie? Ano właśnie słyszałam w polskiej telewizji, że nasz rząd zamierza mocno zainwestować w węgiel. Super, przynajmniej ważny argument za zostaniem w Hiszpanii ciągle aktualny.

Kominki – kilka domów/mieszkań obejrzałam, ale nigdzie nie stwierdziłam.

Samochody – już pisałam, że to raczej nie jest kraj autoszpanerów, więc wielkich litrażów nie ujeżdżają, choć nadrabiają za nich Rosjanie i Ukraińcy w SUV-ach.

Segregacja śmieci – jest, choć z jej przestrzeganiem jest jak z przestrzeganiem celibatu przed ślubem w dzisiejszych czasach.

W jednym są chyba gorsi od Polaków – lubią wokół rozrzucać pety (a produkują ich sporo) i śmieci wszelakie.

I tak dalej, i tak dalej. Z jednej strony w wielu miejsca smogu nie ma, a mimo to jest w miarę proekologicznie (choć sami Hiszpanie czyściochami nie są). Co do jednego się z naszym wtorkowym felietonistą zgadzam – też chciałabym zobaczyć mapę zasyfienia Hiszpanii. Bo ja może mieszkam w tutejszym Gdańsku, ale może on zatrzymał się gdzieś w okolicach Skawiny?

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Psioczycie na autostradę Kraków – Katowice? To patrzcie na ten przewał!